Zaczarowane węże...

Widownia i scena łączą się w jedną zamgloną całość. Czas zwalnia. Staje się gęsty, jakby zaczynał żelować. Rozproszone światło reflektorów snuje się po dekoracjach, które przypominają albo pokrycie gigantycznego ananasa albo opalizujące wężowe wylinki. Tytuł sugeruje drugie skojarzenie. „Zaklinanie węży w gorące wieczory” w reżyserii i adaptacji Jana Jelińskiego. Mała Scena warszawskiego Teatru Dramatycznego. Spektakl na motywach prozy Małgorzaty Żarów. 


Zacznę od niedawnej rozmowy z dyrektorem „Dramatu”, Wojciechem Farugą - link do niej znajdą Państwo pod tekstem. Mówił o swoim postrzeganiu repertuaru teatru środka Warszawy. Miasta, które wije się jak kłębowisko węży. Słuchając go czułem, że wie o czym mówi. Zna tkankę stolicy. A jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że przełamanie repertuaru odziedziczonego z czasów „Złotej Ery Tadeusza Słobodzianka” będzie trudne. I dla twórców i dla widzów. Teatr Farugi dotyka spraw bolesnych. Zamiecionych lub zamiatanych w Warszawie pod miejski trawnik. Było o AIDS początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. O uchodźcach. Teraz o kolejnym, zupełnie nowym i często nieznanym, wygumkowywanym cierniu stołecznej korony.  Pracownice seksualne. Kiedy w rozmowie ze mną Faruga użył tego sformułowania uśmiechnąłem się w duszy. Jestem Warszawiakiem z krwi i kości. Ulica nauczyła mnie mówienia dosadnie. Bez owijania psiej kupy w sreberko. Ale „Zaklinanie węży…” jest rzeczywiście w dużej mierze o pracownicy seksualnej. To najlepsze określenie i tu się sprawdza. 


Spektakl jest jak szwajcarski zegarek. Kompletny. Nie ma ani jednego niepotrzebnego elementu. Oryginalna a zarazem funkcjonalna scenografia, autorstwa Doroty Nawrót, uzupełniona przez także jej pomysłu prace świateł tworzą  nastrój pół hipnozy, pół letargu. Na scenie dzieją się rzeczy budzące sprzeciw. Współczucie. Jednocześnie osadzone w przestrzeni w sposób subtelny. Elegancki. A zarazem rozmachem z niespotykanym na Małej Scenie Dramatycznego. 


Nie przepadam w teatrze za kamerą. Uważam ją za maszynę z obcej mu rzeczywistości. W widowisku Jelińskiego jest i kamera i projekcje wideo. Ale tak w „Zaklinanie…” wkomponowane, że bez nich nie byłoby tego nastroju. Narracji. Agata Rucińska, która je stworzyła wykonała pracę nie do przecenienia. Każdy kadr, każdy ustawiony na scenie ekran, ma swoje uzasadnienie. Usunięcie jednego elementu tej filmowej układanki oznaczałoby zgrzyt nie do naprawienia. 


Bardzo rzadko w teatrze dramatycznym choreografia jest tak ważna jak tutaj. Dwie kapitalne, moim zdaniem, sceny bez pracy Wojciecha Grudzińskiego zapewne byłyby jedynie flaczkiem w erotycznym filmie. Sami Państwo wiedzą co takim flaczkiem w pornosie bywa… Z ogromną przyjemnością obserwowałem scenę erotyczną. Wyuzdany, wyrazisty taniec dwóch ciał, które łączy nie uczucie ale pożądanie. Większość tego typu scen razi albo dosłownością, albo przerysowaniem. Przaśnym, karykaturalnym ujęciem. Tutaj seks Violet-Arlety (Helena Urbańska) i Mikołaja (Maksymilian Piotrowski) jest sekwencją wspaniałych, następujących po sobie gestów i figur. Tańca godowego można rzec. A na dodatek nie ma w tym tej rażącej dosłowności. Jest wspaniała, teatralna umowność. Konwencja domysłu. Przestrzeń na wyobrażenia. Świetnie, co podkreślam na moment odchodząc od opisu scen, wypadł Maksymilian Piotrowski. Student przecież jeszcze, który uczy się fachu w krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych. Fantastyczna sprawność, warsztat, powodują że jego postaci są jak wyjęte z przedziwnego snu o mieście pełnym dziwacznych zdarzeń i osób. Piotrowski przykuwa uwagę. Zadziwia momentami dojrzałością i delikatnością w pracy nad powierzonymi mu zadaniami. Można się tylko cieszyć, że udało się go odnaleźć i w „Zaklinaniu…” obsadzić. 


