W jednym kotle...

Eintopf czyli potrawa jednogarnkowa. Jej upowszechnieniem chwalili się Niemcy w czasie Ii wojny światowej. Nie wymyślili oczywiście prostych, gotowanych w kotłach, sycących dań którymi żywiono wojsko na froncie. Istniały dużo wcześniej. Ale się chwalili. Lubię potrawy jednogarnkowe. Ale to, co sprawdza się w kuchni nie zawsze łatwo przenosi na inne dziedziny życia. Prowadzi do nadmiernych uproszczeń. O nich za moment. Bo „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, czyli spektakl w reżyserii Leny Frankiewicz w oparciu o prozę Olgi Tokarczuk, ma wiele twarzy. A zobaczyć go można w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza. 


Przede wszystkim widowisko jest.., widowiskowe, napiszę z lekkim zmrużeniem oka dla literackiej poprawności. Plastyczne i otwierające wyobraźnię. Agata Stanula stworzyła przepiękną, na dodatek funkcjonalną scenografię. Podzieliła scenę na dwie nierówne części. Dwie trzecie jej powierzchni idąc od horyzontu zajmują kapitalne, świetnie obrazujące sytuacje i nastrój spektaklu, góry. Spowite w mgły, czasem przenikane promieniami słonecznymi. Czasem zasypywane śniegiem, który podświetla biały blask punktowego reflektora. Tu już kunszt pokazał Aleksandr Prowaliński. Do tak mistrzowskiej scenografii wykonał równie mistrzowskie jej wyeksponowanie światłem. Proscenium, czyli jedna trzecia sceny leżąca tuż przed oczami widzów, to z kolei przestrzeń pusta. Jej organizacja zmienia się w zależności od potrzeb. Tutaj ukłon do znakomicie pracującej ekipy obsługi sceny. Sprawni, szybcy, dokładni - niczym chirurgiczny skalpel. Przeistaczają tę część w sypialnię Duszejki, komisariat policji, łąkę przed duszejkowym domem, ołtarz kościelny i inne.


Spektakl jest wysmakowany pod względem estetycznym. Lena Frankiewicz wprowadziła do niego sekwencje baletowe. To świetne rozwiązanie aby pokazać wciąż obecne w tle, ale nieobecne w realiach scen dialogowych sarny. Czynnik sprawczy fabuły. Trzy wspaniale się poruszające tancerki. Lekko, z sarnią elegancją, przemierzają świat widowiska. Wśród nich osadzono postaci realne. Duszejko, brawurowo moim zdaniem zagrana przez Milenę Lisiecką, wrażliwa do granic wybuchu wulkanu emocji prozwierzęca aktywistka. Świetny, jak żywcem wyjęty z górskiego świata Matoga (Andrzej Wichrowski) i za nimi rząd zmieniających się, mocno nakreślonych, wyrazistych postaci. Tu nie ma kogo wyróżniać i kogo ganić. Dość napisać, że dzięki pracy Zespołu Aktorskiego na trzy godziny, bez wysiłku, przenosimy się w realia i sprawy Kłodzka oraz otaczającej go Kotliny. To jest sztuka tak zagrać powierzone sobie postaci, aby widz po całej spektaklowej podróży wychodził z teatru na łódzką ulicę i za zdziwieniem konstatował, że dookoła nie ma ani gór ani chat ani nawet lasu.  


Nie odniosę się do fabuły. Nadmiernie się nie odniosę, rzekłbym precyzyjnie. Bo stanowi właśnie ów Eintopf, czyli danie jednogarnkowe. Tokarczuk wrzuca do niego wszystko co wpadnie w jej rozemocjonowane ręce: myśliwych, Lasy Państwowe, księdza z kościołem, lokalne stosunki podgórskiego światka, policję i obrońców przyrody. Gdybyśmy byli w kuchni może wyszłoby z tego coś zadziwiającego. Tutaj, w teatrze po adaptacji Sandry Szwarc, uzyskujemy jedno wielkie uproszczenie. Co nie ujmuje ani grama samemu spektaklowi. Ogląda się go znakomicie. A widz odpowiedź na pytanie po której stronie kolejnych wojen polsko-polskich się opowiada, musi znaleźć sam w sobie. I bardzo dobrze. Nie chcę otwierać dyskusji na ten temat. Sztuka broni się sama. Niesie przekaz niejednoznaczny, subiektywny, Niech każdy widz analizuje go na swój użytek. 


W łódzkim „Jaraczu” trzygodzinne, świetne widowisko. uczta dla oczu, pokarm dla umysłu i poruszenie w sercu. Czy potrzeba czegoś więcej? Nie. Nie potrzeba. Lubię teatr, który stawia pytania. Nie dając odpowiedzi namawia do szukania ich we własnym zakresie. Tu z jednym zastrzeżeniem: Trzeba poczytać. Poznać więcej aspektów omawianych w spektaklu spraw. On sam to za mało, za prosto. Ale to już moja konstatacja. Świat i jego sprawy zdecydowanie nie mieszczą się w jednym, frontowym kociołku niemieckiego frajtra. 


autorka Olga Tokarczuk

reżyserka Lena Frankiewicz

adaptacja i dramaturgia Sandra Szwarc

scenografia Agata Stanula

reżyseria światła Aleksandr Prowaliński

kostiumy Krystian Szymczak

muzyka Stefan Wesołowski

video Mateusz Zieliński

choreografia Anna Steller, Agnieszka Kryst

asystent reżysera Paweł Poczesny

inspicjentka, suflerka Marta Baraszkiewicz


Obsada


Katarzyna Cynke, Iwona Dróżdż, Milena Lisiecka, Sara Lityńska, Mikołaj Chroboczek, Hubert Jarczak, Marek Nędza, Radosław Osypiuk, Paweł Paczesny, Mariusz Siudziński, Łukasz Stawowczyk, Bogusław Suszka, Andrzej Wichrowski, Marcin Włodarski


Sarny


Agnieszka Kryst

Anna Steller

Alisa Makarenko




Komentarze

Popularne posty