Żyje w prawie każdym z nas...


Uwaga, w poniższym tekście użyto dwóch słów uznawanych za wulgarne.


Chamowo to nie tylko bloki na warszawskiej Saskiej Kępie wokół Lizbońskiej, czy innych ulic „geograficznych” - jak nazwał je Miron Białoszewski. Chamowo jest wszędzie. Nie umarło wraz z wielkopłytowym budownictwem PRL. Trwa. Czy jest Polską? Na pewno jest polskie. Chamowo żyje w każdym, kto w swoim życiu pierwszy raz otwierał drzwi do nowego mieszkania. Wsłuchiwał się w stukanie za ścianą i wyobrażał sobie swoich sąsiadów jako pokątnie dorabiających wieczorami stolarzy. Nazywał ich w myślach chamami, a oni zapewne tak samo określali jego, słuchając przez ciemność ściany nocnych koncertów Beethovena. Chamowo to sieć powiązań i połączeń. „Chamowo” to tekst Mirona Białoszewskiego i najnowszy spektakl warszawskiego teatru Ateneum w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. „Chamowo” to teatralne must see. 


Chamowo jest w nas? Ależ tak. Oto kilka przykładów. Marek Koterski, pamiętam to jak przez mgłę bo byłem wtedy teatralnym podlotkiem, napisał w programie do prapremiery swojego „Życia wewnętrznego” (mam nadzieję, że pamięć mnie nie myli - 1987 rok, Teatr Współczesny, reżyseria Marek Koterski) jak powstał pomysł na tekst tej komedii. Pamiętam to po latach tak: Koterski siedzi na jednym z łódzkich blokowisk. Lato. Otwarte okna. Nagle z jednego słychać głos męski ostrzegający damę: „Zamknij się kurwo, bo ci ubliżę!”. Chamowo? W czystej postaci! A dalej? Spotykałem się w 1993 roku z pewną damą. Jako osoba młoda mieszkała z rodzicami. Pewnego dnia, także było to w lecie, krzyknęła do psa kradnącego wędlinę ze stołu słowami z filmu „Psy” Waldemara Pasikowskiego: „Ty ubeku pierdolony!”. Na to zza otwartego okna doleciał ją głos sąsiada, mówiącego do domowników: No, to córeczka tatusiowi wreszcie słowa prawdy powiedziała!  A ja? W 2013 roku wprowadziłem się do nowego bloku na skraju warszawskich Młocin. Za oknem łąki, widok na daleki las. I po kilku miesiącach spotkałem starszą sąsiadkę. Elegancka pani zmusiła mnie żebym się nachylił i szepnęła mi porozumiewawczo do ucha: „Był u mnie ksiądz po kolędzie. Mówił że w całym naszym bloku Warszawiacy to pan, ja i jeszcze jeden pan z pierwszej klatki. Reszta to dzicz!”. I co? Zaśmiał się zapewne Miron Białoszewski z Zaświatów. Chamowo jest uniwersalne. Ponadczasowe. To konglomerat wzajemnego postrzegania współtowarzyszy blokowej doli i niedoli. 


Wracajmy jednak do spraw teatralnych. Ależ się nam „robi” finisz sezonu w stolicy! Niedawno oklaskiwałem „Trojanki” w Powszechnym, które nadal uważam za jedną z najlepszych premier jakie w tymże oglądamy. Jednak Teatr Ateneum, moim zdaniem, przebił je niczym wytrawny pokerzysta do końca kryjący ostatniego asa kompletującego karetę. Nieco ponad półtorej godziny wyśmienitego teatru. 


Czerwiec 1975 roku. Na obrzeżach dawnej Saskiej Kępy pachnie cementem, świeżo wykopaną ziemią i farbą. Tu, gdzie niedawno kończył się świat „tamtej strony Wisły”, wyrosły długie na ćwierć kilometra i wysokie na dziesięć pięter bloki. Do jednego z nich, na Lizbońskiej 2, wprowadza się Miron Białoszewski. I ze swoim przewrotnym humorem, przetykanym nostalgią, pisze dziennik. Pierwszy rok na, jak nazwał swoją nową okolicę, Chamowie. To jest życie najprawdziwsze z prawdziwych.  Trwa przedziwna robinsonada poety, który w zetknięciu z machinami biurokratycznymi pokonuje piętra i meandry urzędów. Stara się załatwić meldunek w nowym mieszkaniu. Naprawić cieknące zawory kaloryferów. Zrozumieć siatkę autobusowej komunikacji. Ociera się w tym Białoszewski o świat komedii Stanisława Barei. Mówi językiem Witolda Gombrowicza z „Transatlantyku”. Jest nasz. Warszawski, łódzki, wrocławski, rzeszowski. Jest człowiekiem z bloku, który skwapliwie wydeptuje sobie ścieżki nowej rzeczywistości. 


