Oto jest... spektakl!

Na scenę warszawskiego Teatru Collegium Nobilium powróciło „Oto jest”, muzyczne widowisko w reżyserii Anny Sroki-Hryń będące aktorsko-jazzującym wykonaniem ballad Leonarda Cohena. 


Powróciło? Tak, ponieważ w ubiegłym roku ten sam spektakl zagrano jako finał przeglądu najlepszych egzaminów w Akademii. Co roku taka impreza się tam odbywa, a nazywa się „Dobry wieczór w AT”.  Pamiętam tamto przedstawienie. Jego niesamowity klimat, bo w niewielkiej Sali Gimnastycznej zgromadził się spory tłum. Nic dziwnego. Anna Sroka-Hryń słynie ze spektakli przygotowywanych ze studentami. A na dodatek w 2024 roku pokazali jeden z najlepszych, jaki moim zdaniem powstał, rewelacyjne widowisko „Bóg wyjechał”. Apetyty były zatem spore. Ubiegłoroczne, marcowe „Oto jest” było bardzo dobre. Nie można mu niczego zarzucić. Jednak miałem gdzieś głęboko ukryte poczucie, że to nie był wieczór na miarę „Lunaparku” (utwory Grzegorza Ciechowskiego), „A planety szaleją” (Maanam), czy „Z ręką na gardle (twórczość Ewy Demarczyk). 


Utwory Leonarda Cohena w tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego brzmiały mi w uszach inaczej niż kultowe przekłady Macieja Zembatego. Miałem też niedosyt zadań czysto aktorskich. Artyści siedzieli półkolem na krzesłach z instrumentami muzycznymi i każdy z nich po kolei wstawał, śpiewał, siadał. Mimo wszystko „Oto jest” uznałem za bardzo udany egzamin. Jednak czy był to już gotowy spektakl? Miałbym wątpliwości. I teraz, po roku dokładnie, wrócili. Starsi, dojrzalsi. Bogatsi o aktorskie doświadczenia. Bardzo ciekawiło mnie, jak im się powiedzie z Cohenem. 


Zajrzałem do mojej ubiegłorocznej recenzji. Czy zaszły znaczące zmiany, bo przecież mogli wszystko - zmienić układ ballad, aranżacje, ktoś mógł odpaść. Nie. Wyszli w takim samym porządku. Usiedli. Zaczęło się. 


