Geometria Drugiej Strefy
Wróciła Druga Strefa. Przed rokiem ten bodaj najciekawszy warszawski teatr offowy miał poważne zawirowanie. Pożar instalacji elektrycznej. Ale nie on był najgorszy. Okazało się podczas wymiany kabli że budynek przy Magazynowej, w którym Druga Strefa urzędowała, wymaga kapitalnego remontu. I w maju przedsięwzięcie Sylwestra Biragi zostało bez własnej sceny. Grali gdzie się dało. Gościnnie w między innymi Teatrze Kamienica, Rampie, domach kultury. Walczyli o własny kawałek miejsca. Udało się. 18 lutego 2026 roku, mniej więcej rok po pożarze, otworzyli nową siedzibę. Teatr Druga Strefa zaprasza teraz na ulicę Modzelewskiego 71.
Zaczęli symbolicznie. Od spektaklu, który miał być zagrany na Magazynowej 1 czerwca ubiegłego roku, ale z powyżej opisanych przyczyn - nie doszło do tego. Nienowy. Premierę „Geometria Propagandy” miała w 2021 roku. Ale są widowiska, które się nie starzeją. To spektakl nowocyrkowy. Zapewne warto wyjaśnić, co to za gałąź sztuki performatywnej. Nowy cyrk, jak można przeczytać w otchłani internetu, to „współczesna forma sztuki, która łączy techniki cyrkowe (akrobatyka, żonglerka) z teatrem, tańcem i sztukami wizualnymi. W przeciwieństwie do tradycyjnego cyrku rezygnuje z tresury zwierząt, skupiając się na artystycznym przekazie, fabule i indywidualnych umiejętnościach artystów.”. Ufff. Powiało smrodkiem dydaktycznym. Wracajmy na ziemię.
Słonia, jak wynika z definicji, się nie spodziewałem. Sądząc po niewielkich rozmiarach sceny - odłożyłem też ad acta marzenia o cud akrobatce fikającej pod sufitem. Klaunów nie znoszę, a iluzjonistów się boję. Świetnie trafiłem, prawda? Właśnie, że świetnie. Bo „Geometria propagandy” zaskakuje pogmatwaniem stylów. Rzeczywiście, jest w niej sporo wyrafinowanej techniki cyrkowej. Przedmioty w dłoniach Tomasza Piotrowskiego zdają się nie mieć nic wspólnego z zasadami grawitacji. Błyskawicznie przekładane między palcami obu dłoni buszują się w powietrzu, posłuszne woli artysty. Do tego ruch sceniczny. Zaplanowane i starannie dobrane figury choreograficzne. Elementy iluzji, gdy rekwizyty pojawiają się i znikają w dłoniach Piotrowskiego. Ale jest też teatr. Cyrk nie zakłada zazwyczaj złożonej fabuły. Nie opowiada spójnej, odwołującej się do zjawisk społecznych historii. A tu tak właśnie było. To już jednak zapewne domena Sylwestra Biragi, który na bazie półgodzinnego pierwotnie show Tomasza Piotrowskiego ,zbudował nieco ponad godzinny performance.
Nie widziałem „Geometrii…” wcześniej. Tym bardziej mogłem cieszyć się jej wysmakowanym, niepokojącym i niejednoznacznym kształtem. Gdy usiedliśmy na widowni zgasło światło. Po chwili z kulisy wysunął się Biały Królik, dźwigając na plecach biały futerał od altówki. Aktor był w świetnie opracowanej, też białej acz aktywnie reagującej na promienie UV masce. Pokrywała w całości jego głowę, nie dawała możliwości zajrzenia w głąb króliczych oczu. Zaciekawiała ale jak już napisałem niepokoiła. Wieki Biały Królik z niespokojnego, dziecięcego snu o Cyrku Dziwadeł.
Początkowo patrzyłem na to z rezerwą. Znowu były próby interakcji z widzami. Spodziewając się ich usiadłem w bezpiecznym, drugim rzędzie. Rzeczywiście. Tam łapska Królika mnie nie dosięgły. Ale trwało to krótko. Potem zaczął się hipnotyzujący, pełen energii pokaz światła, techniki i technologii. Na początku cztery elastyczne, neonowe świetlówki połączone w czworokąt. Kwadrat jako synonim ciasnoty myślenia? Ograniczenia wolności? Gięła się ta figura w dłoniach performera. Rozciągała, składała i powracała do pierwotnej, czworokątnej formy. Tak jakby granice, ramy zamykające wolność myśli i marzenia, pozostawały niezmienne. Zastanawiające i sprawne to było.
