Ktoś oszalał - to pewne

Jakim cudem „Kto jest szalony - ja czy świat?” w reżyserii Ruslána Viktorova znalazł się na scenie łódzkiego Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka? - nie wiem. Spektakl nie powinien mieć prawa nawet przejść obok sceny. To jest bełkot. Na dodatek wyreżyserowany tak, jakby zabrał się za to nauczyciel wuefu gminnej szkoły podstawowej. 


W zasadzie nie ma w ogóle o czym pisać. Patrzyłem że zgrozą na widownię pełną biednych licealistów, których zapewne w dobrej wierze grono pedagogiczne zabrało do teatru. Siedzieli i nie wierzyli własnym oczom. Bo o zrozumieniu tego, co się odwalało na scenie nie mogło być mowy. Rozumieć można coś, co ma sens. A w „Kto zwariował…” nie ma grama sensu. Jest potok komunałów i stereotypów w konwencji: Jak sobie mały Jaś wyobraża filozofowanie w teatrze. Teoretycznie to ma być „tragifarsa o dyktaturze szczęścia i dobrobytu” - tak wyczytałem w opisie spektaklu na stronie teatru. Tragifarsa tak. Ale bardziej o indolencji twórczej, płytkości i uproszczeniu - w imię cholera wie czego. Sztuki? Chyba sztuki mięsa. 


Aktorzy wygłaszają banały. Straszliwe banały po prostu. Niby ma to być z jednej strony śmieszne, z drugiej zapewne stanowić pewne ostrzeżenie przed wciąż upraszczającym się światem mainstreamu. Idea piękna. Ale rajstopy które wskazują złą energię, powszechna neuroleptyczna terapia uszczęśliwiająca i nie wiedzieć skąd wzięta kobieta podająca się za Matkę - nie wiadomo kogo - to już sporo. Całość wyrywa widzowi cenne sto minut życia. Nie wiem, czy skonstatowawszy taką stratę ktokolwiek może być szczęśliwy. Wolałbym przesiedzieć te minuty nad herbatą na dworcu. Więcej zapewne działoby się dookoła mnie, niż na scenie Nowego. I zapewne byłoby to o wiele sensowniejsze oraz prawdziwe. Bo w tych postaciach nie ma nic. Niechlujnie ledwie zarysowane, nie mają w sobie wewnętrznego napięcia, nie są charakterystyczne. Tak nie można zwyczajnie stworzyć interesującego widowiska. Potencjał niby jest: Matthew Richard (Maciej Bisiorek) postanawia zbawić świat. W 2014 roku podczas Forum Gospodarczego obwieszcza, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. I chce tym darem obdzielić ludzkość. Tworzy projekt uszczęśliwienia jej na siłę. Pomagają mu w tym Menedżerka Zdrowia Zosia (Halszka Lehman), Dolores (Paulina Walendziak) i Doktor Wanda Czujnik (Barbara Dembińska). Fajnie. Ale nie mamy żadnej informacji, kim są te postaci. Jaki los zagnał je do projektu? Dlaczego w prologu spektaklu Matthew i Zosia są we dwoje i wygląda na to, ze razem rządzą kliniką szczęścia, a potem pufff i rola Zosi zostaje przejęta przez Dolores? Ba. Zupełnie nie dowiadujemy się dlaczego troje pacjentów których Zosia anonsuje jako osoby po osiemdziesiątce, wskakuje na scenę dziarsko w strojach rodem z Seksmisji i krótkich porciętach. Na dodatek wyglądając na ludzi w przedziale 25-30. Kim są? Dlaczego nie umieją być szczęśliwi? Gdzie i kiedy zagubili swój związek z rzeczywistością? Czy w ich życiach były jakieś konkretne wydarzenia, przełomy - nie ma nic o tym. Przez to obserwujemy defiladę wydmuszek, które nie mają prawa wyjść z własnej nijakości. Nie mają po prostu do tego narzędzi. 


Katastrofalna jest scena dziwacznej rozmowy Matki (Mirosława Olbińska) z usadowionym nie wiedzieć po co w ostatnim rzędzie widowni Janem (Paweł Kos). Jan zadaje pytania. Bzdurne i naiwne. Matka w odpowiedzi bełkocze w zasadzie przypadkowe słowa zaczerpnięte z języka polskiego. Ustawione obok siebie mają stanowić zdania. Dobra aktorka, a Olbińska nią jest, zagra wszystko. Nawet krzesło. Tu jej rola została prawie do niego sprowadzona.  Pierwszy raz w tym sezonie w mojej głowie pojawiła się podczas tej sekwencji myśl: Niech ktoś wejdzie na scenę i to przerwie. Powie „dość” zgasi światło i pójdziemy do domu. Niestety, spektakl trwał… Co ta scena ma symbolizować? Dlaczego Jan, który sam jest pacjentem, nagle staje się śledczym przesłuchującym Matkę. Roli tej ostatniej w spektaklu nie rozumie zresztą nikt. To znaczy umieszczoną ją zapewne po to, aby na końcu wygłosiła dziwaczny monolog, usadowiona w odmętach sceny, oddalona od widzów tak, jak Zgierz od Łodzi. 


