Msza żałobna za ludzkość

Przez pierwsze dwadzieścia kilka minut nie mogłem uwierzyć. Jakub Skrzywanek proponuje antyteatr - kołatało się w mojej głowie.  W głębi sceny ustawił jakąś klaustrofobiczną klatkę. W niej, za muślinowymi zasłonami, utrudniającymi widzom obserwowanie, osadził akcję. Pokazywane to jest na umieszczonym z boku ekranie, który ustawiono pionowo w formacie 9:16, charakterystycznym dla instagramowych rolek i relacji. Czyli mamy detal, a nie obraz całości. Siedziałem i zastanawiałem się, kiedy „Requiem dla snu”, spektakl stanowiący efekt współpracy warszawskiego Teatru Studio i krakowskiego Narodowego Starego Teatru, wreszcie zacznie być tym co zapowiadano. Czyli sztuką o ćpaniu. A on po prostu narastał. Jak burza, która aby naprawdę huknąć musi najpierw dobrze spiętrzyć wielopoziomowe chmury. 


Nagle to się stało. Na scenie przysiedli Harry i Tyrone. Dwaj przyjaciele. Dwa demony narkopodróży z powieści Huberta Selby’ego Jr. Reżyserujący spektakl Jakub Skrzywanek umieścił ich rozmowę w dzisiejszej Warszawie, a może innym polskim mieście. Wyposażył bohaterów w telefon z dostępem do wyszukiwarki. Na ekranie zobaczyliśmy czego szukają. Lista linków. Przesuwają palcami. Lista jest długa. Klikają. Pojawiają się telefony. Zawoalowane, ale czytelne hasła i kody. Po sali jak wiatr przesunął się śmiech. Meta? Kryształ? 5G? Śmiech narastał. wraz z ich rozmowam. Pusty śmiech tych, którzy nie rozumieli co działo się przed ich oczami. Po chwili, gdy scena wykonała obrót, ci którzy się śmiali mieli w głowach jedno: Wymazać śmiech z pamięci. Wytrzeć z ust. Na scenie odgrywano realną sytuację. Kupowania mefedronu. 


Kryształowa śmierć. Przekleństwo nastolatków. Jeden z najbardziej uzależniających narkotyków z jakim współcześnie mamy do czynienia. Zabija szybko. Niszczy wątrobę, serce. Włącza depresję. Harry i Tyrone odeszli. Patrzyliśmy na zdjęcie dziecka. Na oko dziesięciolatka. W uszy wkręcała się historia. Zaczęło się od kryształu. Potem dożylnie. Dalej… Co może być dalej? I to czego nie chcemy wiedzieć: Mefedron to trucizna demokratyczna. Nie ma dla niej warstw społecznych. Pojawia się wśród dzieci z rodzin trudnych. Nie omija bogatych. Także ci, którzy przed chwilą śmiali się z wesołej ich zdaniem scenki rodzajowej mogą, sami jeszcze o tym nie wiedząc być rodzicami dzieci właśnie teraz wkręcających się w mefedron. Przerażające jest jak mało, jako społeczeństwo o tym wiemy. Jak unikamy tematu rozpuszczając go w naiwnym chichocie. Scena rozmów z dilerami to znakomicie, jak w soczewce, skupiła i pokazała. 


Nie bawią mnie żarty z narkotyków. Przeszedłem wąską ścieżką obok nich. Mój serdeczny przyjaciel licealny zakończył życie kilka lat po maturze. Z HIV, uzależniony od heroiny. Gdzieś w jakimś miejskim pustostanie. Na próbach podwórkowych zespołów widziałem jak wdycha się klej. Mefedronu jeszcze wtedy nie było. Mieliśmy szczęście? Jakub Skrzywanek daleki jest od żartowania. Natomiast przeorał myśli i otworzył głowy widzów swojego spektaklu. Umie w to grać i nie stroni od scen realistycznie brutalnych. Zostających w głowie. Robi to z konsekwencją. Logiką. To czyni jego spektakle przeżyciami. To również buduje „Requiem dla snu” i daje mu miejsce wśród wyjątkowo ważnych premier trwającego sezonu. 


Od tego momentu spektakl nabiera zawrotnego tempa. Muzyka Marcina Maseckiego brzmi wprost rewelacyjnie. Ale najważniejsza jest tu scenografia. Stwarza aurę widowiska. Przytłacza momentami symboliką wręcz monumentalną. Zaprojektował ją Grzegorz Layer. Obrotowa scena przenosi nas w świat narkotykowych imaginacji. Po chwili jednym ruchem wyrywa z niego aby wrzucić w realia bytu staczających się w uzależnienia, pogubionych, połamanych psychicznie postaci. Na końcu ukazać coś, co można porównać z dziełami najwybitniejszych rzeźbiarzy włoskiego renesansu. Oglądam sporo. Takiej scenografii nie widziałem.


