Godne "Dziedzictwo"
Mam wrażenie, że „Dwór” i „Spuścizna” nie skleiły się równo. Ale to nie jest wielki kłopot. Spektakl Teatru Żydowskiego „Dziedzictwo” w reżyserii Roberta Talarczyka opiera się na tych dwóch powieściach. Rzeczywiście Icchok Baszewis Singer łączy losy bohaterów. „Spuścizna” kontynuuje to, co zaczęło się w „Dworze”. Ale literatura to zupełnie co innego, niż teatr. Zaczytywałem się w powieściach Singera podczas długich wieczorów na mazurskich rejsach. Świetnie się do tego nadawały. Wielowątkowe, pogmatwane, w pewnym sensie dla mnie - ówczesnego nastolatka - mistycznie egzotyczne. Czytane do późna przy świeczce w takt szumiącego mazurskiego lasu.
Ale w teatrze potrzeba dynamiki. Widzowie, wtłoczeni w rzędy foteli, mają ograniczone możliwości percepcji i fizjologii. Dwie godziny z kwadransem to sporo. Moim zdaniem, a oglądałem „Dziedzictwo” z zegarkiem w ręku aby sprawdzić czy i kiedy owa dynamika „siada”, trzeba przeciąć spektakl koło 75-80 minuty. Brakuje śmierci Kalmana i wyraźnego zakończenia odwołań do „Dworu”. Bez odejścia głównej postaci tej powieści trudno jest gwałtownie przestawić się na nowe tory i zrozumieć, dlaczego nagle dominanta z pozytywistycznego bohatera po-powstaniowej smuty przechodzi na Azriela - młodego, rzutkiego psychiatrę. Jeśli ktoś się akurat w tym pechowym momencie zamyśli - leży. Nie zrozumie o co chodzi. Sprawa niezwykle prosta: Jedna scena wyraźnego przejścia Kalmana do świata przodków i przerwa. Nic więcej.
Poza tym istotnym lecz łatwym do skorygowania mankamentem otrzymujemy spektakl piękny. Przemyślany, refleksyjny i cieszący oko. Scenografia autorstwa Dagmary Walkowicz - Goleśny to kamienne stoły, wyspy. Przywodzą na myśl architekturę starożytnych osad z czasów Starego Testamentu. Pięknie przypominają o tym, że bohaterowie „Dziedzictwa” Korzeniami swojej wiary i kultury sięgają środka Ziemi. Czasu, gdy wiara i kultura zaczynały się na dobre krystalizować. W takim środowisku poruszają się postaci wyjęte z kartek powieści Singera. Ubrane w dobrze projektowane kostiumy (Konrad Parol) rozpoczynają marsz ku wielkim zmianom, jakie czekają ich świat. A w drodze oświetlają ich ruchy prowadzone przez Katarzynę Łuszczyk reflektory. Plastyczności dodaje znakomita choreografia Jakuba Lewandowskiego.