Czas na fabułę. Biały Królik był kimś w rodzaju komiwojażera. W przyniesionym futerale natomiast krył się bezlik rekwizytów. Widzowie byli potencjalnymi kandydatami na obywateli Krainy Czarów, których Królik miał namówić do przyjęcia baśniowego obywatelstwa i oddania się pod władzę Czerwonej Królowej. Ta ostatnia (Anna Dzilińska w jej roli) pojawiała się na ekranie umieszczonym z tyłu sceny. To co można o niej powiedzieć dla królowej pochlebne nie jest. Paskudna z niej i zakłamana baba. Ale - Dzilińska aktorsko bardzo dobrze sobie z nią poradziła. Królik dwoił się i troił pokazując przeróżne sztuki. Neonowe światła, plastikowe koła, szklana kula - wszystko to wirowało w jego fantastycznie sprawnych rękach. Kusił nas na wszelkie możliwe sposoby aż do kulminacji. Pierwszy raz miałem do czynienia z takimi rekwizytami. Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy jakie widowisko można stworzyć dysponując dwoma, wydawać by się mogło, prostymi lampami diodowymi. Dookoła szybko nimi operującego performera powstawały płomienie, flagi, teksty, obrazy. Poczułem w pewnym momencie, że szczęka zaczyna opierać mi się o kolana.
Coś niebywałego zafundował Teatr Druga Strefa na swoje ponowne powitanie z Warszawą. Spektakl kolorowy, dynamiczny i niesamowicie widowiskowy. Czy odebrałem wszystko co, jak wynikało z internetowego opisu, w nim zaszyto? Nie. W ogóle nie. I to jest siła teatru performatywnego. Subiektywność odbioru. Nie rzuciła mi się w oczy wysublimowana opowieść o naturze manipulacji. Nie dostrzegłem w ruchach artysty alegorii propagandowych kampanii politycznych. Zobaczyłem świetny teatr. Wspaniałą pracę, talent i skupienie na kolejnych zadaniach zaplanowanych i odtworzonych tak, aby widz mógł poczuć się w przedsionku baśni. A może jeszcze dalej? Wręcz w salonie tej zaczarowanej Krainy?
19 lutego 2026 roku - kiedy tekst ten ujrzy światło dzienne - wieczorem „Geometria Propagandy” pojawi się na scenie Teatru Druga Strefa raz jeszcze. Warto się tam wybrać! Czy będą kolejne pokazy? Na razie w repertuarze przegląd wszystkich spektakli, jakie Sylwester Biraga miał w ubiegłorocznym planie. Jak wypadną na nowej scenie? Jestem pewien, że przy Modzelewskiego 71 odnajdą się znakomicie. Pięknie wygląda ten kompaktowy ale bardzo dobrze zaplanowany teatr. Co najważniejsze - tam żyje się sztuką i pasją jej tworzenia. Oni to wszystko sami wyremontowali, sami przenieśli. Poprzewozili własnymi samochodami wszystko, co udało się z poprzedniego miejsca zaadaptować. Powstała przyjemna, przyjazna widzom strefa foyer Za nią wygodna, dająca spore możliwości mimo niewielkich gabarytów, scena. Najważniejsze, że już są „na swoim”. Życzę Im samych wspaniałych chwil. Wielu emocji i owacji na spektaklach już znanych. No i oczywiście wystrzałowych premier. Zaczęli znakomicie w każdym razie.
Koncept, scenariusz, choreografia i wykonanie: Tomasz Piotrowski
Dramaturgia, reżyseria i przestrzeń świetlna: Sylwester Biraga
Współpraca: Anna Dzilińska, Małgorzata Dyoniziak, Rurzowa, Maniek Skucha, Kamil Dziliński
Realizacja techniczna: Michał Cieślak


Komentarze
Prześlij komentarz