Wehikuł naszych czasów
Dziewięć lat stuknie niebawem „Klątwie” w reżyserii Olivera Frilicia. Spektakl nadal można zobaczyć w warszawskim Teatrze Powszechnym. Zwlekałem z nim długo. Mierzi mnie ideologiczny smród i wymachiwanie szturmówkami, niezależnie od kolorów, przyczepianych do kijów szmatek. A „Klątwa” wtedy, po premierze, wzbudziła ogromne emocje. Dziś? Jak odbiera się spektakl, który kontestowały grupy Ludu, demonstrujące swoją niechęć do obrazoburczych treści, w tym antypolskości i antyklerykalizmu?
Inaczej. I to bodaj najbardziej zaskakuje. Przeraża. Te dziewięć lat od premiery to przepaść. Epoka. Jesteśmy po więzieniu pandemii. Wchodzimy w czwarty rok wojny, która toczy się u naszych wschodnich sąsiadów. Świat stał się niebezpieczny. Brutalny. Nieprzewidywalny. Wiemy też więcej. Jan Paweł II z roku na rok staje się postacią coraz bardziej kontrowersyjną. Jarosław Kaczyński stracił na znaczeniu, wraz z upadkiem rządu Morawieckiego. W codziennych przekazach mainstreamu dominują Trump i Putin.
W tym kontekście sekwencja „papieska” w spektaklu Frilicia nie wywołuje już takich emocji. Teatr posunął się dalej. W tak zwanym międzyczasie, weźmy bulwersujący przykład pierwszy z brzegu, Białorusin Iłynczyk napisał „Witaj Abdo”, a Pacześniak to w Teatrze Studio wyreżyserował. „Klątwa” straciła blask jazdy po bandzie, moim zdaniem. Za to, gdy opadł kurz i wrzask, odsłania swój bardzo przyjemny potencjał.
Po pierwsze wieloznaczność. To szyderstwo podszyte także autoironią. Uczciwe. Rzeczywiście Frilić miota się w świecie „teatru zaangażowanego” i gdy uważnie się „Klątwie” przyjrzeć, obnaża jego słabość i powierzchowność. Tu świetnie sprawdzają się lekko napisane i znakomicie wygłaszane monologi aktorów. Klara Bielawka opowieścią o pracy w teatrze rozpoczyna tę podróż. Sukcesywnie oddala nas od pierwowzoru Wyspiańskiego. Odważna w radykalnych interakcjach z widzami a zarazem konsekwentna, spójna. Pełna emocji, z których każda dla widza stanowi oczywistą oczywistość sytuacyjną. Prawdziwa do bólu. A dalej jest już tylko lepiej. Kapitalnie napisany i jeszcze lepiej powiedziany monolog o Malcie (festiwalu) i koniunkturalizmie… samego Frilicia. Fair i bez hipokryzji. Mówiąca go Barbara Wysocka przebojowa i znakomita. Michał Czachor, który bodaj pierwszy raz w moim spotkaniu z Jego sztuką wywija siurkiem w sposób absolutnie uzasadniony. Jak trzeba, to trzeba - można tu zacytować maksymę z serialu „Kariera Nikodema Dyzmy”. W tym wypadku było trzeba. Ale to nie wszystko. Czachor i jego monolog o szalonym aktorze Czachorze, którego wszyscy znają z tego, że co reżyser powie to zrobi - fantastyczny. Po prostu fantastycznie to zagrał. Cóż, tu uwaga na marginesie, wszyscy mieli łatwo, bo grali siebie. Arkadiusz Brykalski klasa mistrzowska w swoich „konferansjerskich” popisach, gdy proponuje widzom skrócony przegląd już zagranych scen i zapowiada, co w „Klątwie” nas jeszcze czeka. Przeurocza Julia Wyszyńska, której monolog o Jarosławie Kaczyńskim został z przyczyn prawnych usunięty, oraz demoniczny w swoim ultra prawicowym popisie Grzegorz Artman. Najbardziej moim zdaniem stracił na aktualności przekaz Karoliny Adamczyk. Wtedy kwestie aborcji, piekła kobiet, rozpalały się jak ognie w przestrzeni publicznej. Dzisiaj znacznie mniej o tym się mówi.