Świetnie wypadają w „Requiem” kostiumy. Projektująca je Lila Dziedzic połączyła z ich pomocą współczesność z czasami mozartowskiego Requiem. Mszy żałobnej napisanej w 1791 roku. Symboliczne jest przechodzenie bohaterów ze świata współczesnego w świat tejże żałobnej mszy. Zmieniające się ich stroje, coraz bardziej odrealnione, odebrałem jako synonimy odchodzenia od społeczności. Popadania w świat cienia. Powolnego przemijania w takt własnych, uzależniających słabości. Aż do wspominanego już, fantastycznego wizualnie, statycznego finału spektaklu. Takiej scenografii, takich kostiumów się nie zapomina. Zostają w pamięci na długo. 


Podobnie trudno będzie wyzwolić się od natrętnie powracających, bardzo mocnych i dosadnych, znakomicie zagranych i wyreżyserowanych scen. Ewelina Żak w roli Ady, sąsiadki i przyjaciółki Sary Goldfarb, zagrała coś niebywałego. Jej bohaterka, uzależniona od jedzenia jest przerażająco realistyczna. Dosadna i nieestetyczna. Ale to jest właśnie siła teatru. Kapitalnie to jest i zagrane i wyreżyserowane. Moim zdaniem jeden z niewielu przykładów w polskim teatrze współczesnym tego jak można prowadzić po scenie kamerę i jak ją wykorzystać w spektaklu. Ada je. Zachęca do tego Sarę. Pożera kolejne kęsy nawijanego na widelec makaronu. Zalewa usta bitą śmietaną w sprayu. Jedzenie wylewa się z niej. Spływa po twarzy. Rękach. A ona opętana szałem uzależnienia pakuje w siebie wciąż więcej i więcej. Tu już nikt się nie śmieje. Bo w tej scenie, choć w opisie może zdawać się trywialną, nie ma nic do śmiechu. Oglądamy realia czystej ludzkiej tragedii. Człowieka uwięzionego w klatce uzależnienia. Tak. Twórcy mocno tu przykręcają śrubę. 


Mówili, że to będzie „spektakl o ćpaniu”. Podkreślał to między innymi Jakub Skrzywanek. Nie oszukali ani na sekundę. To „Requiem” jest księgą ludzkich uzależnień. Kroniką fatalnych wyborów i przestrogą przed szlakami na skróty. Wstrząsające, znakomicie zagrane i pomyślane widowisko. Fabuła swobodnie krąży wokół powieści Selby’ego Jr. Wyławia z niej trzon, przenosi na scenę wzbogacony o odwołania do polskich realiów. Stwarza uniwersalności spektaklu i poruszanych w nim problemów. O czym? Sara Goldfarb marzy o występie w telewizji. Gdy nadarza się szansa postanawia całkowicie zmienić swój wygląd. Popada w uzależnienie od środków odchudzających, które w jej czasach były po prostu sporymi dawkami amfetaminy. Równolegle Harry, jej syn, wraz z przyjacielem Tyronem i narzeczoną Marion uzależniają się od narkotyków, którymi handlują na nowojorskich ulicach. Tu nic nie ma happy endu. Każdy wątek, każda historia prowadzi przez perypetie ludzkich słabości. Uzależnień od narkotyków, leków, seksu, jedzenia, sławy. To czyni „Requiem dla snu” spektaklem zawsze aktualnym. 


Lubię w teatrze obserwować upływ czasu. Pisałem o tym, co zadziało się po początkowym pozornym marazmie, ale nie wyjaśniłem po co on był i czy nie był zbyt długi. Absolutnie - nie. Sekwencja zawierająca wizytę Harry’ego u matki i ich rozmowa krążąca, ledwie ocierająca się o sedno - jest niepokojącym preludium dalszych wydarzeń. Harry nie mówi wprost, matka nie dopytuje. Jego nowa „praca” pozostaje w sferze radosnej nowiny, że wreszcie się ustatkował. Podobnie odkrycie Harry’ego, że Sara pożera uzależniające tabletki zostaje pozostawione własnemu losowi. Można? Warto? Bezpieczne, czy nie? Sara tonie. Obok niej tonący syn. Dwoje ludzi, których droga w dolinę uzależnienia już trwa. Koniec można przewidzieć. Fascynujące jest jednak to, co mogą na tej drodze napotkać. 


