Lupa - wyspa fenomenu
Pięć godzin pięćdziesiąt minut. Trzy akty. A w przerwach wyszło - może czworo widzów z wypełnionej po brzegi sali warszawskiego Teatru Powszechnego. „Capri - wyspa uciekinierów” w reżyserii Krystiana Lupy prawie siedem lat po premierze. I nadal Twórców żegnają owacje na stojąco.
Co powoduje fenomen widowisk Lupy? Przyznam się, że poza nim nie znajduję polskim teatrze współczesnym nikogo, komu by takie „numery” wychodziły. Czterogodzinne próby Mai Kleczewskiej, Katarzyny Kalwat, Kamila Białaszka, czy nawet samego Krzysztofa Warlikowskiego to jednak, moim oczywiście zdaniem, zupełnie nie to.
Lupa jest bardzo dokładny. Dba o doznania wzrokowe, słuchowe ale także opiekuje się myślami widza. Każda scena w jego spektaklu to dopracowany mechanizm. Precyzyjny, dokładny i niespiesznie pracujący. Myślę, że to jest istotą różnicy. On po prostu mówi tyle, ile potrzebuje. Pozostali reżyserzy są jak nurkowie, którzy zbliżając się do granicy wyczerpania zapasu powietrza zaczynają wykonywać nerwowe ruchy. Na scenie, gdy zbliża się czwarta godzina ich spektakli, czuć niepokój. Chaos. Zamieszanie. Czasem aż stuka pytanie: „Co by tu jeszcze?”. Krystian Lupa, mam wrażenie, w ogóle takich dylematów nie ma. Po prostu przygotowuje genialne, złożone z wielu wątków i wykorzystujące spektrum możliwości teatru widowiska.
„Capri…” jak już napisałem nie jest czymś nowym. Premiera była w październiku 2019 roku. Ale nie dość, że historia oparta o utwory Curzia Malapartego się nie zestarzała, to jeszcze nabrała przerażająco aktualnej wymowy. Tak, jakby Krystian Lupa siedem lat temu przewidział ukraińską wojnę i trumpowskie bezeceństwa w dyplomacji europejskiej.
Wojna i jej konsekwencje zajmują tu dwa akty. Malaparte, czyli kryjący się pod tym pseudonimem Kurt Erich Suckert miał fascynujące przygody. Włoch niemieckiego pochodzenia, przyjmuje pseudonim mający być odbiciem - alter ego - nazwiska Napoleona Bonaparte. Pisze, zajmuje się dyplomacją. Trafia nawet w latach dwudziestych ubiegłego stulecia do włoskiej placówki w Warszawie. Zostaje po powrocie do Włoch faszystą i bierze udział w Marszu na Rzym. Jednak konflikt z Mussolinim doprowadza do jego aresztowania i osadzenia na wyspie Lipari. W 1937 roku buduje przedziwnie modernistyczną willę na Capri. Wśród gości Malapartego jest między innymi Erwin Rommel. Gdy wybucha wojna zostaje korespondentem wojennym na froncie wschodnim. Działa w Polsce, Rumunii, Finlandii, na Ukrainie i Bałkanach. Wtedy pisze „Kaputt” - dzieło stanowiące jedną z podstaw „Capri - wyspy morderców”. Ma szczęście - z frontu go odwołano za nieprzychylne Niemcom artykuły - udaje mu się dostać do strefy już zajętej przez Amerykanów. Współpracuje z nimi od 1943 do 1946 roku. Potem wpada w fascynację Chinami i maoizmem. Umiera w roku 1957 a jego Casa Malaparte na Capri popada w zapomnienie.
Za sprawą widowiska Krystiana Lupy przenosimy się na Capri. W dawnej willi Malapartego trwają zdjęcia do „Pogardy”, konkretnie powrotu Odysa do Itaki. Tu jednak, zamiast kończyć, Lupa zaczyna wędrówkę, przypominającą homerycką „Iliadę” i „Odyseję” w jednym. Adaptator i zarazem reżyser „Capri - wyspy uciekinierów” postanowił na podstawie zdarzeń zawartych w „Kaputt” i „Skórze” włoskiego pisarza poprowadzić swój spektakl i zarazem widzów drogą wojny, powrotu a wreszcie konsekwencji tych wydarzeń dla kształtującego się na pokonfliktowych gruzach społeczeństwa. Czyli stworzyć dzieło rezonujące silnie z dwoma utworami które przypisujemy Homerowi.