Bardzo udana jest - wróćmy do kręgosłupa spektaklu -  kulminacyjna scena, czyli seks w powstającym na naszych oczach ekspresyjnym filmie pornograficznym. Stefan (Karol Wróblewski) i Violet tworzą szalone widowisko. Jak we śnie ze spowolnienia i odrętwienia wpadamy w wir dynamicznych zdarzeń. Ostrej muzyki (ukłony dla Rafała Ryterskiego). Przed oczami znów rozgrywa się epizod wprost z miejskiego brudu. Węże splatają się plując jadem przemocy, perwersji. Profanacji tego, co intymne. A pokazano to z wielkim smakiem, subtelnością i klasą. Trudno uwierzyć, trzeba zobaczyć. 


Jak już się Państwo zapewne zorientowali zafascynował mnie ten spektakl. Bo nie jest dla wszystkich. Ktoś, kto niesie w głowie klatkę reguł i narzędzi ocennych nie ma tu ,moim zdaniem, czego szukać. Jeliński puka do drzwi wrażliwości i wyobraźni. Tu nie pomoże młot i śrubokręt. Potrzeba lekkości i zaufania aby dać się tej narracji poprowadzić przez pełne węży meandry zakazanej strony miasta. 


O czym? O czym to do diabła jest??? - pewnie się Państwo niecierpliwie zastanawiają. O pracownicy seksualnej, jak już napisałem. Myślicie, że to temat z marginesu społecznego? My wypachnieni i wyczyszczeni w ekstrawaganckich sweterkach i włosach ufryzowanych pastami i glinkami mówimy „fuj”. A to się dzieje. Łatwo wpaść w tryby brudnej machiny. Wystarczy się nie zorientować. Odpowiedzieć na ogłoszenie o pracę w „infolinii sprzedażowej”. Za moment krąg zacznie się zaciskać. Znam przypadki takich osób. Trzeba rozsądku i siły woli aby po kilku tygodniach nie siadać przed internetową kamerką jak Violet (Helena Urbańska). A dalej są już tylko kolejne kroki… 


Violet wpada w sidła pracy jako dziewczyna do towarzystwa w internetowych sesjach pay per view. Spotyka się z ludzkim szlamem. Wytwarza w sobie rodzaj auto ochrony. Pakietu bezpieczeństwa. Ale życie niesie ją dalej. Prosto na plan pornograficznego filmu, którego reżyserem jest pól alfons, pół cwaniak - Ambroży (znakomity Damian Kwiatkowski). W drugim planie, kilku postaciom znaczącym dla fabuły, udziela talentu Małgorzata Witkowska. Są w zasadzie podobne. Mówią beznamiętnie. Wnoszą poczucie nieuchronności. Spajają „Zaklinanie…”, które płynie wprost do wyobraźni. Hipnotyzuje. 


Podkreślam raz jeszcze. To nie jest spektakl łatwy. Nie jest dla tych, którym wrażliwość ciosano z betonu. Nie ma w nim dosłowności. Uproszczeń. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób którym ten rodzaj opowiadania zwyczajnie nie będzie odpowiadać. Trudno. Nie wszystko musi być dla wszystkich. Moim zdaniem „Zaklinanie węży w gorące wieczory” to najlepsza premiera z tych, które pojawiły się w Teatrze Dramatycznym za kadencji obecnej jego dyrekcji. 


Jestem pod wrażeniem pracy Twórców tego przedstawienia. Niby tak być powinno, niby każde widowisko jest wypadkową projektów różnych artystów, których działania skupia soczewka pod nazwą „teatr”. A jednak tutaj dzieje się coś wyjątkowego. „Zaklinanie…” poza wszystkimi znakomitymi aspektami ma jeszcze jeden, już Państwu sygnalizowany. To spektakl bardzo dobrze przemyślany i zaplanowany. Patrzyłem z przyjemnością na każdy błysk światła, każdy gest. Każdy element kostiumu, który został starannie ukryty w scenografii i czekał tam na swoją kolej. Chciałbym mieć sny, tak kompletne w swoich fabułach. I w takim tempie opowiedziane. 


A oto link do wywiadu z Wojciechem Farugą, który zapowiadałem:  


Teatr Varia Wywiad odc 13, Wojciech Faruga



TWÓRCY

reżyseria, adaptacja

Jan Jeliński

scenografia, kostiumy, reżyseria światła

Dorota Nawrot

muzyka

Rafał Ryterski

choreografia

Wojciech Grudziński

wideo

Agata Rucińska

dźwięk na planie

Oskar Światowski 

koordynacja intymności

Martyna Czarnecka

asystent reżysera

Filip Pardyak

asystentka scenografki i kostiumografki

Zofia Mazurek

kierowniczka produkcji

Małgorzata Długowska-Błach

producentka

Adrianna Gołębiewska

koordynatorka planów zdjęciowych

Kinga Kostoń-Hayatullah

inspicjent

Radosław Duda

OBSADA

Damian Kwiatkowski

Maksymilian Piotrowski

Helena Urbańska

Małgorzata Witkowska

Karol Wróblewski 





Komentarze

Popularne posty