Nic? A może...

Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny.


Choćbyśmy uczniami byli

najtępszymi w szkole świata,

nie będziemy repetować

żadnej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie powtórzy,

nie ma dwóch podobnych nocy,

dwóch tych samych pocałunków,

dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię

ktoś wymówił przy mnie głośno,

tak mi było, jakby róża

przez otwarte wpadła okno.


Dziś, kiedy jesteśmy razem,

odwróciłam twarz ku ścianie.

Róża? Jak wygląda róża?

Czy to kwiat? A może kamień?


Czemu ty się, zła godzino,

z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś - a więc musisz minąć.

Miniesz - a więc to jest piękne.


Wprawdzie na stronie Komuny Warszawa można przeczytać, że spektakl Cezarego Tomaszewskiego nie jest interpretacją wiersza Wisławy Szymborskiej, jednak jego „Nic dwa razy” zaczyna się szalenie ważnym dla dalszych rozważań scenicznych właśnie takim interpretacyjnym popisem pięciorga performerów. Czworo z nich - wcześnej miejsce przy pianinie zajął Michał Leśniak - po kolei wchodzi na scenę w identycznych strojach. Powtarzają identyczne ruchy. Mówią identyczny tekst. W identyczny sposób przemierzają przestrzeń sceniczną. I co? I nic dwa razy! Bo to jest pierwsza w widowisku Tomaszewskiego konstatacja: Teatr jest kompilacją sytuacji niepowtarzalnych. Nic nie dzieje się tak samo. Nie ma tu mechanizmu, który z precyzją odtwarza ruchy, dźwięki, błyski światła. Dlatego każdy recytowany  przez kolejną osobę fragment wiersza Szymborskiej budzi inne skojarzenia. Wywoływał inne reakcje. Bo różnił się praktycznie wszystkim od poprzedniego. 


I to jest punkt wyjścia dla spektaklu Cezarego Tomaszewskiego. Skoro nic dwa razy, to znaczy że wszystko już było? Każde działanie, ruch, gest, opowiedziana historia, są wtórne? Czy ich wtórność rodzi się momentalnie, wraz z pierwszym słowem, które przywodzi na myśl zdarzenie zapamiętane i w tym momencie przypominane? A może wtórność powoduje schemat? Powtarzalność zdarzeń zachodzących w otaczającej człowieka czasoprzestrzeni. Czy istnieje reguła dająca gwarancję tworzenia niepowtarzalności? Może wykluczenie powszechnie użytych sformułowań do tego mogłoby doprowadzić. Jednak czy zastąpienie wyrazu jego synonimem daje sytuacji stempel pierwszej i niewtórnej? A skoro wszystko już było, to czy można być „bardziej”, albo „mniej”? Wartościować swoje postawy społeczne, życiowe na tle tych samych postaw w wydaniu innych ludzi. „Jestem gejem!” - ogłasza Agata Wińska. „A ja jestem gejem bardziej” - odpowiada jej Małgorzata Biela. I dialog, który powoli zamienia się w świetną scenę wokalną, pędzi jak szalony. Błyskotliwy, zabawny. Subtelnie dotykający postaw i ego. 


Z przyjemnością zatopić się można w rozważaniach płynących ze sceny. Z równą przyjemnością podziwia sposób, w jaki je prowadzą performerzy. Dialog, monolog, taniec nowoczesny i świetne partie wokalne - to wszystko jest tu dopracowane, wysmakowane. Pierwszorzędne jakościowo. O tym zresztą też jest w „Nic dwa razy”. Co tworzy jakość? Wartość materialna? Uznanie grupy społecznej? Fachowa analiza? Kiedy, w którym momencie, konstrukcja staje się konstruktem, a konstrukt dziełem sztuki? Pokazanie tej ewolucji na piekielnie prostym, ale sugestywnym przykładzie to jedna z najlepszych scen widowiska. Jedna z… Bo najlepsza to moim zdaniem solo wokalne Małgorzaty Bieli. Jak ona potrafi TAK śpiewać leżąc na brzuchu na wózku-platformie i na dodatek krążąc po scenie w chmurach dymu, odpychając się nogami od podłogi??? A jednak - potrafi! I czyni z tej sceny fantastycznie widowiskowy, artystycznie topowy moment „Nic dwa razy”. 


To zresztą jest przykład jeden z wielu, subiektywnie przeze mnie uznany za najlepszy. Ale nie będę dyskutować z Państwem, jeśli uznacie że większe wrażenie zrobiła partia „operowa”, albo kapitalny monolog, okraszony tańcem nowoczesnym, w wykonaniu Dariusza Kowalewskiego. „Nic naprawdę” to układ. Ciąg znakomicie zaplanowanych i przede wszystkim zagranych scen. Mających ze sobą związek przyczynowo-skutkowy, stanowiących każda integralną a zarazem nierozerwalnie ważną część tego widowiska. 


Kolejny sukces, można napisać o Komunie Warszawa. „Nic naprawdę” to przykład mądrej propozycji otwierającej przemyślenia. Budzącej wątpliwości i zarazem podziw dla błyskotliwego pomysłu leżącego u podstaw spektaklu. Z drugiej jednak strony: Skoro nic nie dzieje się dwa razy, co stanowi niepokojąco ważną konstatację, może czas zacząć żyć tym co się ma? Choćby były to doznania już przez kogoś doświadczone i skonsumowane? Czas, okrutny kochanek danej nam na śmieszne kilkadziesiąt lat ziemskiej przestrzeni, pędzi. Nie będzie drugiej takiej samej nocy, dnia, poranka. Nie będzie drugiej takiej samej łzy i uśmiechu… 


Kto z Państwa lubi teatr bawiący się słowem i tezą. Teatr łączący wielość środków scenicznego wyrazu - często pozornie niemożliwych do połączenia - ten powinien jak najszybciej się do Komuny Warszawa na „Nic dwa razy” wybrać.


A wiosennie rozbudzone wróble ćwierkają, że chmury które zbierały się nad siedzibą Komuny - bardzo możliwe - zaczynają ustępować. Ale to na razie tylko ćwierkanie śródmiejskich wróbli. 


Zespół


koncepcja, reżyseria, choreografia, opracowanie muzyczne: Cezary Tomaszewski 


występują: Małgorzata Biela, Dariusz Kowalewski, Michał Leśniak, Oskar Malinowski, Agata Wińska





Komentarze

Popularne posty