Kasandryczne Trojanki
Po godzinie z żalem pomyślałem, że już połowa za mną. Po półtorej godzinie myśl, że „Trojanki” w Teatrze Powszechnym nieuchronnie zmierzają do finału była nieznośna. Spektakl w reżyserii Aleksandry Bielewicz ogląda się moim zdaniem doskonale. W stosunku do premiery, która była anonsowana jako widowisko 135 minutowe są skróty. Teraz „Trojanki” mają dwie godziny i nie tknąłbym już ani jednej sceny, ani słowa. Pół dialogu. Wszystko tu jest na swoim miejscu.
No właśnie. I to jest najtrudniejsze dla pismaka! Wszystko działa, zatem od czego tu zacząć? Od najważniejszych w tym spektaklu. Twórców. Przede wszystkim oświetlenie. Niedawno słyszałem głos, że zmiana dawnych reflektorów na ledowe zmieniła teatr. Stał się bezbarwny, plastikowy i tralala. Podejrzewałem w tym bzdurę. Przecież ledy, sterowane aplikacją, mają w zasadzie nieskończoną z punktu widzenia oka odbiorcy paletę barw i temperatur. Trzeba to po prostu ogarnąć i umieć stosować. Jak? Tak jak Robert Mleczko. Światła w „Trojankach” są bardzo mocnym punktem. Kwadratowe, płaskie powierzchnie plus rozmieszczone po bokach pionowe lampy pracują perfekcyjnie. Czynią spektakl widowiskiem nie z tego świata. Aż do finału, pożaru. Oświetlenie spektaklu to bardzo ważna sztuka. Aktor bez światła jest tylko cieniem swojej roli. Z przyjemnością sugeruję Państwu podczas oglądania „Trojanek” zwrócić uwagę na to jak pracują reflektory według projektu Mleczki.
Scenografia. Zastanawiałem się w którym kierunku pomaszerują myśli Łukasza Misztala. Czy po prostu zabierze nas do świata wypełnionego kolumnami i posągami? A może surowego między-świata, w którym ból i cierpienie będą rozdawać role na łąkach pustki? Zaskoczył mnie. Logiką, prostotą i wyrazistością projektu. Siedząc na widowni patrzymy na scenę. Jej prawa strona jest zabudowana klatką. Więzieniem? Magazynem? W nim krzesło i otwarta w kierunku widzów skrzynia, z której rzeczywiście wyziera posąg. Środek sceny pusty. Kilka drobniejszych, ruchomych elementów. Na ścianie klatki umywalka. Lewa strona przykryta konstrukcją z płyt drewnianych. Przypominają rampę znaną z pokazów jazdy na rolkach. Czym się stanie? Jaki ma związek z Troją i jej upadkiem? Stanie się. Świetnym symbolem niemożności ucieczki. Granicą nie do pokonania dla człowieka i jego myśli. O nią, jak o mur, rozbijać się będą postaci spektaklu próbujące wydobyć się z trojańskiej pułapki. Wspomniałem ruchome elementy. Łukasz Misztal zaprojektował je znakomicie. Pojawiają się, znikają - gdzie się mieszczą? To już tajemnica scenografa, który musiał wygospodarować miejsce dla kolejnych, bardzo ważnych w spektaklu postaci.
The Freuders, czyli muzycy tworzący na żywo klimat widowiska. Aleksander Adamski, Piotr Wiśnioch i Maciej Witkowski zapewniają wrażenia monumentalne. Podobny efekt wykorzystuje w swoich spektaklach Jan Klata. U niego jednak ostra black metalowa muzyka szarpie uszy. Momentami wyrywa z kontekstu. Tu nie. Podkreśla emocje targające postaciami. Uwypukla ich rozterki, cierpienia, podłości. Bardzo mocny to punkt na mapie mocnych punktów „Trojanek”.
Zanim aktorzy, zanim fabuła czwarty filar, z tych na których mocno opiera się spektakl Teatru Powszechnego. Kostiumy Kamila Wesołowskiego i charakteryzacja aktorów. Tytułowe Trojanki noszą się współcześnie, a nawet futurystycznie, rzekłbym przypominając postaci ze słynnej filmowej serii „Mad Max”. Męskie stroje wieńczą skórzane ramoneski. Brzmi dyskusyjnie? Dołóżmy do całości mocne charakteryzacje. Otrzymamy postaci napiętnowane przez Los cierpieniem, wątpliwościami, chciwością. Praca z kostiumem i charakteryzacją - tylko oklaskiwać.
Aby nasz spektakl na pewno się nie wywrócił dostawmy my piąty, równie solidny filar u podstawy. Choreografia Marii Bijak. W scenach rozmowy Parysa z Heleną, zabójstwa tejże, a szczególnie w całej sekwencji finałowej - palce lizać. Pani Maria zaprojektowała aktorom ruch tak, że i dym płonącej Troi i ulotne przecież napięcia dyplomatycznych przesileń tuż przed wybuchem walk nie pozwalają się oderwać od spektaklu.
