Pierwszorzędny Klub

Mam nadzieję, że Michał Bałucki dostał z Zaświatów specjalną przepustkę i mógł zobaczyć swój „Klub kawalerów”, który na scenie Och Teatru wyreżyserowała Krystyna Janda. Jeśli tak się stało - zapewne cieszył się i śmiał razem z widzami. Bo Jego dziewiętnastowieczna komedia „zagrała” w każdym swoim elemencie. Czysta przyjemność oglądania. 


Zawsze gdy Bałucki przychodzi mi na myśl, robię się smutny. Okrutnie potraktował go i Los i widzowie, których przecież bawił długo swoimi komediami. Odwróciła się od niego a on nie mógł tego znieść. Nie umiał odnaleźć się w poetyce XX wieku. Stulecia, które jeszcze na dobre się nie rozpanoszyło. Jeszcze nie oszołomiło ludzkości swoim okrucieństwem w globalne skali. A mimo to zabrało Bałuckiemu publiczność. Mieszczanie przestali śmiać się z jego komedii. Porzucony, zapomniany, targnął się na życie w październiku 1901 roku. 


Ale dlaczego ja Państwu zawracam głowę smutną historią w radosnym dniu? Przecież pięknie powraca Bałucki na warszawskie salony teatralne. Krystyna Janda przygotowała komediową perełkę w swoim „Ochu”. Jest śmiesznie, wzruszająco a nade wszystko jest tam to, czego mam wrażenie w podłych czasach najbardziej nam brakuje. Lekko, przyjemnie, ciepło opowiedziana zabawna historia intryg i pomyłek. Coś dla oddechu. Rozluźnienia mięśni. Teatr nie jest, moim oczywiście zdaniem, gabinetem terapeutycznym. Jest natomiast miejscem, w którym zrzucamy z siebie bagaż codzienności. Taki jest „Klub kawalerów”. 


Zaczyna się od zabawnego słownika trudnych wyrazów i sformułowań, które wyszły już z codziennego użytku. Czyta Krystyna Janda. Tekst błyskotliwy interpretacja znakomita. Ten sam zabieg powtórzono w drugim akcie i to dwukrotnie. Wyszło pierwszorzędnie. Jakże zmienia się ten element. Język polski. Dzisiaj przesiąknięty anglicyzmami. Skrótowcami. Wtedy czerpiący z przykładów literatury i mitów starożytnych. Wysublimowany. Piękny i wart pamięci. 


A na scenie - fantastyczny wiek dziewiętnasty. Przecież Bałucki napisał „Klub kawalerów” w jego końcówce. Premiera była 20 sierpnia 1890 roku. Za sprawą oszczędnej i rozsądnie zaplanowanej scenografii autorstwa Zuzanny Markiewicz i pięknych kostiumów, które zaprojektował Tomasz Ossoliński nasza podróż do Belle Époque jest jak wycieczka wehikułem czasu. Postaci komedii Bałuckiego ożywają i stają przed nami w całej krasie swoich charakterystyk, które dla ułatwienia - jak to bywało w zwyczaju u tego autora - noszą nazwiska powiązane z ich najważniejszymi cechami. Jest zatem krewki Piorunowicz, sybaryta Wygodnicki, kochliwy Motyliński, czy domyślcie się Państwo sami jaki - Nieśmiałowski. Ich tytułowy Klub Kawalerów to liberalne stowarzyszenie wolnych mężczyzn, którzy bez specjalnych ślubowań i zaklęć deklarują mniejszą lub większą niechęć do ożenku. Gdy w tym gronie pojawia się młody, zawiedzony w konkurach Topolnicki można przypuszczać, że nad spokojny klubowy żywot nadciąga burzowa chmura. I tak jest rzeczywiście. W polu widzenia klubowiczów pojawia się grupa pięknych pań, na dodatek w różnym wieku podobnie jak różne pokolenia reprezentują klubowicze. Jakie z tego wynikną perypetie? Jaką intrygę szykuje Jadwiga Ochotnicka? Jeśli ktoś z Państwa tej bardzo przecież znanej komedii nie widział, nie będę Mu psuć zabawy. W Och Teatrze wszystko się, w akompaniamencie salw serdecznego śmiechu, krok po kroku wyjaśni. 


Krystyna Janda proponuje spektakl uroczy. Jest barwny, znakomicie zagrany i oparty o bardzo piękny tekst. Co ciekawe Janda po twórczość Bałuckiego  sięga nie po raz pierwszy. W 2024 roku wyreżyserowała inną jego komedię. Mam na myśli „Dom otwarty”, którego inscenizacji w warszawskim Teatrze Polskim z różnych przyczyn nie lubię. Pisałem o tym zresztą. Było - minęło. Tym razem jest zupełnie inaczej. Dawno nie czułem takiej radości z oglądania poczynań aktorów na scenie. 


„Matka”, „Mąż i żona”, „Ferdydurke”, „Biała bluzka”, Klub kawalerów”. Spektakle grane na scenach Teatru Polonia i Och Teatru. Podchodzę do nich z wielkim szacunkiem. Cieszy mnie, że dwa „teatry Jandy” - przecież przedsięwzięcia komercyjne - nie stronią od klasyki literatury polskiej. Nie zamykają się w świecie komediowej, czy farsowej taniochy która śmiech zastępuje rechotem a widza nawalonym nuworyszem. Takie sceny przecież w Warszawie są. I czasem trudno odzobaczyć to co się na nich zobaczyło. Oby trend przywracania czy też kultywowania tradycji inscenizowania dobrej polskiej literatury trwał i pięknie się przy Marszałkowskiej i Grójeckiej rozwijał. 


Na zakończenie z przyjemnością odnotowuję rolę Macieja Karbowskiego, niedawno przecież oglądanego na akademickiej scenie Teatru Collegium Nobilium w przedstawieniach dyplomowych. Jego Topolnicki wypada w tej wersji „Klubu kawalerów” bardzo dobrze. Elegancki, przystojny i co najważniejsze - świetny tancerz. A tańce, zapomniane już dzisiaj balowe tańce, stanowią creme de la creme spektaklu w reżyserii Krystyny Jandy. To co? Ruszają Państwo tanecznym krokiem do „Ochu”? Warto. 


Reżyseria i opracowanie tekstu: Krystyna Janda

Oprawa literacka: Szymon Majewski

Scenografia: Zuzanna Markiewicz

Kostiumy: Tomasz Ossoliński 

Światło: Katarzyna Łuszczyk

Choreografia: Emil Wesołowski

Modystka: Marta Galik

Asystent scenografki i kostiumografa: Małgorzata Domańska

Charakteryzacja: Zuzanna Szostek, Joanna Wasilewska, Sylwia Wrzosek

Realizacja dźwięku: Michał Cacko

Realizacja światła: Maciej Gendek

Producent wykonawczy i asystent reżysera: Cezary Margiela

Asystent producenta wykonawczego: Konrad Karpiński 

Obsada:

Izabela Dąbrowska, Justyna Ducka, Monika Fronczek/Agnieszka Sienkiewicz-Gauer, Maria Seweryn, Tomasz Drabek, Maciej Karbowski, Aleksander Kaźmierczak, Adam Krawczuk, Józef Mika, Rafał Rutkowski, Maciej Wierzbicki, Michał Zieliński




Komentarze

Popularne posty