Jak upada Byk
To, moim zdaniem jeden z lepszych monodramów zabarwieniu, które widziałem. Robert Talarczyk w „Byku” na scenie Malarnia Teatru Studio. Reżyseruje właśnie Talarczyk, wspólnie z autorem tekstu - Szczepanem Twardochem. Poszedłem na ten spektakl późno, jeśli mówimy językiem „teatralnego cyklu życia”. Bo obejrzałem „Byka” numer 156. kto jeszcze nie widział - warto się do Teatru Studio wybrać.
Zacznę od tego, że jestem Warszawiakiem od pokoleń. Powstanie stanowi w mojej rodzinie sacrum. Straciliśmy w nim Bliskich, zniszczone miasto pogrzebało w gruzach rodzinne pamiątki i mury domów. Mimo tego śmiałem się serdecznie w chwilach, gdy Robert Mamok, tytułowy Byk, żartował z tych naszych stołecznych świętości. W zamian mogę Mu odpowiedzieć: Śmieszył mnie Mamok, bo śmieszą mnie Ślązacy. Tacy trochę enerdowcy z poprzedniej epoki. Zazwyczaj brzuchaci, wąsaci. W kapelusikach i napiętych na przodzie T-Shirtach. Hałaśliwi. Mówiący w zabawny sposób, jakby cały czas grali obergefrajtra Kugla z „Czterech Pancernych”.
Mamok ma kłopoty. Ukrywa się w mieszkaniu opy Paulka, czyli dziadka swego. Świetnie tu dopracowano scenografię. Rzeczywiście lądujemy w mieszkaniu jakich wiele. W Katowicach, Warszawie. Poznaniu czy Wrocławiu. Mieszkaniu starych ludzi. Z obowiązkowym barkiem, kryjącym zakurzone butelki, z których flacha czystej przyodziana jest w biały, wełniany strój pudla. Pamiętam! Taki sam pudeł był u babci mojego kolegi z podstawówki. Stał w barku na straży radzieckiego koniaku, bułgarskich win a w sobie krył polską wódkę. Właśnie jego brzuszek był dla nas, ósmoklasistów, bardzo interesujący… A w szufladzie zamykanego na haczyk kredensu kryje się schowana na wszelki wypadek czekolada z orzechami. Wiecie Państwo jaka. Tak. Ta z okienkiem. Autorem scenografii jest Marcel Sławiński, który stworzył to mieszkanie dokładnie takim, jakim było niezależnie od miasta, czy narodowości domowników.
Wracajmy na scenę. Kłopoty Mamoka są natury wizerunkowej. Kilka dni wcześniej porwał go melanż i w toku kulturalnej, acz hucznej zabawy był łaskaw wciągać nosem biały proszek oraz używać niecnie i erotycznie kilku pań o nieprzesadnie ciężkich obyczajach. Zdarza się - powiecie. Oczywiście. Ale Mamok to postać publiczna. Celebryta. Na dodatek ktoś życzliwy był łaskaw nagrać jego wyczyny telefonem i sprokurować kilka eleganckich fotek. A od tego już tylko krok do zainteresowania medialnego.
Upadek? Jak śpiewał Mistrz Kaczmarski „upadać też trzeba ładnie”. Mamok upada wprost uroczo. Miesza w tym polski literacki język ze śląską gwarą. Prowadzi rozmowę - rozliczenie z umierającym dziadkiem, który jest już w zasadzie po drugiej stronie tęczy. Poznajemy z tych fragmentów monologu kawał życia. Kawał ludzkiej, śląskiej historii. Opowiedziany prostymi słowami, dosadnie. A na dodatek wyśmienicie przez Roberta Talarczyka zagrany. To nie jest prosta historia. Jest w niej i służba w Wehrmachcie. Jest rosyjski gwałt, z którego na świat przychodzi ciotka Mamoka. Jest godna, szlachetna ludzka postawa powojennego sztygara, który po powrocie z niewoli znalazł w domu dziecko, a nijak nie mógł jego być ojcem. Co najważniejsze. Jest nieśląska a uniwersalna prawda o życiu uczciwym. Zgodnym z prawami i zasadami. Życiu, które do naszych czasów już w zasadzie nie przetrwało.
A w tym wszystkim Mamok. Miotający się w sieci coraz gorszych pomysłów, które błyskawicznie wciela w życie i już w chwili ich realizacji konstatuje, jak głupio postąpił. Dzwonią kolejne telefony, pojawiają się szanse na uniknięcie wizerunkowej katastrofy. Robert Mamok nie jest już zdolny do zahamowania nakręcającej się wokół niego medialnej spirali. Z minuty na minutę dociera do niego pustka i miałkość współczesnej codzienności, skonfrontowana z twardymi zasadami i modelem życia opy Paulka. Gdy zrozumie swoją sytuację i to, kim jest - podejmuje decyzję. Jaką? Jak Państwo pewnie zauważyli, staram się nie zdradzać przynajmniej zakończeń spektakli.
„Byk” w Teatrze Studio”. Spektakl o dwóch obliczach. Zabawny momentami do serdecznego śmiechu. Chwilami poważny i zmuszający do zagłębienia się w mgłę pamięci. Ogląda się go znakomicie i jeśli jeszcze Państwo tego nie uczynili - zachęcam do wizyty w Studiu. Póki „Byk” swoje teatralne życie tam układa.
TEKST
Szczepan Twardoch
REŻYSERIA
Robert Talarczyk, Szczepan Twardoch
SCENOGRAFIA
Marcel Sławiński
KIEROWNICZKA PRODUKCJI (STUDIO)
Justyna Pankiewicz
MUZYKA
Aleksander Nowak
ASYSTENTKA PRODUKCJI
Katarzyna Pawlonka
WSPÓŁPRACA PRODUKCYJNA (TEATR ŚLĄSKI)
Małgorzata Długowska-Błach
ASYSTENTKA REŻYSERA (TEATR ŚLĄSKI)
Dorota Damec
KOORDYNACJA (TEATR ŁAŹNIA NOWA)
Małgorzata Rapacz
PRODUCENTKA (INSTYTUTU GROTOWSKIEGO)
Dominika Nestorowska
WSPÓŁPRACA PRODUKCYJNA (STUDIO)
Dorota Chałaczkiewicz
OBSADA
Robert Talarczyk (gościnnie)


Komentarze
Prześlij komentarz