I doszliśmy do Aktorów. Na scenie jest ich dziewięcioro. Czy ktoś się wyróżnia? Ktoś odstaje od reszty? Absolutnie nie. Mamy zgrany, co potwierdzają skomplikowane momentami układy choreograficzne, świetny wokalnie - pieśni Kasandry i Polikseny przejmujące, oraz aktorsko zespół. Dominanta przechodzi z rąk do rąk. Dzieje się na tej scenie wszystko i wszędzie. Nie ma postaci niepotrzebnej. Snującej się z lewą na prawo. Moim zdaniem najmocniejsze sceny spektaklu to budujące kontekst i napięcie rozmowy Odyseusza z Agamemnonem, Hektora z Odyseusza (niczym dialog Diabła z Bogiem), Heleny z Parysem. Można je mnożyć. Owacje na stojąco były tu oczywistością. I jako oczywistość nastąpiły.
„Trojanki” nie trzymają się linii czasu. Przeskakujemy między dwoma okresami trojańskiej tragedii. Tego, co przed wojną - ostatnich dni i godzin poprzedzających starcie oraz tego, co po niej. Gdy w pyle i kurzu zwycięzcy dzielą łup według okrutnego prawa: Wygrany bierze wszystko. „Wszystko” oznacza ludzkie życie, godność, majątek. „Wszystko” jest tu dobitne i przerażające. Sceny przedwojenne to marsz ku tragedii. Wnikliwa analiza przyczyn i imperatywów konfliktów między narodami. Doskonale to Aleksandra Bielewicz wyreżyserowała i pokazała. Geneza trojańskiej wojny - błahostka z punktu widzenia okrutnych skutków konfliktu - staje się brzęczącą w oczach i uszach współczesną przestrogą. Czy zresztą Helena była realną przyczyną, czy tylko uknutą intrygą Greków zmierzających do złupienia bogatej Troi? Co dzieje się gdy dwa potężne narody, dwie dysponujące siłą ponad miarę frakcje staną wobec siebie? Czy dyplomacja jest czymś, co interesuje starców pchających na bitewne pola omamioną walecznymi hasłami młodzież? Wizja upadku dyplomacji, braku nią zainteresowania uderza mocno i zimnym strumieniem płynie do świadomości. Reżyserce znakomicie udało się wychwycić i pokazać moment, w którym masa krytyczna konfliktu jest już przekroczona. Wojna musi się stać. Hektor zaczyna to rozumieć we wspomnianej scenie rozmowy z mądrzejszym, okrutniejszym Odyseuszem. Odchodzi tak, jak od stołu porozumienia oddalają się dyplomaci. Jeszcze trwa cisza. Jeszcze nic się nie zaczęło. ale kamienie wojennej lawiny zostały już uwolnione. Za moment drgną i potoczą się przez świat niszcząc wszystko, co położy się na ich drodze. Czy kamienie Troi nadciągają nad nasze dachy? To już kwestia interpretacji każdego Widza. Z tym zostaje po fantastycznym spektaklu i mocnym, świetnie przemyślanym finale.
W warszawskim Teatrze Powszechnym „Trojanki”, które co warto zaznaczyć nie są odczytaniem tragedii Eurypidesa. W adaptacji, o czym można dowiedzieć się z programu widowiska i strony internetowej Teatru, użyto wielu tekstów. Spektakl moim zdaniem będący mocnym kandydatem do tytułu premiery roku. W Warszawie na pewno. W Polsce? Kto wie.
obsada
Grzegorz Artman
Aleksandra Bożek
Natalia Lange
Karina Seweryn
Oskar Stoczyński
Julia Latosińska
Tomasz Nosinski
Jowita Kropiewnicka
Katarzyna Obidzińska
twórcy
reżyseria – Aleksandra Bielewicz
scenografia – Łukasz Misztal
kostiumy – Kamil Wesołowski
muzyka – Szymon Sutor i The Freuders (Aleksander Adamski, Piotr Wiśnioch i Maciej Witkowski)
muzyka na żywo – The Freuders (Aleksander Adamski, Piotr Wiśnioch i Maciej Witkowski)
reżyseria światła i wideo – Robert Mleczko(w nagraniu wideo udział wziął Bruno Wasyl Ryga)
choreografia – Maria Bijak
asystentki reżyserki – Marta Twardowska, Patrycja Wysokińska (staż w ramach stypendium KPO)
inspicjentka - Sandra Milošević
kierowniczki produkcji – Małgorzata Błasińska, Olga Stefańska


Komentarze
Prześlij komentarz