Mocni "Słabi"
Kiedy to się dzieje? Kiedy z wrażliwego, cichego człowieka który skrzętnie chowa swoje ideały, marzenia i wartości zostaje przezroczysta powłoka? Jaki moment w życiu powoduje, że przestajemy walczyć? Stajemy bierni wobec ściany życia. Uginającej się, galaretowatej ściany przez którą przechodzą jedynie polecenia i oczekiwania. „Słabi” Magdaleny Drab w reżyserii Marcina Hycnara to spektakl warszawskiej Akademii Teatralnej będący efektem zajęć z pracy nad rolą. Na szczęście trafił na scenę Teatru Collegium Nobilium. Bo to piękny, czytelny i mądry dramat o ludzkiej wrażliwości konfrontowanej z kamieniami dni.
Aninę poznajemy w poczekalni gabinetu psychoterapeutki. Wycofana, schowana w za duży sweter. Jakby wyjęta z nie tej szuflady i wtłoczona w inną, do której nie pasuje. Dookoła niej zgiełk głosów, idei, rozkazów. Kakofonia tych, co wiedzą lepiej. Ocenili i z góry wydali orzeczenie. A ona zagubiła się w mętnej wodzie swojego życia, skomplikowanego urodzeniem dziecka. Tratowana przez hałaśliwego i ofensywnego męża. Znika, zapada się w siebie. To jest spektakl o ludziach, którzy znikają za życia. Tracą siły, chęci. Powoli tracą barwy.
Katarzyna Łubik do tej pory kilka razy przesuwała mi się przed oczami. Najpierw ze dwa lata temu, podczas pokazów Dobry Wieczór AT. Potem raz jeszcze. Przesuwała, ale nie jestem w stanie powiedzieć co grała. Zapamiętałem, że to osoba bardzo charakterystyczna. Wymagająca odpowiedniej roli. Czekająca na swój moment. Wiem. Dobry aktor powinien zagrać nawet krzesło. I pewnie by je zagrała. Jednak nie cenię tego teatralnego bon motu.Gdy go słyszę zawsze ripostuję: Ale jakie krzesło? Modernistyczne? Secesyjne? Art Deco? Nowoczesne? A może góralskie? Bo to jest mądrość pozorna. Dobry aktor zapewne może zagrać wszystko. Jednak ważne, aby w każdej roli miał swój charakter. Aby rola była zbieżna z jego mocnymi stronami osobowości. Dawała możliwość pokazania talentu i warsztatu. Kawałka siebie.. I właśnie w „Słabych”, moim zdaniem, Katarzyna Łubik spotkała swoją postać. Główna rola. Anina podróżuje przez kolejne sceny. Sekwencje zdarzeń. Bywa ich motorem, narratorem. Obserwatorem. Świetnie się w tym młoda aktorka odnalazła. Gra to mądrze. Dojrzale. Jest prawdziwa. Wzrusza delikatnością i wrażliwością od pierwszej chwili. Łubik gra kobietę, która zapewne znajduje się w depresji poporodowej. Wycofana. Oddalona i oddzielona szybą od biegu świata. Nie odnajduje się w hałasie i dynamice spraw domowych. Czuje, że straciła siebie, swoją tożsamość. Jej spowolnione, somnambuliczne ruchy. Beznamiętny wyraz twarzy. I głos. Zdania bez akcentów. Wypowiadane równo, spokojnie, automatycznie. Taki jest początek. Potem następuje przełom. Ta zagubiona, stłamszona osóbka, chwyta się wstążki nadziei. Zaczyna rozpaczliwie wierzyć w siebie. Odbudowywać swój świat. Na jej twarzy pojawia się pierwocina uśmiechu. Idzie dalej. Znakomita jest scena jej spowiedzi. Będąc osobą wierzącą popada w konflikt dogmatu i realiów swojej sytuacji. Stara się i z tego wymknąć. To jest, moim zdaniem, wyśmienicie zagrane. Świetna jest kolejna ważna scena - jej wizyty w klubie. Tańczy, powoli odzyskując dawny dyskretny urok. A ten taniec nadal jest ledwie szkicem, szkieletem radości. Cieszę się, że Pani Katarzyna na tę rolę trafiła. Wyszło jej znakomicie.
Anina codziennie kupuje wędliny. Jeden z domowych rytuałów. Po drugiej stronie lady znajduje bratnią duszę. Jan, chłopak sprzedający w mięsnym. Zamknięty w sobie wrażliwiec. Schowany za wieloma ochronnymi skorupami. Równie jak ona przezroczysty dla oczu osób odwiedzających sklep. Mięsny przedmiot, którego przewagę nad tym, co na ladzie stanowi, że się porusza i wykonuje polecenia.
