Kiss to tell - opowieść o pocałunku

Szkło. Gładki, lśniący, twardy materiał. Bywa przezroczysty. Może być użyty do tworzenia luster. W tych ostatnich odbijają się nie tylko twarze. Można zobaczyć za ich pomocą także emocje, pragnienia i skrywane żądze. Własne? Cudze? Codzienny marsz przez dni pozwala przeglądać się w lustrach ludzkich twarzy. Ja patrzę, ty patrzysz, oni patrzą. Jesteśmy lustrami świata, który czynimy sobie poddanym. Lustrami Ziemi. 


Kto już wie, dlaczego taki wstęp? Odpowiadam szybko: W Komunie Warszawa premierowy pokaz performansu Daniela Kotowskiego „Kiss to tell”. Spektakl odbywa się w ramach Festiwalu Nowe Epifanie, którego hasłem przewodnim w tym roku jest zdanie: Czyńcie sobie Ziemię poddaną. 


Bardzo lubię sztukę Kotowskiego. Jego koncepcje twórcze pozwalają oczyścić umysł. Nabrać dystansu, koniecznego żeby zobaczyć siebie i swoje otoczenie z czasem zupełnie nieoczywistych perspektyw. Oglądając „Kiss to tell” czułem się tak, jakbym otworzył czaszkę i chłodnym, przyjemnym w dotyku strumieniem wody wypłukiwał z myśli wszelki szlam codziennego obcowania z mediami, wojnami, oświadczeniami i innymi „ami”. Doświadczenie po prostu cudowne, a potrzeba do niego jedynie chwili skupienia. Kotowski przykuwa uwagę. Ma w sobie niezbędny artyście magnetyzm. Wystarczy kilka minut, aby wyobraźnia, zasilana zmysłem wzroku ruszyła w kolejną, fascynującą podróż. 


Na scenie koła z luster. Różnej średnicy, poukładane bez wyraźnego systemu czy porządku. Kotowski w dziwacznym kostiumie. Ale to także mocna strona jego performansów. Stroje wieloznaczne, często przejaskrawione, wyolbrzymione. Tym razem zaczyna w seledynowym, pikowanym kokonie na podobieństwo śpiwora. Sięga mu to do bioder. Dalej jest koszula w identycznym kolorze i taki sam nienaturalnie wręcz szeroki krawat. Twarz kryje tafla lustra, do której performer przykłada usta. W tle dźwięki. 


Tu właśnie jest ten fascynujący moment, na który u Kotowskiego zawsze czekam. Coś, jakiś element ruchu, dźwięk. Pozornie wieloznaczny, nieistotny. Powtarzany po wielokroć hipnotyzuje. I nagle Eureka. Odkrywa się ze wstydem że to dopiero teraz, co ów detal oznacza. Po co został użyty i dokąd nas zaprowadzi. Oczyszczalnia myśli - można te momenty nazwać. W „Kiss to tell” jest to dźwięk i ruch jednocześnie. Kotowski wydaje z siebie dźwięk pocałunku. Stojącą vis a vis niego Weronika Szymańska-Gątarek przekłada dźwięk na język gestów. Głośny „cmok”, który początkowo kojarzy się z zupełnie czymś innym. Dajmy na to z odgłosem otwieranego słoika. Powtarzany długo, ponad dziesięć minut, staje się pocałunkiem. Przechodzi metamorfozy. Od zwykłego cmoknięcia po namiętne tańce warg. Performer powoli wydobywa się z kokonu. Rośnie. Staje się motylem, krążącym między rozłożonymi lustrami. Zatrzymuje się. Pochyla. Przegląda w kolejnych taflach i rusza dalej. Szuka? Zagląda w twarze-lustra? Intrygujące doznanie gdy obserwuje się tą część widowiska. Trudno znaleźć w lustrze cudzej twarzy własne odbicie. Trudno nawiązać kontakt, niezbędny do kiss to tell.


Nagle zmienia się dominanta. Tak odbiera tę scenę widowiska osoba słysząca. Kotowski pozostaje w sferze ruchu ale coraz wyraźniej brzmi głos Szymańskiej-Gątarek. Współgra z gwałtownymi, pełnymi emocji ruchami ciała performera. Klatka pragnień, matnia niemożności. Ciało człowieka to więzienie, z którego wydobyć się niepodobna bez ryzyka. Bez wyraźnego określenia własnych chęci. Czy to można zrobić za pomocą gestów? Tylko gestów, pozostając w świecie ciszy gdzie dźwięk nie wspomaga przekazu? Poruszający to fragment widowiska. 


Wreszcie, przebiegający scenę w bezradnym poszukiwaniu performer, znajduje. Wolność? Indywidualność? Wśród rozłożonych luster wybiera jeden płat szkła. To szyba. Przezroczysta, choć ubrudzona szyba. Czyści ją starannie. Z pietyzmem przywraca jej przejrzystość. Może przeglądanie się w cudzych lustrach nie ma sensu? Potrzeba własnej twarzy choć ukrytej za twardą jak szkło tarczą? Kto tym kieruje? Kto zarządza szkłem, za którym się skrywa człowiek? A może zarządzanie jest bezosobowym konglomeratem zwyczajów, kulturowych i środowiskowych naleciałości? Wszystkiego, co nazwalibyśmy wychowaniem i wykształceniem? Szyba, za którą nas ukryto to pokoleniowy przekaz przeszłości. Stereotypu, wierzenia, mentalności. A gdyby człowiek odrzucił szybę? Czy umiałby się porozumieć? Tu „Kiss to tell” zawisa w powietrzu. Zastygają osoby znajdujące się na scenie. Czekają w milczeniu. Bo ten spektakl zakończyć mogą tylko widzowie. Inaczej będzie niedopowiedziany. I po kilku minutach ciszy to zakończenie przychodzi. Świetne, choć nie ma w nim niczego nadzwyczaj nowego, Kotowski to zaplanował. Wyczekał. A potem gaśnie światło i pogrążamy się w cichej, bezpiecznej ciemności. Koniec „Kiss to tell”.


Godzinny, bardzo silnie działający na wyobraźnię performans. Na dodatek szczegółowo zaplanowany, systematycznie ułożony w sekwencje scen. Czysty i klarowny, o ile można takich przymiotników użyć w kontekście subiektywnej przecież sztuki performansu. Każdy może go odczytać po swojemu. Znaleźć własne interpretacje, pozwalające przeżyć coś osobistego, jedynego w swoim rodzaju. Daniel Kotowski potrafi stworzyć ku temu warunki. Pozostając pod wrażeniem jego sztuki mogę tylko poczynić zastrzeżenie: powyższy tekst to moje subiektywne odebranie „Kiss to tell”. Każdy może ten spektakl zobaczyć na swój własny sposób. A zobaczyć moim zdaniem warto. 


Zespół

koncepcja i performans: Daniel Kotowski

tłumaczenie jako część performansu: Weronika Szymańska-Gątarek










Komentarze

Popularne posty