To jest teatr na miarę 75 rocznicy działania Teatru Żydowskiego w Warszawie. Widowisko zrobione z rozmachem, brawurowo zagrane. Trafny też dobór tekstu. Czy coś bardziej pasuje do pokazania skomplikowanych relacji polsko-żydowskich, niż dylogia Singera? Pisarza, który wychłostał w obu tomach Polaków, Żydów. Skonfrontował możliwości i mankamenty obu kultur, mentalności narodów. Świetnie sprawę sprowadza do prostej konstatacji Hrabia Jampolski (Rafał Rutowicz), który po powrocie z Syberii mówi: Wy, Żydzi potraficie zamienić błoto w złoto. My, Polacy złoto w błoto. „Dziedzictwo” to bolesne, nie idące na łatwiznę rozliczenie wzajemnych zadr i ran. Przecież przejmowanie polskich majątków, skonfiskowanych po upadku Powstania Styczniowego, przez Żydów-dzierżawców w imieniu carskiej Rosji położyło się cieniem na wzajemnych stosunkach drugiej połowy XIX wieku. A Kalman sam, z własnej inicjatywy, sięga w porozumieniu z carskim czynownikiem po dobra Jampolskich. Rozwija i pomnaża majątek. Zawiera korzystne kontrakty. Krąży po carskiej prowincji w poszukiwaniu intratnych zamówień. Polacy tego nie zrobili. Nie umieli. Bo oni przecież bez Polski palcem w bucie kiwnąć nie umieją - zdaje się mówić Singer, portretując powolną metamorfozę i nieuchronny upadek Lucjana Jampolskiego. Czy jednak nie zbyt to wizja uproszczona? Grzęznący w mrzonkach i kłamstwach hrabiowski syn, ciągnący za sobą w przepaść żydowską córkę Kalmana. Miriam (Adrianna Kieś) jawi się jako osoba cywilizacyjnie prześcigająca o kilka długości upadającego polskiego szlachcica. Oszukana i zbrukana przez niego dochodzi swego kresu w odtrąceniu i chorobie. Bat Singera smaga teraz Kalmana i rodzinę Jakobich. Zamknięci w hermetycznym terrarium wiary i kultury usunęli Miriam ze swojego świata i pamięci. Skazali na niebyt, jak każdego kto zbrata się z Gojami. Ród Jakobich, jego środowisko, nie są w żadnym stopniu zainteresowane kontaktami z Polakami. Poza oczywiście relacjami handlowymi.
A Singer tnie batem coraz mocniej. Pod jego ciosami zaczyna pękać żydowskie terrarium. Świat Kalmana, oparty o proste prawdy objawione, przestaje być wystarczający. Umyka mu rozwój, postęp i coraz bardziej domagająca się wolności myśl. Czy ta fala zmian niesie Żydów w objęcia Polaków i na odwrót? Jest za późno. Przepaści po Powstaniu Styczniowym nie da się już zasypać. Kalman umierając zabiera ze sobą cienie dawnych rabinów. Opuszcza świat żywych razem z ich dobrem, sprawiedliwością, porządkiem rzeczy.
Scenę opanowuje Azriel (Daniel Czacza Antoniewicz) Młody, energiczny psychiatra nastawiony na badanie, poznanie i życie z wzrokiem wymierzonym przed siebie. To, co mija pozostaje przeszłością. W niej nie szuka ani wsparcia ani doradczej pomocy. Łamie zasady, depcze tradycję. Ubezwłasnowolniwszy żonę wpada w sidła romansu. Dzieje się coś, co w epoce Kalmana miejsca mieć nie mogło. Padają wiekowe tradycje i filary moralne. Czy rodzi się nowy świat, w którym Żydzi i Polacy wspólnie popchną kamienie losu? Przeciwnie. Kolejne pokolenie, dzieci Azriela, porzuca Polskę. Ziemię jawiącą się im jako dom krzywd i niesprawiedliwości. Ruszają w nieznane, szukać swojego miejsca w Palestynie. Azriel sam staje się epigonem. Jego argument o tym, że tam Turcy i Arabowie, a tu Polacy bo taki to już żydowski los od dwóch tysięcy lat - brzmi jak pogodzenie się z tradycyjnym porządkiem złego świata. Świata, w którym Żyd zawsze jest pół u siebie a pół nieproszonym gościem…
To jest jeden z lepszych, moim zdaniem, spektakli trwającego sezonu teatralnego. O swojej uwadze formalnej napisałem na początku i powtarzać się nie mam zamiaru. Bo nawet to nierówne sklejenie „Dworu” ze „Spuścizną” nie zmienia faktu, że oglądamy wspaniały, barwny teatr literacki najwyższej próby. Talarczyk stworzył na fundamentach powieści Singera widowisko trzymające w napięciu. Ciekawe i różnobarwne postaciami. Ogląda się je z prawdziwą przyjemnością.