Malaparte w pierwszym akcie trafia na salony hitlerowskiej Generalnej Guberni. Przyjmowany przez Hansa Franka biesiaduje, toczy intelektualno-słownego krykieta z gubernatorem. Odwiedza Getto. Ogląda się to fantastycznie dzięki wielkiemu wyczuciu Lupy, który koronkowo wprost umie zszyć wydarzenia dziejące się tu i teraz na scenie z doskonale dobranymi projekcjami video. Filmami dokumentalnymi, scenami fabularnymi, elementami transmisji. Uderza realizmem, wyrafinowanym okrucieństwem przedstawianych wydarzeń i postaci. To jest historia z jądra zła. Pokazująca butę niemieckiego wynaturzenia w okupowanym kraju. Malaparte idzie przez nią zachowując dystyngowany dystans. Nie unika ryzyk, ale nie popada w szaleństwa.
Akt drugi zaskakuje. Krystian Lupa po realistycznie tragicznej pierwszej odsłonie widowiska, drugą przemienia w teatr groteski. Malaparte trafia w niej do Amerykanów. Po wstrząsających doznaniach frontowych z Mołdawii oddycha wolnością i zajmuje się budowaniem pozycji w nowym porządku postfaszystowskich Włoch. W Neapolu trwają przygotowania do renesansowej kolacji, którą generał Cork w pocie czoła szykuje aby olśnić przybywającą na front żonę pewnego senatora. A potem rusza uczta. Malaparte rozmawia z Amerykanami. Śmiejąc się przecieramy oczy ze zdumienia. Gdyby zamiast Corka siedział Trump, zamiast jego oficerów Vance i Rubio - zapewne mielibyśmy lustrzane odbicie całkowicie możliwej do wyobrażenia dysputy współczesnych polityków amerykańskich z dyplomatami obecnych Włoch. Kiedy na stół wjeżdża gwóźdź programu, czyli pieczona syrena… Więcej nie zdradzam.
Akt trzeci, najbliższy mojej poetyce, to dzieło na wskroś symboliczne. Przesiąknięte mistycyzmem konfrontowanym z farsą a zarazem błyskawicznie wywijające woltę w kierunku intelektualnej dysputy nad przemijaniem. Wyciszeniem. Znowu znajdujemy się w klatce Casa Malaparte. Za oknami połyskuje spokojna morska tafla. Dookoła poruszają się postaci swobodnie przekraczające granicę życia i śmierci. Rzeczywistości i wspomnienia. Kina i teatru. Półtorej godziny spędziłem w absolutnym zachwycie. Każda scena, odsłona, każdy gest i słowo są tutaj niezbędnymi elementami finezyjnej układanki. Nie deprecjonując dwóch poprzednich aktów, ten uważam za co najmniej o połowę zbyt krótki. Tak. Wiem. Oszalałem.
Malaparte wraca do swojej Itaki. Na Capri zbierają się cienie jego przedziwnego życia. Postaci, z którymi spotykał się, które przewinęły się przez modernistyczną willę. Powoli jego świat blaknie. Z godnością i spokojem, właściwym zjawiskom wyjątkowym, odchodzi do sfery wspomnień. Cichną głosy, uspokaja się wiatr historii. Tylko morze szumi dookoła Capri. Wyspy, na którą uciekły ludzkie myśli. W teatrze zapada ciemność. Strząsamy z siebie czar tych prawie sześciu godzin obcowania z widowiskiem Krystiana Lupy. Ale tylko na moment, aby oklaskiwać jego Twórców. Umykając w warszawski wieczór wynosimy przecież potężny bagaż materiału do przemyśleń. Wielowątkowy splot bodźców. Będziemy się z nim mierzyć, będziemy go rozplątywać. A potem - zapewne znowu spotkamy się na widowni i z niecierpliwością będziemy czekać na ten płynący gdzieś ponad głowami widzów, spokojny, cichy głos narratora. Jak to w widowiskach Krystiana Lupy.
