Błyskotliwie przeczytane
Program Horyzonty w warszawskim Teatrze Dramatycznym przyniósł czytanie performatywne sztuki „Królowej Margot. Rozkład tarota”. Wyreżyserował Grzegorz Jaremko, napisała Lena Laguszonkowa.
Uwielbiam czytania performatywne. Dają moim zdaniem o wiele większe możliwości twórcom, niż tradycyjne dopięte na ostatni guzik widowiska teatralne. Tu aktorzy i widzowie umawiają się wstępnie na przyjęcie pewnej konwencji. Mieści się w niej swobodniejsze podejście do postaci i zmiany ról granych przez jednego aktora. Wykreowanie narracji poza dialogiem, czy udziału didaskaliów w przekazie płynącym ze sceny do widza.
„Królowa Margot. Rozkład Tarota” jest dla czytania performatywnego moim zdaniem wręcz stworzona. W zasadzie wszystko, co buduje fabułę, jest umieszczone w kompetencjach narratora. Prowadząc ją w formie trzecioosobowej opowiada dzieje karkołomnych czasów francuskiej monarchii i próby pojednania za pomocą mariażu katolików z hugenotami. Jak się to skończyło - uczy historia powszechna. Aktorzy zręcznie przeskakiwali między bohaterami tej, co tu kryć, skomplikowanej historii i zawiłych losów postaci historycznych.
To, co moim zdaniem stanowi największy walor „Królowej Margot…” zostało zawarte w językowych kalamburach i akrobacjach. Laguszonkowa po prostu mistrzowsko żongluje słowami, mieszając literacki język polski ze współczesną nowomową. Zwrot „Guttenberg cię zbanował” jako określenie człowieka, który nie wie bo nie doczytał - kupuję i poniekąd zawłaszczam. Będę wykorzystywać w życiu prywatnym. A jak brzmi w ustach Margot czytanie dzieł zakazanych przez kościół w „wersji pirackiej”? Równie smacznie. Tego rodzaju błysków w tekście jest co niemiara.
I tu paradoks: świetnie napisany ale trudny scenicznie z powodu nadmiaru narracji dramat dostarcza tylu słownych piruetów, że… łatwo jest zagubić się w zawiłościach treści. Innymi słowy słuchamy i wyłapujemy kolejne bon moty, ale nie wiemy o co w zasadzie postaciom chodzi. Moim zdaniem nie jest to wielki mankament, a raczej zabawne qui pro quo. Wystarczy na chwilkę zatrzymać się i zamyślić, aby „wypaść z trasy” mówiąc po narciarsku.
W utrzymaniu się na niej pomaga wyraźny podział utworu na rozdziały. Założeniem ich jest uporządkowanie, jak mniemam, oraz logiczne ustanowienie związku przyczynowo skutkowego między poszczególnymi wydarzeniami. A te ostatnie gnają, niczym lawina. Czyli tak jak było w roku 1572.
Z przyjemnością posłuchałem, jak z trudnym tekstem poradzili sobie Aktorzy Teatru Dramatycznego. Mimo prawie całkowitego braku rekwizytów, przy ledwie naszkicowanej scenografii stworzyli widowisko sprawne. Dynamiczny i co najważniejsze przy tak częstych zmianach dominanty, precyzyjny jest to spektakl. A Marianna Lindę w maseczce peptydowej, jako Margot - zasianie mi w pamięci jako pewien symbol poetyki w nim mieszkającej.
Czy sztukę Laguszonkowej da się bez strat przenieść na scenę teatralną, czyniąc z niej „pełnoprawne” widowisko? Osobiście mam obawy. Gdyby rozpisać na role wszystko, co w tekście złożono na barkach narratora - zapewne „Królowa Margot. rozkład Tarota” trwałaby za długo i byłaby zbyt nudna z punktu widzenia oczekiwań widzów. Poza tym brak narratora to byłby cios w kręgosłup tego widowiska. Może zatem pozostanie ono w sferze czytania performatywnego? Tak, jak na początku napisałem - mnie to nie przeszkadza.
Twórcy
Lena Laguszonkowa
Inspirowane powieścią Alexandre’a Dumasa
Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
Reżyseria: Grzegorz Jaremko
Muzyka: Natan Kryszk
Obsada:
Marianna Linde,
Marta Ojrzyńska,
Kamil Mróz,
Piotr Siwkiewicz,
Łukasz Wójcik


Komentarze
Prześlij komentarz