Te monologi to Polska w koncentracie. Kraj kręcący się wokół ogona własnych sprawek. Często tak niewielkich, że historia rozdeptuje je nawet nie zauważywszy. Festiwal wspaniałych, jedynych w swoim rodzaju frustracji, humoru i ciągłego przekonania, że wszędzie dobrze tylko nie tutaj. Ta „Klątwa”, choć dzisiaj moim zdaniem zdezaktualizowana, nadal daje do myślenia.
A teatralnie? Kiedy powstawała, w Polsce zaczynała rosnąć fala kolektywizacji teatru. Coraz większą uwagę przykuwały głosy o tym, że spektakl to wspólne dzieło, w którym prawa są takie same dla wszystkich. Zacierała się granica między autorem tekstu, reżyserem i aktorem. Frilić to świadomie, lub nie, deprecjonuje. Pokazuje, że spektakl oparty jedynie o ideę a nie fabułę to entropia. Rozpaczliwe poszukiwanie narzędzi do utrzymania atencji widzów. Dzisiaj, gdy warszawski Teatr Dramatyczny pozbierał się już z krótkiej acz burzliwej przygody z Moniką Strzępką, „Klątwę” można oglądać także jako pastisz teatru kolektywnego. I brzmi znacznie mocniej, wyraźniej, niż w czasie jej premiery.
Wszystko, co robimy na scenie to fikcja - powtarza w jednej z sekwencji Julia Wyszyńska, namawiając do tego także swoich kolegów. To słynne zdanie - koło ratunkowe dla projektów raniących normy i uczucia, także brzmi dwuznacznie. Czy fikcją w „Klątwie” są wstrząsające wyznania aktorów, gdy podając swoje prawdziwe personalia przyznają się do molestowania ze strony księży? Bądźmy konsekwentni. Albo fikcją jest wszystko, albo nic. Nie można jak w dziecinnej zabawie być trochę Klossem a trochę Piotrkiem z szóstej A, kiedy chłopaki wołają na Simsy. Zresztą samo to zdanie też się przez lata zdewaluowało. Wszystko, co robimy na scenie jest fikcją. Ale to nie może być usprawiedliwieniem dla każdej niegodziwości. Hucpy. Ranienia i obrażania tych, którzy przychodzą do teatru otworzyć szkatułkę myśli i marzeń. Twórca istotnie porusza się w nieistniejącym świecie. To przywilej ale i odpowiedzialność. „Klątwa” moim zdaniem doskonale się w tym mieści. Jako eksperyment teatralny, na pewno kontrowersyjny. Ale wielowątkowy, sprawiedliwy i logiczny. Jak pokazanie siurka przez Czachora.
To na pewno nie jest teatr dla ludzi o zasadniczych, skrystalizowanych poglądach. Znudzi ich nadmierny radykalizm, może wręcz urazi wymowa niektórych scen. Zaskoczy w zasadzie ledwie śladowa obecność tekstu Wyspiańskiego. Natomiast na widowni z przyjemnością odnajdą się poszukiwacze. Obserwatorzy zjawisk ulotnych i zmian zachodzących w społecznym postrzeganiu tego, co ważne w sensie wartości ogólnych i podstawowych. Pandemia i wojna przeorały nasze świadomości. „Klątwa” to wzruszający głos z czasów, które dzisiaj możemy wspominać jako szczęśliwe dni spokoju. Wehikuł czasu, trochę zardzewiały.
A scena ze składaniem pistoletów maszynowych pod dyktando Arkadiusza Brykalskiego - symbolicznie znakomita.
Obsada
Karolina Adamczyk
Grzegorz Artman (zastępstwo za J. Belera)
Jacek Beler (gościnnie)
Klara Bielawka
Arkadiusz Brykalski
Michał Czachor
Maria Robaszkiewicz
Barbara Wysocka
Julia Wyszyńska (gościnnie)
Twórcy
reżyseria – Oliver Frljić
dramaturgia – Agnieszka Jakimiak, Joanna Wichowska, Goran Injac
kostiumy – Sandra Dekanić
reżyseria światła – Jacqueline Sobiszewski
współpraca scenograficzna – Małgorzata Dzik
asystenci reżysera – Mateusz Atman, Jakub Skrzywanek
inspicjent - Zuzanna Rucińska


Komentarze
Prześlij komentarz