Mikołaj Grabowski przeniósł te „mironowe” tuptanie rewelacyjnie na scenę Ateneum. Ale to nie tylko zasługa Reżysera. „Chamowo” tworzą, moim zdaniem, przede wszystkim światła. Odpowiadający za nie Michał Grabowski dał scenie życie. Podzielił ją na segmenty, barwne przedziały w których odnajdujemy kaskadę postaci stających na drodze Białoszewskiego. Reflektory przesuwają się, krążą nad głowami Aktorów i powiększają w magiczny sposób przestrzeń sceniczną. Tak, że bez trudu widzimy na niej wiecznie migrujące osiedlowe administracje, wydziały meldunkowe, przystanki autobusów i trawniki, przez które Białoszewski maszeruje w zimowej zadymce. A przecież te same reflektory wyczarowują nam i mieszkanie na Lizbońskiej. I Plac Dąbrowskiego. Same? Oczywiście - nie! Przecież to wszystko musi być osadzone na solidnej, materialnej konstrukcji. Tę stworzyła Zuzanna Markiewicz. Kapitalnie to jest pomyślane. Proste, a zarazem uniwersalne bo wieloznaczne. Rusztowanie. Na nim platforma obudowana rurami. I mamy mieszkanie, balkon, wadliwe zbudowaną toaletę. Mamy także wszystkie inne pomieszczenia w kompaktowej, czytelnej instalacji. Ważne są też rusztowania. Niezbędne. Bo przecież blok będzie tynkowany a Białoszewski, czyli Łukasz Lewandowski musi odbyć świetny dialog z Murarką - jedna z kilku ról Olgi Sarzyńskiej w tym spektaklu.  


I to jeszcze nie koniec! Bo „Chamowo” nie kończy się na scenie Ateneum. Ono się na niej zaczyna! Dzięki mądrze pomyślanym projekcjom wideo Ignacego Ciunelisa blok przy Lizbońskiej 2 rośnie na naszych oczach. A potem możemy zobaczyć jego długie, jak tunele metra, korytarze. Być w nim niemal. Coraz częściej mam przyjemność zwracać uwagę na projekcje świetnie wkomponowane w teatralne widowiska. Ta jest jedną z najlepszych. 


Mikołaj Grabowski ma fajnie w życiu. Bo mając takich aktorów można zrobić moim zdaniem tylko coś skazanego na sukces. Łukasz Lewandowski, którego już wspomniałem, jest Białoszewskim idealnym. Zagubionym, rozedrganym, nieśmiałym literatem. Ciekawym świata pod kątem ewentualnych zagrożeń jakie czyhają z jego strony na tylko jedną nogą tkwiącego w realiach artystę. Wrażliwym melomanem, zabawnym ekscentrykiem. Świetnym dyskutantem. A wokół niego grupa postaci wykreowana przez Aktorów, którzy zmieniają się w rolach drugiego planu. Budują nimi nastrój tamtego świata. Olga Sarzyńska, także już wspominana, dla mnie arcy prawdziwa i zabawna między innymi w roli sąsiadki, dokonującej inspekcji mieszkania Białoszewskiego. Bardzo dobre, wyraziste i ważne role Doroty Nowakowskiej. Dla mnie świetna w scenie wizyty matki głównego bohatera w jego nowym mieszkaniu. Ile matek tak właśnie się zachowywało? Uśmiecham się jeszcze na samo wspomnienie tej sceny. Dobrze trafił z pomysłem na sąsiada z dołu Janusz Łagodziński. Charakterystyczny to aktor. Gra tak, jakby zupełnie nie sprawiało mu to wysiłku. Lekko. Zabawnie. Prawdziwie. Taki jest w Chamowie. Bardzo przyjemnie wypadła trójka młodszych Aktorów - Jan Wieteska, Jakub Pruski i gościnnie grająca Alicja Juszkiewicz. Ta ostatnia ciekawie osadzana w swoich rolach. Mniej w nich emocji, więcej spokoju, rzeczowości. Wyraźnie jest tu głosem nowego, nadciągającego pokolenia. 


Całość uzupełniają piękne popisy wokalne kilka razy w spektaklu umieszczone. Ale chwalenie ich to już truizm. Aktorów Ateneum w rolach śpiewanych słucha się świetnie. Dość przypomnieć błyskotliwe i, mam nadzieję za kilka miesięcy znowu przygotowane, bożonarodzeniowe „Świętogranie”. Czyli koncert znanych i mniej znanych kolęd we wspaniałym wykonaniu właśnie Artystów Ateneum. 


„Chamowo” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego z hukiem wskazuje na warszawską scenę teatralną. Dynamiczny, zabawny, sentymentalny ale i bardzo aktualny to spektakl. Do zobaczenia dla każdego. Bez różnicy pokoleń, przekonań, poczucia humoru. Bo to przecież jest po prostu o nas…


OBSADA

Łukasz Lewandowski 

Janusz Łagodziński 

Dorota Nowakowska

Jakub Pruski

Olga Sarzyńska 

Jan Wieteska

Alicja Juszkiewicz (gościnnie)


TWÓRCY

Autor tekstu - Miron Białoszewski

Adaptacja, reżyseria, opracowanie muzyczne, plastyka ruchu - Mikołaj Grabowski  

Reżyseria świateł - Michał Grabowski 

Asystentki reżysera - Paulina Staniaszek, Julia Jakubowska 

Scenografia i kostiumy - Zuzanna Markiewicz

Muzyka - Olga Mysłowska

Projekcje - Ignacy Ciunelis

Suflerki - Joanna Trzcińska, Anna Żelazowska

Inspicjenci - Wojciech Gratkowski, Agnieszka Hornowska, Jerzy Kacperski 




Komentarze

Popularne posty