"Będziesz sobą", rozmowa z Eweliną Żak (fragment z nagrania)
Jacek Mroczek (J.M.) Dzień dobry Państwu, kolejne spotkanie z cyklu TeatrVaria Wywiad. A moim gościem jest osoba, o której można powiedzieć, że jest absolutną gwiazdą warszawskiej sceny teatralnej. Już widzę tę skrzywioną minę… Ale proszę Państwa, Witold Mrozek pisze w Gazecie Wyborczej: „Bilety wyprzedane na pniu, goście walą drzwiami i oknami”. Mam na myśli monodram „Mała Empiria” a moim gościem jest Ewelina Żak, czyli aktorka tego monodramu.
Ewelina Żak (E.Ż.) Bardzo dziękuję za te ciepłe słowa na wstępie. Skrzywiłam się rzeczywiście, bo mnie to trochę przerasta, ale też bardzo cieszy. Ewelina Żak dzień dobry, witam wszystkich.
J.M. - Czy takie skrzywienie, które prezentujesz to w pewnym sensie nie jest fragment, czy klocek Twojej układanki jaką jest Empiria. Bo my, nasze pokolenie nie umie odpowiadać na komplementy. Nie umie chwalić się sukcesami. Czy to nie jest zbieżne z „Małą Empirią”?
E.Ż. - Tak, fajnie to uchwyciłeś teraz. Rzeczywiście to są takie niewygody, w których najczęściej przebywamy. Mam na myśli to, że trudno jest nam odebrać krytykę i rzeczywiście trudno jest nam odebrać komplement. I to jest bardzo polskie i bardzo nasze. Rzeczywiście „Empiria” też dotyka takich rzeczy, które są niewygodne i które byśmy gdzieś sobie chowali i temu się nie przyglądali bo najczęściej też - tak mi się wydaje - coś udajemy. Trzymamy jakąś gardę i zakładamy maski życiowe. „Empiria” odkrywa wszystko to, co jest w nas pokraczne i takie garbate, wstydliwe.
J.M. - Już sam początek tego spektaklu, kiedy wyszłaś na scenę trzymając w dłoni kartonik z napisem „Aktorka, lat 49”. Pomyślałem o Tobie: Bardzo odważna kobieta. Kobiety najczęściej ukrywają swój wiek, a Ty nie. Stanęłaś w Empirii jako Ewelina Żak. Czy dobrze to odebrałem?
E.Ż. - Tak. Rzeczywiście na samym początku tej pracy padały z mojej strony takie pytania. Pytałam Anię Ilczuk, reżyserkę tego monodramu - kim jestem? Bardzo to było dla mnie ważne, kim będę w tym przedstawieniu. Mówiłam jej tak: A może niech to będzie jakieś laboratorium, a ja będę badaczką? Bo ta książka jest o takim badaniu siebie. Ona mi powiedziała - Nie, będziesz sobą. Gest „kartkowy” w którym ja obnażam się wiekowo jest też jakimś rodzajem zawarcia umowy z widzami. Mojej szczerości, w której ja staję i do tej szczerości zapraszam widzów. Do takiego bycia wspólnego. Na tym mi najbardziej zależało.
J.M. - To w „Małej Empirii” bardzo ważne ponieważ nie unikasz interakcji z widzami. Są tam dwa duże momenty interaktywne. Jeden gdy prosisz o podawanie słów, których dziś się już nie używa - z przerażeniem zobaczyłem, ze mnie to też dotyczy. A drugi moment, gdy prosisz o podrzucanie Ci tytułów, bądź fragmentów piosenek, które to fragmenty póżniej śpiewasz a one kojarzą się z jakimiś wspomnieniami. Tutaj też z przerażeniem zauważyłem, że są to moje piosenki. Czy ta interakcja z widzami w teatrze jednego aktora nie jest niebezpieczna? Musisz panować nad sporą widownią?
E.Ż. - Wiesz co jeżeli ja nie złapię tego kontaktu z widzami od razu, to ten spektakl trochę nie ma racji bytu. Są tylko słowa. On jest tak skonstruowany, tak wymyślony i wybudowany, że od samego początku to „złapanie się” moje z widzem musi nastąpić. Na tym polega moja w nim rola. Żeby wspólnotowość złapać od tej wspomnianej kartki, na której jest zapisany mój wiek. Czy to jest niebezpieczne? To jest bardzo podniecające, bo ja też w trakcie zapoznaję się z ludźmi i każdy spektakl jest inny. Przychodzi inna publiczność. Czasami są to ludzie w jednym wieku, ja też im się bardzo mocno przyglądam. Na przykład grałam w Lany Poniedziałek i trochę się obawiałam, czy widzowie po tych suto zastawionych stołach kiedy przyjdą do mnie na spektakl to będzie mim się chciało ze mną bawić. Pod tym względem rzeczywiście jestem badaczką publiczności. Już teraz mogę o tym mówić, bo już parę „Empirii” za mną. Jest to trochę siedzenie na minie, ale jest to bardzo ekscytujące i czuję, ze będę bardzo kochać ten spektakl. Mam nadzieję, że będę mogła jeszcze długi czas go grać i on się nie zestarzeje, bo publiczność mi nadaje ton po prostu.
