Maria z krwi i kości
Wiecie Państwo, kim była Maria Skłodowska-Curie? Wiemy - odpowiadacie zapewne chórem, w którym do wczoraj słyszelibyście także mój głos. Gorzej, gdyby padło pytanie: CO wiemy o Marii Skłodowskiej-Curie? Dwie nagrody Nobla, dwa odkryte pierwiastki i… patronka Mostu Północnego w Warszawie. Ze wstydem muszę się przyznać, że niewiele więcej powiedziałbym zaczepiony nagle na ulicy. Powtórzę: Do wczoraj. Poszedłem po prostu do Teatru Kwadrat, gdzie na Scenie Kameralnej można zobaczyć monodram Ewy Wencel „Promieniowanie”. I właśnie on poszerzył moją wiedzę.
Uważam, że teatr mądrze edukujący to skarb. Powinien być stałym punktem programu licealnych wycieczek, umacniających i poszerzających wiedzę. A „Promieniowanie” takie właśnie jest. Oczywiście, nie dowiemy się dzisiaj, czy nasza noblistka mówiła tak szybko jak Ewa Wencel, tak formułowała myśli i miała tak ironiczne poczucie humoru. Ale dlaczego nie? Maria Skłodowska-Curie w wykonaniu Wencel jest człowiekiem z krwi i kości. Nie szeleszczącym biogramem z kart podręczników, czy pulsującymi literkami w internetowej wyszukiwarce. Kocha, żyje, cieszy się. Jeździ rowerem, ma marzenia i ideały. Obserwuje świat i jest go ciekawa. Na marginesie dodam - podobnie jak Ona uważam, że wynalazek braci Lumiere nigdy nie pokona teatru…
Poznajemy Marię, gdy wyrusza w świat. Marzy o zdobywaniu wiedzy. Jednak to nie są czasy przyjazne kobietom, które szukają wykształcenia. Nie poddaje się. Studiuje, zakochuje. Na dodatek z mężem łączy ją naukowa pasja. Wreszcie przychodzi odkrycie. I to nie jedno. Świat dowiaduje się o istnieniu radu i polonu. Małżonkowie Curie dostają nagrodę Nobla. Idą przez promieniotwórcze życie zapatrzeni w siebie i swoją pasję. Odkrywają zabójcze skutki promieniowania. Piotr Curie ginie. Maria pogrąża się w rozpaczy.
A potem ten 1910 rok, który zmienił jej wizerunek. Romans z mężowskim uczniem i współpracownikiem Paulem Langevinem. Maria z ikony wkomponowanej przez podręczniki w noblowski medal staje się kobietą. Przeżywającą drugą miłość w życiu, poniżaną. Trafia do mediów, jest bohaterką skandalu. Romans kończy się gwałtownie. Pozostawia ją w opresji. Podnosi się. Ponownie, mimo sugestii o rozważeniu nieobecności w Sztokholmie staje przed Akademią. Odbiera drugą nagrodę Nobla.
To jest obraz kobiety silnej, walczącej o swoje miejsce w społeczeństwie przełomu XIX i XX wieku. Ogląda się „Promieniowanie” doskonale. Z ciekawością. Znowu podsłuchiwałem rozmowy wychodzących po spektaklu widzów. Byli zaskoczeni. Nie spodziewali się że we Francji, tej uważanej za ostoję wolności Francji, tak przecież niedawno kobieta musiała mierzyć się z takimi szykanami. Zapomnieliśmy. NIe uczono nas. Dlaczego? To już pytanie do edukatorów. Dobrze, że nie zapominają o tamtych czasach i stosunkach społecznych Twórcy teatru. „Promieniowanie”, co podkreślam, to nie jest jednowymiarowy panegiryk na cześć wybitnej Polki, do której prawa roszczą sobie także Francuzi. To opowieść znacznie głębsza. Szersza. Skłodowska-Curie jest na scenie Kwadratu symbolem walki o prawa kobiety do rozwoju, miłości. Do życia według swoich zasad bez ciągłego poddawania się publicznemu osądowi.
Ewie Wencel wyszło to „Promieniowanie”. Idąc na spektakl przypominałem sobie Jej role, które w Kwadracie widywałem. Tym razem udało się jej pokazać twarz inną, ciekawszą. Może to kwestia doboru ról i postaci? Może tu wreszcie miała możliwość zagrania czegoś bardziej złożonego? Tak, czy siak wyszło to moim zdaniem bardzo dobrze. Kto chce dowiedzieć się jaka była Maria Skłodowska-Curie, kogo kochała, jak żyła i dlaczego Francja rzucała w nią kamieniami - ma wielką szansę. Wystarczy pójść do warszawskiego Teatru Kwadrat i obejrzeć „Promieniowanie”.
Aktorzy
Maria Skłodowska-Curie: Ewa Wencel
Twórcy
Reżyseria: Ewa Wencel
Autor: Jarosław Sokół
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Dorota Roqueplo
Muzyka: Tomasz Bajerski
Produkcja: Ewa Wencel


Komentarze
Prześlij komentarz