Teraz łyżka dziegciu. Mam wrażenie, że Twórcom nie udały się ostatnie dwa kwadranse widowiska. Całość ma ponad dwie godziny. Półtorej z hakiem to spójna, logiczna całość, którą bardziej się pochłania niż ogląda. Natomiast nawarstwiające się w końcówce widowiska i nakładające na siebie sceny z których każda wydaje się finałem, nużą widzów i dostrzegłem kilka osób, które co uznałem za zbrodnię - wyszły. Myślę, że passus o Poli Raksie mógłby zostać bez straty usunięty. Jeśli nie on, to może scena Sary w szaleństwie spacerującej po zimowej ulicy? Mamy tu jeszcze kilka momentów dających niedobre poczucie przesytu: Sara upadająca na scenę i jej wynoszenie, przydługi epizod upodlenia Marion. Gdyby tak szybciej przejść do spinającego spektakl klamrą dialogu Sary z pozbawionym ręki, tragicznie złamanym Harrym i tego monumentalnego finału - myślę, że byłoby znacznie lepiej. Jest ten koniec przeciągnięty moim skromnym zdaniem. Za mocno przyprawiony. A jak wiadomo nadmiar niczemu dobremu nie służy. Cóż z tego jednak, skoro całość „Requiem dla snu” w reżyserii Jakuba Skrzywanka stanowi wstrząsający obraz uzależnień. Upadku człowieka. Konstatacji świata, który w dążeniu do uproszczeń, ułatwień i pomnażania dóbr wpada w pułapkę prowadzącą do bólu, brutalności i w konsekwencji śmierci. 


Po spektaklu wyszedłem i aby odetchnąć usiadłem na ławce. Otoczył mnie gwar Placu Centralnego. Tu i tam w katatonicznych pozach słaniali się weekendowi imprezowicze. Ktoś siedział wprost na chodniku. Inny zataczając się rozmawiał z nieistniejącym interlokutorem. Kolejni w hałaśliwej euforii dyskutowali agresywnie wymachując rękami. Na schodach sprowadzających do metra kilku kompletnie odurzonych nastolatków próbowało poruszając się jak na poklatkowo odtwarzanym filmie pokonywać stopnie. „Requiem dla snu” trwa. Wystarczy otworzyć oczy. Przestać udawać, że to nas nie dotyczy…  Zobaczyć. 


TWÓRCZYNIE I TWÓRCY


TEKST

na podstawie książki „Requiem for a Dream” autorstwa Huberta Selby’ego Jr.

REŻYSERIA

Jakub Skrzywanek

PRZEKŁAD

Elżbieta Gałązka-Salamon

SCENARIUSZ / ADAPTACJA

Jakub Skrzywanek, Jan Czapliński

DRAMATURGIA

Jan Czapliński

MUZYKA

Marcin Masecki

MUZYKA NA ŻYWO 

Marcin Masecki (spektakl premierowy), Stanisław Pańta

TECHNO ASYSTENT (MUZYKA)

Tomasz Popowski

SCENOGRAFIA 

Grzegorz Layer

KOSTIUMY 

Lila Dziedzic

CHOREOGRAFIA

Karolina Kraczkowska

ŚWIATŁO 

Jacqueline Sobiszewski

VIDEO

Natan Berkowicz

CHÓR PRZY UTWORZE „PIOSENKA ĆPAJĄCYCH DZIECI”

Małgorzata Penkalla, Magdalena Gajdzica, Małgorzata Zielińska

KOORDYNACJA SCEN INTYMNYCH 

Wojciech Jaworski

KIEROWNICZKA PRODUKCJI 

Monika Balińska

INSPICJENTKA

Krystyna Klyta 

ASYSTENTKA REŻYSERA

Iga Czarny

ASYSTENTKA PRODUKCJI 

Łucja Żurek


OBSADA

Adam Nawojczyk (gościnnie)

Anna Radwan (gościnnie)

Krzysztof Zawadzki (gościnnie)

Magda Grąziowska (gościnnie)

Daniel Dobosz

Rób Wasiewicz

Marta Zięba

Ewelina Żak 





Komentarze

  1. Bezsensowna recenzja. Jedynym skarbem tego przedstawienia była rewelacyjna Anna Radwan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mamy inne wyobrażenia bezsensowności. :) J. M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty