Pożegnanie Kaliny
Poszedłem się pożegnać. Z repertuaru Teatru Komedia znika właśnie „Kalina nie chce spać”, czyli godzinne widowisko muzyczne w reżyserii Agaty Puszcz. Na scenie Barbara Kurdej-Szatan i akompaniujący jej na fortepianie Piotr Mania. Sentymentalny wieczór dla Żoliborzanina. Scena jak najbardziej związana z Zieloną Dzielnicą. Bohaterka wręcz w nią wrośnięta. A do tego Kurdej-Szatan. Do tej pory - przyznaję - kojarzyłem Panią Barbarę raczej z kreacji w reklamach pewnej sieci telefonii komórkowej i awantury ze Strażą Graniczną. Oba wydarzenia nastrajały nieufnie. Jednak magia malutkich stolików z uroczymi lampkami na widowni Małej Sceny Komedii kusiła od dawna. Pierwszy, ciepły wiosenny wieczór Warszawy roku 2026 postanowiłem spędzić z niechętną spaniu Kaliną.
I przyznam, że był to znakomity wybór. Barbarze Kurdej-Szatan udało się odtworzyć to, co stanowiło wizytówkę i zarazem składało się na fenomen Jędrusik. Niespożytą energię, wdzięk, prostolinijność ale nie prostactwo. Uroczą kobiecość i wspaniale miotane z gracją damy przekleństwa. Bo prawdziwa dama może przeklinać. Ale musi to robić z klasą. Tak, jak Kalina Jędrusik i tak, jak ma to miejsce w poświęconym jej spektaklu.
Zuzanna Bojda świetnie tę historię wymyśliła i przeniosła do scenariusza. Spotykamy się z Kaliną Jędrusik, można powiedzieć, punktowo. To nie retrospektywna podróż po jej największych rolach filmowych. Kamieniami milowymi nie są prawdziwi i imaginowani kochankowie. Nie ma tu pseudo psychologicznej analizy jej relacji z mężem, Stanisławem Dygatem. Maszerujemy do 1965 roku. W Teatrze Komedia zaczynają się próby „Śniadania u Tiffany’ego”. Rzecz reżyseruje Jan Biczycki, piosenki napisała Agnieszka Osiecka, muzykę skomponował Krzysztof Komeda, a tekst zaadaptował Stanisław Dygat. Kalina Jędrusik ma zagrać Holly. Czy to się może nie udać? Wygląda na to, że Komedia jest po prostu skazana na sukces. A jednak…
Kalina spóźnia się na próby. Zawala terminy. A machina przygotowań nie zwalnia. Szykuje się premiera. Na scenie obok niej Władysław Kowalski. 27 lutego 1965 kurtyna idzie w górę. I co? Klęska. Recenzenci miażdżą spektakl. Nie zostawiają suchej nitki na Jędrusik, wyśmiewają Dygata. Drwią że scenografii. Marzec to gehenna. Kwiecień zamyka przygodę nieszczęsnej Holly na Żoliborzu. Spektakl spada z repertuaru. A my w 2026 roku właśnie to śledzimy. Czytamy z Barbarą-Kaliną fragmenty recenzji. Smakujemy gorycz tamtej porażki. I słuchamy piosenek Kaliny Jędrusik.
Pomysł na fabułę bardzo interesujący i świetnie się moim zdaniem sprawdzający. Bardzo dobrze wypadła też przemiana Barbary w Kalinę, która mniej więcej w połowie spektaklu przykrywa swoje blond włosy peruką i rzeczywiście wygląda jak tytułowa bohaterka. W finale, co też odnotowuję z przyjemnością bo lubię spektakle dobrze przemyślane i zaplanowane, aktorka zdejmuje perukę i znowu wraca do swojej postaci. Dzięki temu prostemu zabiegowi grzywiasta peruka staje się czymś więcej niż rekwizytem. Jest wehikułem czasu, który zabiera nas w podróż do przeszłości. Cofamy się o sześćdziesiąt przeszło lat. Znowu jesteśmy w Komedii. Nadal to Żoliborz. Ale rzeczywiście można poczuć, że czas się cofnął.
Kolejnym moim zdaniem bardzo udanym zabiegiem, zastosowanym w tym spektaklu jest dołożenie niewielkiego pogłosu do wokalu w czasie piosenek. Kurdej-Szatan śpiewa całkiem nieźle ale dzięki temu trickowi można przymykając oczy poczuć się jak w wielkiej sali, w której echo odbija się od ścian. Poczuć jak od tych ścian odbija się głos samej Kaliny. Bo Kurdej- Szatan Kalina wychodzi wprost znakomicie. Kulminacyjny „Bo we mnie jest seks”, przerwany uroczymi kaprysami zmanierowanej artystki, jest przepięknie prawdziwy, kalinowy i pełen wdzięku. Jak zresztą cały spektakl, w którym Twórcy znaleźli miejsce na miłe interakcje z widzami, żart i sentymentalną refleksję nad kruchością lodu, po którym stąpa artysta w swoich działaniach teatralnych.
Z jednej strony to świetnie, że żoliborski teatr pamięta o swojej przeszłości i potrafi z niej pięknie czerpać. Z drugiej wielka szkoda, że Kalina przemija. Odchodzi do historii i encyklopedii teatralnych, gdzie będzie mieszkać obok „Śniadania u Tiffany’ego” z 1965 roku. Nie było mi dane tego ostatniego zobaczyć, nie było mnie jeszcze wtedy w planach moich Rodzicieli. Trudno mi się zatem wypowiedzieć czy rzeczywiście był aż taką klapą za jaką uznała je ówczesna krytyka. Mogę natomiast napisać, że współcześnie grana „Kalina nie chce spać” ujmy ani Teatrowi Komedia, ani Twórcom tego spektaklu nie przynosi.
Szumią, jeszcze bezlistne, gałęzie kasztanowców w Parku Żywiciela. Powoli świat budzi się do życia po corocznym zimowym Festiwalu Umierania. Nie ma już Kaliny Jędrusik, kończy się cykl życia spektaklu o niej. Pojawią się kolejne premiery. Będziemy je oklaskiwać, omawiać. Wspominać. Cieszę się na nie i niecierpliwe czekam na to, co przyniesie przyszłość Małej Scenie Teatru Komedia. Bardzo lubię to miejsce.
Twórczynie i twórcy
Scenariusz: Zuzanna Bojda
Reżyseria: Agata Puszcz
Scenografia i kostiumy: Małgorzata Iwaniuk
Fortepian: Piotr Mania
Występuje
Barbara Kurdej-Szatan


Komentarze
Prześlij komentarz