Winienem na zakończenie próbę odpowiedzi na pytania, którymi rozpocząłem dywagacje na temat „Capri - wyspy uciekinierów”. Co powoduje fenomen tych widowisk? Jakiego Lupa używa zaklęcia, którym zamyka widzów na wiele godzin w swoim, niełatwym przecież do okiełznania, artystycznym świecie? Nie jestem zwolennikiem nadmiaru argumentowania dla argumentowania. Odpowiem tak: Krystian Lupa oddaje widzom do analizy spektakle niespiesznie się rozwijające. Ale skonstruowane w taki sposób, że ani na moment nie gubi się w nich tej fantastycznej ciekawości, która czyni teatr miejscem i zjawiskiem wyjątkowym. Aż do wyraźnie sygnalizowanych i precyzyjnie domykających fabuły finałów siedzimy wciąż i wciąż z przyjemnością ekscytacji zastanawiając się nad jednym: Co będzie dalej? A to, moim zdaniem, najważniejsze pytanie w każdym spektaklu.
obsada
Karolina Adamczyk - Karolina, Frau Gassner, Tancerka 1, Pielęgniarka, Marica, Pepo
Grzegorz Artman - Axel Munthe, Malaparte, Giorgio Calvi di Bergolo
Michal Czachor- Nosferatu, Hans Frank, Kapelan, George
Anna Ilczuk - Brigitte Bardot, Luisa, Lublia
Michał Jarmicki - Michał, Herr Fischer, Pułkownik Eliot
Andrzej Klak - Widz, Ślepy żołnierz 2, Malaparte – sobowtór, Jack
Magdalena Koleśnik – Ewa, Magda, Tancerka 2, Ilsa, Zuzanna
Mateusz Laskowski - Mateusz, Herr Wachter, Max Schmeling, Rewolucjonista
Vova Makovskyi (gościnnie) – Jezus Chrystus, Hans, Jean-Louis
Piotr Nerlewski (gościnnie) – Jean-Luc Godard, Człowiek Himmlera, Fred, Cicillo
Monika Niemczyk (gościnnie) – Bridge women, Księżna Piemontu
Filip Orliński (gościnnie) – Kelner
Halina Rasiakówna (gościnnie) – Bridge women, Mrs. Flat
Maria Robaszkiewicz - Bridge women, Brigitte Frank
Karolina Rzepa (gościnnie) – Ewa, Magda, Tancerka 2, Ilsa, Zuzanna
Karina Seweryn - Francesca, Frau Wachter, Kelnerka, Zoja, Fernado
Piotr Skiba (gościnnie) – Narrator, Narrator – Majordomus, Staruszka
Ewa Skibińska - Kobieta czesząca włosy w końcówce powieści „Kaputt”, Bridge women, Frau Fischer
Julian Świeżewski - Adam, Piccoli, Malaparte
Mateusz Więcławek (gościnnie) – Telewidz, Herr Gassner, Ślepy żołnierz 1, Komunista
Wojciech Wójcik (gościnnie) – Kelner
Michael Zieliński (gościnnie) – Kelner
Wojciech Ziemiański (gościnnie) – Fritz Lang, Generał Cork
Piotr Choma, Kacper Dykban, Karol Helewski, Maciej Kobiela, Ignacy Martusewicz, Tomasz Mechowicki, Olaf Staszkiewicz, Mariusz Urbaniec, Filip Warot, Patryk Wereszczyński – epizodyści
twórcy
reżyseria – Krystian Lupa
scenariusz i scenografia – Krystian Lupa
muzyka – Bogumił Misala
kostiumy – Piotr Skiba
wideo – Natan Berkowicz, Adam Suzin
pomoc dramaturgiczna, asystent reżysera– Maksym Teteruk
główna asystentka reżysera – Michalina Dement-Żemła
asystentki reżysera – Julia Ongirska, Karolina Szczypek
inspicjentka – Iza Stolarska
w nagraniach wideo występują – Ryszard Abraham, Alicja Czerniewicz, Marta Fidura, Mikołaj Gajowy, Michał Iwaszkiewicz, Gustaw Kowalczyk, Natalia Pucek, Łukasz Rochna, Adam Rosa, Piotr Sędkowski, Iga Skolimowska, Julia Szewczyk, Maciej Szkutalski, Monika Szwajnos, Adam Wietrzyński


Komentarze
Prześlij komentarz