J.M. - Publiczność będzie nowa i nowa, bo lata będą mijały. Ale powiem Ci dlaczego zadałem to pytanie. Na moim, w tym sensie „moim” bo tam byłem, spektaklu siedziałem w pierwszym rzędzie. Za plecami siedziały starsze osoby i kiedy ujawniłaś, ze te 49 lat dotyczy Ciebie jedna ze staruszek, widocznie słabiej słysząca, powiedziała głośno „O, ale gówniara!”. Pomyślałem: „Jak to dobrze, że ona tego nie usłyszała na scenie.”. Przecież to chyba strzał i gol w pierwszej minucie?
E.Ż. - Bo wiesz co? To nie jest tak naprawdę spektakl o starości. To jest spektakl o tym momencie pomiędzy. To jest miejsce, wydaje mi się, najmniej zagospodarowane przez nas. W tym wypadku, podczas tej rozmowy myślę, ze mogę to powiedzieć: Ten czas Twój i mój. Kiedy czujemy, że coś już jest za nami, zastanawiamy się co będzie przed nami. Czy jesteśmy już w tym momencie, kiedy trzeba się martwić, przerażać? Czy spojrzeć w ten czas przyszły z nadzieją, ekscytacją i ciekawością? To bardziej jest spektakl o tym. O tym czasie.
J.M. - A nie jest tak, że to jest spektakl o naszej immanentnej cesze. My zawsze jesteśmy w jakimś „międzyczasie”?
E.Ż. - A to świetne, co mówisz!
J.M. - Dam Ci przykład: Teatr Polski, foyer tego teatru. Stoimy z moją córką. Mogła mieć wtedy lat dziesięć może. Głęboko zamyślona, dookoła nas ludzie. Pytam: Olu , o czym tak myślisz? A ona rozglądając się po teatrze mówi: Wspominam sobie, jak to było u mnie w młodości.
E.Ż. - Tak jak mój syn, 23 letni, mówi: No, ja już nie będę imprezować! To już nie ten czas…
J.M. - Ale tak się mówi zawsze po imprezie.
E.Ż. - To prawda i to w każdy wieku!
J.M. - Ale wracając do „Empirii”, rzeczywiście tak ten spektakl jest odbierany, że jest o ludziach którzy są w przestrzeni „między wieku”, można powiedzieć. Nie są już młodzi. Podobno kryzys wieku średniego już za nimi, jeśli przyjąć że dzieje się to koło czterdziestki. Starość jednak jeszcze na pewno nie. Więc znajdują się w jakiejś próżni. Po pierwsze my w takiej próżni znajdujemy się praktycznie zawsze. Maturzysta przed studiami, student kończący studia i zaczynający pracę, młody człowiek podejmujący decyzję małżeńską, dzieci i wszystkie etapy związane z wychowaniem dzieci. Ten, o którym mówisz w spektaklu, najbardziej dla mnie poruszający, czyli pierwszy dzień pustego pokoju w domu w którym było dziecko i wyprowadziło się. Ten „między czas” i „między przestrzenie” występują zawsze. Ty odniosłaś się do między przestrzeni, myślę, najtrudniejszej. Bo konstatacji na wielu poziomach. Nie jednym, że teraz trzeba pójść do pracy, nie jednym że teraz trzeba zająć się dzieckiem. Tylko takim, ze teraz wstawanie z łóżka zaczyna kosztować nas więcej wysiłku. Trzeba pójść do okulisty, bo ręka jest już za krótka. Trzeba zadbać o dietę, na ulicy coraz częściej wyprzedzają nas ludzie. Jak to jest - banalne może pytanie - stanąć przed nimi i powiedzieć: Oto ja!