Niedawno oglądałem Aleksandra Sajewskiego w, moim zdaniem, nieudanym spektaklu „Jak zawsze” na scenie warszawskiego Teatru Komedia. Był tam spięty, splątany. Pisałem: „Jest w Sajewskim potencjał. Może z powodzeniem zagrać uroczych wrażliwców-intelektualistów, da sobie radę w rolach amantów i artystów.”. I się nie pomyliłem. W „Słabych” Aleksander Sajewski wreszcie gra, jakby rola była uszyta z jego wrażliwości. Jan jest zagubiony, zautomatyzowany. zahukany. A zarazem arcyciekawy, bo przecież coś kryje się pod tą skorupą. Coś i ktoś. Łubik z Sajewskim stworzyli w „Słabych” duet świetny. Weźmy ich dialog na kanapie. Zawiązuje się tam nić przedziwnego porozumienia - romansu. Czegoś, co ma szansę być ważnym momentem w życiu obojga. Scena trzyma w napięciu i nie pozwala na stratę choć słowa, gestu. Mądrze to rozegrali. Niespiesznie. Delektując się sytuacją. Korzystając z wyrazistych pauz. Nie umykając od ciszy.
Bardzo czytelny i solidnie jest zbudowany drugi plan, czyli czworo postaci. Ich zadanie to stworzyć hałas współczesnego świata. Dać kontrast opisanym dwojgu. Wzmocnić poczucie ich alienacji, pokazując mainstream życia. Z jego płytkością, głupotą. Z uproszczeniami i stereotypami. Świetnie radzi tutaj sobie Oliwia Hołozubiec czyli Inna Taka. Pozornie kobieta o sile tsunami. Pewna siebie, przebojowa. Bezwzględnie nastawiona na brać przy eliminacji dawać. A jednak w konsekwencji krucha i zagubiona. Zadziwiająco w tym urocza. Taki Jeden, czyli Hugo Tarres (mogą Państwo w tej roli oglądać także Michała Lupę). Tarres to aktor o którym w zasadzie już napisano tyle, że jak na studenta powinno w zupełności wystarczyć. Świetny w Hamlecie Jana Englerta, nienajgorszy w „Niewyczerpanym żarcie” Kamila Białaszka. Już etatowy aktor Teatru Narodowego. Niewielka mu przypadła w „Słabych” rola ale hałaśliwy Taki Jeden mu wyszedł. Brutalny, rubaszny konsument życia bez podszewki zastanowienia i refleksji. A jest przecież jeszcze bardzo mocna postać tego drugiego planu, czyli Taka Tam. Maja Szkutnik w tej roli kogoś w rodzaju konferansjerki-terapeutki radziła sobie także bardzo dobrze. Ale przecież Panią Maję można spotkać na scenie warszawskiego Klubu Komediowego, gdzie kreuje podobne stylem postaci, zatem nie zdziwiło mnie to jak dobrze sobie poradziła. Ostatnia z czworga kreatorów drugiego planu - Taka Jedna przypadła Neli Maciejewskiej. Wiele tu do zagrania, mam wrażenie nie było, może poza bardzo dobrą - jedną z niewielu zabawnych w tym psychologicznym dramacie - sceną jej wizyty w mieszkaniu Jana. Błyskotliwie, ciekawie i na pewno do zapamiętania. To jednak spektakl w konwencji dwoje plus czworo. Czyli dwoje wycofanych w swojej delikatności wrażliwców, kontra czworo demonów wrzaskliwego świata stanowiących, jak już napisałem, plan drugi. Odrębną moim zdaniem rolę pełni Mąż. Postać będąca symbolem zniewolenia, ucisku i zniszczenia delikatnych jak mimoza marzeń Anny. Piotr Zapert pojawia się i od razu wiadomo, jaki to typ Męża wkracza na scenę. Zaborczy, konkretny, apodyktyczny. Przerażająco niszczycielski. Ostatnia z opisanych i równie dobrze zbudowana postać.
Dokąd Los poprowadzi Aninę, która zakładając czerwone rajstopy chce z ich pomocą odzyskać widzialność? Znowu zostać dostrzeżona na ulicy, na której jak pęcherzyk powietrza przesuwa się między zaaferowanymi swoimi sprawami miejskimi szlifierzami bruku. Jej podróż przez dorosłość, która zaczęła się falstartem. Czy dostanie drugą szansę? Skorzysta z niej? Jak potoczą się losy „Słabych” aż do momentu gdy znikną nam z oczu w teatralnej ciemności? Warto się wybrać do Teatru Collegium Nobilium i zobaczyć. Niedługie, bo nieco ponad godzinne przedstawienie. Ale zostawiające ślad i chęć do rozmyślania. W wielkim miejskim skupisku ciał, oczekiwań, porażek i zwycięstw nie widzimy się nawzajem. „Słabi” pokazali to mocni i dobitnie. Marcin Hycnar wyreżyserował i zarazem zaadaptował ten tekst. Poukładał postaci. Zbudował z nich solidną, logiczną konstrukcję. I to „gra” na scenie. Przyciąga uwagę. Tak jak trzeba w solidnym spektaklu. Gratuluję!
obsada:
INNA TAKA - Oliwia Hołozubiec
ANINA - Katarzyna Łubik
TAKA JEDNA - Nela Maciejewska
TAKA TAM - Maja Szkutnik
JAN - Aleksander Sajewski
TAKI JEDEN - Hugo Tarres/Michał Lupa
MĄŻ - Piotr Zapert


Komentarze
Prześlij komentarz