Reżysersko to jest mówiąc delikatnie marne. Aktorzy biegają tam i sam, mijają się i tyle. Co jakiś czas powstają podstawy interakcji. Nic z tego, bo dialog jest płytki i przewidywalny. Innym być nie moze, skoro od postaci wieje nijakością, co już napisałem. Dam przykład sceny kompletnie paździerzowej. Popatrzcie Państwo spod oka. Jesteśmy w gabinecie terapeutycznym. Pani doktor Wanda wzywa na sesję Żaklinę (Karolina Bednarek). Ta początkowo bełkocze puste zdania, widziana przez duże okno w horyzoncie scenicznym. Po kilku wezwaniach wchodzi. Staje na proscenium i mówi: Teraz mnie diagnozuj! No i tyle. Bo otwierają się drzwi przez które wpada Dolores i każe się jej wynosić. Po co taki ochłapek sceny jest w spektaklu? Między Żakliną a Wandą wcześniej nie powstała się żadna  więź. To w zasadzie ich pierwsza interakcja tete a tete. Zanim cokolwiek mogło się wywiązać, cokolwiek co by spowodowało w widzach emocje albo negatywne wobec brutalnie przerywającej Dolores, albo wobec którejkolwiek z duetu Wanda-Żaklina, odsłony  nie ma. Bo znika Żaklina. To jeden przykład. Całość „Kto jest szalony…” przypomina związany konopnym sznurkiem tobołek, pękający i rozsypujący się co chwila. Doprawdy gdybym miał robić sezonowe podsumowanie najgorszego spektaklu trwającego sezonu, pierwsza mocna kandydatura już czekałaby na laur. 


Pojechałem zobaczyć łódzki spektakl nie bez powodu. Jednym z moich nastoletnich hymnów była piosenka Lady Pank z 1983 roku. Chciałem sprawdzić, czy głos mojego pokolenia licealnego „Pokręciło mi się w głowie” koreluje z tym, co mówi się współczesnym licealistom w spektaklu „Kto jest szalony - ja czy świat?”. Uważam, że: 


 Coś się pokręciło

Coś się pokręciło

Coś się pokręciło

Coś się pokręciło

Pokreciło mi się w głowie

Od wydarzeń i od dat

Niech mi wreszcie ktoś odpowie

Kto zwariował, ja czy świat?

Pokreciło mi się w głowie

Od wydarzeń i od dat

Niech mi wreszcie ktoś odpowie

Kto zwariował, ja czy świat?

Kręci mi się w głowie

Kręci mi się w głowie

Kręci mi się w głowie

Kręci mi się w głowie

Pokręciło mi się w głowie

Od wydarzeń i od dat

Niech mi wreszcie ktoś odpowie

Kto zwariował, ja czy świat?

Kreci nam się w głowie

Kreci nam się w głowie

Kreci nam się w głowie

Kreci nam się w głowie

Pokręciło nam się w głowie

Od wydarzeń i od dat

Może wreszcie ktoś odpowie

Kto zwariował, Ty czy świat?

(aut. J. Borysewicz, A. Mogielnicki)


… ma więcej sensu, niż cały łódzki spektakl. Mimo tego, że twórcy przeboju Lady Pank specjalnie się literacko nie wysilili. Powstała piosenka złożona z powtarzających się kilku fraz. Zapadająca w pamięć. W Nowym mamy z kolei spektakl prostacki, nawet nie prosty. Z góry wiemy, że Matthew to hochsztapler a Zosia zostanie przez niego oszukana. Wanda będzie rebeliantką broniącą wartości ludzkich, Xanny (Maciej Kobiela) będzie się miotać a Jan i Żaklina pozostaną w kontrze do jego rozterek. Nie wiemy tylko na jaką cholerę jest Matka oraz dlaczego Dolores śpiewa. I tyle. 


Reżyseria: 

Ruslán Viktorov 

Autor | dramaturgia: 

Michał Pabian

Scenografia | kostiumy: 

Maks Mac

Muzyka: 

Richard Wolf

Ruch sceniczny: 

Zuzanna Kasprzyk

Reżyser światła:

Damian Pawella

Tłumaczenie procesu prób:

Jakub Sierenberg 

Asystentka reżysera: 

Weronika Ososko

Inspicjentka: 

Hanna Molenda

Identyfikacja graficzna:

Ola Jasionowska


Występują:

Karolina Bednarek (ŻAKLINA) 

Barbara Dembińska (DOKTOR WANDA CZUJNIK) 

Paweł Kos (JAN) 

Halszka Lehman (MENEDŻERKA ZDROWIA ZOSIA) 

Mirosława Olbińska (MATKA, taka bardziej trzy po trzy) 

Paulina Walendziak (DOLORES) 

Maciej Kobiela (XANNY) 

Maciej Bisiorek (MATTHIEW RICHARD)




Komentarze

Popularne posty