E.Ż. - Na szczęście ja miałam czas, aby się przyzwyczaić do słów, które bardzo często padają w tym spektaklu. Czyli „starość” i do wszystkich mankamentów wczesnej starości. Tyle razy wypowiedziałam słowo „starość”, że przestało to robić na mnie wrażenie. Pamiętam taki moment: Dostałam do przeczytania tę książkę, „Małą Empirię”. Zaczęłam czytać i wtedy poczułam taki bunt: Już? nie, no błagam. Bez przesady! Potem czytając przykłady starości przytaczane w książce w ogóle one ze mną nie rezonowały, w ogóle nie czułam poczucia humoru w niej. Wszystko mnie tam właściwie drażniło. I miałam obawy czy ja się nadaję. Raz - do formy monodramu, a dwa że nie do końca chyba czuję tę książkę. Ale coś takiego się wydarzyło, że w tym procesie który też w sumie był krótki i rwany, bo Ania jest bardzo zajętą aktorką, coś zaczęło we mnie bardzo mocno pracować. Nakłuwać i też uwrażliwiać na te wszystkie treści. I to jakoś przylgnęło do mnie. Przyjęłam to i zaczęłam mieć poczucie, że ja się chyba teraz zaczynam sobą opiekować. Potem dostałam takie pytanie od Przemka Guldy, bo potrzebował kilku zdań moich przemyśleń do materiałów promocyjnych: Co mnie zainteresowało w tej książce? Napisałam mu trzy zdania, które ze mną zostały a wyszły ze mnie w sekundę - Jak ja się tym tematem teraz zaopiekuję, to może będę mieć coś z głowy za chwilę. W sumie to mi chyba dobrze zrobiła ta propozycja, bo ja sobie coś już zaczęłam oswajać. Taka jestem. Jestem w tym momencie…
J.M. - Nie tylko Ty.
E.Ż. - Mam jakiś luz. W książce jest, a w spektaklu zostawiłyśmy z Anią ten rdzeń, który się nigdy nie starzeje. To zdanie, które dotyczy dziecka i tego w średnim wieku i tego bardzo dojrzałego człowieka. Ten rdzeń to coś, czego nikt nam nie zabierze. On będzie zawsze.
J.M. - Czy ten rdzeń nazywa się osobowością? Może tak. Natomiast to, co mówisz bardzo mocno rezonuje z moim pierwszym odbiorem „Małej Empirii”. Popatrzyłem na nią i zobaczyłem w pewnym momencie, nie w tym kiedy zapada ciemność, Twoją przemianę. Na początku miałem wrażenie, że na scenie stoi człowiek, którego nieco ten tekst uwiera. Ale za chwilę już nie. Za chwilę nie dość, że stał tam człowiek, który już się pogodził ze swoją rolą i sytuacją, to jeszcze znajduje w niej mnóstwo radości i spokoju. Czy ten monodram jest autoterapeutyczny?
E.Ż. - Totalnie!
J.M. - Mówisz „totalnie” i kręcisz głową na „nie”!
E.Ż. - To też jest takie bardzo „nasze” (śmiech). Myślałam, co chciałabym bardzo powiedzieć Tobie. Już trochę tych rozmów o „Empirii” przeżyłam. Bardzo chciałam Ci powiedzieć, że ja marzyłam o takiej postaci, takiej osobie która dawałaby ludziom rodzaj ulgi. Ciepła. Żeby ta postać była lubiana, ale nie umiem tego dokładniej określić chyba.
J.M. - Ale ona się nie daje nie lubić. Popatrz. Z jednej strony, może to trochę z naszej rozmowy tak wynika chociaż tak nie jest: Nie jesteś boginią która staje z rogiem obfitości i rozlewa ambrozję a wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Tak nie jest. Jesteś kobietą, która pokazuje nam na scenie jak można przyjąć do wiadomości pewne procesy. To, że każda chwila minie i już do niej nie wrócimy. Za moment będzie kolejna.
E.Ż. - Ale wiesz, to jest niesamowite bo w tym spektaklu nieustająco ja mam „przepływ” z widzami. Dlatego to mi tak łatwo przychodzi. Mam, nawet jeśli się to nie dzieje werbalnie, taką zgodę widzów na to, co mówię. Jest tam takie zdanie: „Gdy pytasz rodziców co chcą pod choinkę…” robię tam mini pauzę i nawet nie muszę tego usłyszeć. Tego „nic”. Ono do mnie przychodzi od widzów. Tam są totalne ciemności. Reflektor mam prosto twarz. Nie widzę tych oczu. A ta energia do mnie przychodzi. I dlatego jest mi tam łatwiej. I czuję dużą akceptację widzów. Bo ja się tego braku akceptacji bardzo obawiałam.
J.M. - Naprawdę?
E.Ż. - Wiesz jak było trudno próbować ten spektakl do pustej widowni? Wyobraź ro sobie. On jest cały zawieszony i wybudowany na byciu z widzem. Próby przy pustej widowni były dla mnie męką. Mimo że Ania bardzo mnie wspierała i dostawałam reakcje od twórców, to była dla mnie jedna wielka niewiadoma. Nie wiedziałam jak to zostanie odebrane. Nie miałam zielonego pojęcia. Dlatego jak odbyła się pierwsza próba z seniorkami i seniorami zorganizowana przez Teatr Studio, to dodała mi odwagi. A pierwsza generalna z widzami, gdy sala była wypełniona po brzegi, to dostałam taki strzał energii z drugiej strony, ze z wrażenia zapomniałam i wycięłam jedną scenę! NIe spodziewałam się tego…
Całość rozmowy z Eweliną Żak do posłuchania tu:
Teatr Varia Wywiad - Ewelina Żak


Komentarze
Prześlij komentarz