Jednak rok to mnóstwo czasu w życiu młodego, zdobywającego wiedzę aktora. To był spektakl. To JEST spektakl, który z czystym sumieniem można polecić każdemu, komu bliskie są cohenowskie klimaty. Wtedy wskazałem troje Wykonawców, którzy zrobili na mnie największe wrażenie spośród występującej dziesiątki. I oni nadal są moimi faworytami. Ale - już nie tylko Oni. Lista się znacząco poszerzyła. Zaczynając od końca, czyli ostatniego utworu spektaklu. Aleksander Sajewski, skromnie pukający w pudło rezonansowe akompaniując kolegom wstał, podszedł do mikrofonu i w uroczy, pozbawiony efekciarstwa sposób zaśpiewał. Patrzyłem z prawdziwą przyjemnością na niego. Ma w sobie wspaniały potencjał do charakterystycznych ról zamyślonych, refleksyjnych. Rol mądrych. Wszystko to pokazał w swojej balladzie. Jego wykonanie było pięknie poruszającym zwieńczeniem występów dziesięciu Aktorów tuż przed utworem finałowym. Goha Nowińska w ubiegłorocznym „Oto jest” zaczarowała mnie zupełnie. W tym roku mogłem cieszyć się nie tylko Jej pięknym głosem i wspaniałym śpiewem. Uradowało mnie to, że równie świetnie wypadły dwie kolejne Panie, które wtedy z jakichś powodów pominąłem. Przede wszystkim Maja Szkutnik! Kto zna możliwości Pani Mai, widział Ją w innych spektaklach Collegium Nobilium, czy zderzył się z Jej talentem w Klubie Komediowym - nie będzie zdziwiony. Cóż za interpretacja! Przepięknie wykonana, dojrzała, przemyślana. Jazzowe brzmienia, głos meandrujący między głębokim ochrypłym - prawie bluesowym, a delikatnym i aksamitnym dźwiękiem ballady. No i saksofon! Jeśli Maja Szkutnik udawała, że na nim gra - zrobiła to fantastycznie. Ale nie wierzę. Ona wyglądała w „Oto jest” na osobę zbudowaną dla i z muzyki. A najbardziej ucieszył mnie skok, jaki  od ubiegłego roku wykonała Katarzyna Łubik. Ma fantastyczny rok Pani Katarzyna. Niedawno brawurowo zagrana główna rola w „Słabych”, spektaklu reżyserowanym przez Marcina Hycnara, teraz tu. Przyjemnie było posłuchać jej głosu. Rozwinęła swój talent. Śpiewała znacznie pewniej. Widać, że zaczyna mocniej w siebie wierzyć. Korzysta ze zdobytego doświadczenia i umie zaczarować widownię. Tak. Występ Katarzyny Łubik w tej wersji „Oto jest” sprawił mi największą przyjemność. Ale przecież to nie jest wszystko. Jest jeszcze i nadal świetnie sobie radzi Michał Lupa. Znowu wyszedł zza zestawu perkusyjnego, znowu w za dużej koszuli, wysuwającej mankiety z rękawów marynarki. I znowu miałem do niego tę samą pretensję. Za krótko! Ten występ mógłby potrwać dłużej. Świetna interpretacja, mocna, dynamiczna. Panu Michałowi rok także dał sporo warsztatu i doświadczenia. 


Przepraszam pozostałych Aktorów, że nie umieszczam ich w moim zestawieniu. Opisuję tu subiektywnie wykonania, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Widziałem Was w marcu 2025. Widziałem teraz. Wykonaliście wspaniałą pracę. Niby spektakl ten sam, a to co pokazaliście ma zupełnie inną jakość. Owacje na stojąco i bis - jak najbardziej zasłużone przez wszystkich Wykonawców „Oto jest”. 


To bardzo ciekawe aranżacje słynnych utworów słynnego Leonarda Cohena. Przywykliśmy do jego głębokiego, ciepłego głosu. Niespiesznego podawania tekstu, momentami wpadającego w melorecytacje. W Teatrze Collegium Nobilium Cohena przeczytano zupełnie inaczej. Dynamicznie, nie stroniąc od silnych emocji, od krzyku. To czyni „Oto jest” spektaklem wyjątkowym i wartym zobaczenia. Czy Cohen wytrzymał takie artystyczne wolty? Oczywiście - tak. W teatrze można wszystko, jeśli ma się pomysł, konsekwentnie go realizuje. No i jeśli ma się taką grupę Aktorów, jak dziesiątka studentów, których poprowadziła Anna Sroka-Hryń. 


Mam nadzieję, że „Oto jest” znajdzie jeszcze w tym sezonie miejsce w repertuarze TCN. Może w maju? Świetnie byłoby posłuchać tych aranżacji a potem wyjść wprost w serce pachnącej wiosną Warszawy. Sygnałem na „tak” były dwa wyprzedane do ostatniego miejsca spektakle…


Teksty:
Leonard Cohen

Przekład:
Daniel Wyszogrodzki 

Aranżacje i kierownictwo muzyczne:
Andrzej Perkmann 

Reżyseria:
Anna Sroka-Hryń 


obsada:

Alicja Bobruk 

Karol Jankiewicz

Michał Lupa

Katarzyna Łubik

Goha Nowińska

Damian Pelc

Aleksander Sajewski

Maja Szkutnik

Mateusz Tomaszewski

Piotr Zapert 





Komentarze

Popularne posty