Pozostaje jeszcze Jerzy Walczak. Aktor, któremu nie wypada nie poświęcić osobnego akapitu. W „Dziedzictwie” gra Kalmana (w dublurze z Robertem Talarczykiem). Jak zwykle, jak już wiele razy się łapałem, Walczak to perfekcjonista w budowaniu postaci. Opracowuje je pieczołowicie. Tworzy role niezapomniane. Taki jest Jego Kalman Jakobi. Pozostający wciąż w pewnym dystansie do pędzącego ku zmianom świata. Czyniący swoją ziemską powinność z pokorą i spokojem. Walczak unika akcentów zdaniowych. Mówi wolno, zdawać by się mogło beznamiętnie. Prosto i nie pozostawiając marginesu wątpliwości. Jego Kalman jest silny. Symboliczny. Każde pojawienie się tej postaci zapada w pamięć. To wielka przyjemność obejrzenia tak stworzonej aktorskiej kreacji. Pan Jerzy Walczak w tym roku obchodzi jubileusz 45 lecia pracy na scenie. Cały ten czas spędził w Teatrze Żydowskim. Kłaniam się z szacunkiem Mistrzu. I gratuluję z całego serca Glorii Artis, którą otrzymał Pan po drugim spektaklu premierowym „Dziedzictwa”. Cieszę się, że odbyło się to tak uroczyście i po tak świetnym, dzięki Panu, spektaklu.
Ktoś z Państwa chce zobaczyć teatr wielowątkowy, opowiadający nie baśń a historię? Jeśli są tacy, „Dziedzictwo” Teatru Żydowskiego w Warszawie w reżyserii Roberta Talarczyka spełni Państwa oczekiwania.
Reżyser
ROBERT TALARCZYK
Współautor scenariusza
ROBERT TALARCZYK
Współautor scenariusza
REMIGIUSZ GRZELA
Scenografia
DAGMARA WALKOWICZ-GOLEŚNY
Kostiumy
KONRAD PAROL
Wizualizacje
NATAN BERKOWICZ
Reżyseria świateł
KATARZYNA ŁUSZCZYK
Choreografia/ruch sceniczny
JAKUB LEWANDOWSKI
Muzyka
HADRIAN FILIP TABĘCKI
Asystentka reżysera
MONIKA SOSZKA
Asystentka kostiumografa
ALEKSANDRA LIPKA
OBSADA
EWA DĄBROWSKA
ADRIANNA DOROCIAK
ADRIANNA KIEŚ
MAŁGORZATA MAJEWSKA
SYLWIA NAJAH
JOANNA PRZYBYŁOWSKA
JOANNA RZĄCZYŃSKA
IZABELLA RZESZOWSKA
MONIKA SOSZKA
BARBARA SZELIGA
ALINA ŚWIDOWSKA
MALGORZATA TRYBALSKA
EWA TUCHOLSKA
LENA WICIAK
DANIEL „CZACZA” ANTONIEWICZ
MARCIN BŁASZAK
PIOTR CHOMIK
GENADY ISKHAKOV
HENRYK RAJFER
RAFAŁ RUTOWICZ
PIOTR SIERECKI
PIOTR SIWEK
ROBERT TALARCZYK
MATEUSZ TRZMIEL
JERZY WALCZAK
MAREK WĘGLARSKI
MACIEJ WINKLER
PIOTR WIDZNIOWSKI
GOŁDA TENCER - głos przeszłości
Muzyka do spektaklu w wykonaniu:
Mario Jeka – duduk, klarnet, klarnet basowy
Dawid Lubowicz – skrzypce
Piotr Maślanka – perkusja
kwartet smyczkowy Elbląskiej Orkiestry Kameralnej w składzie:
Anita Jarzębska – skrzypce
Beata Sienkiewicz – skrzypce
Michał Piwowarczyk – altowka
Mariusz Mruczek – wiolonczela
Hadrian Filip Tabęcki – instrumenty klawiszowe, aranżacja i produkcja muzyczna


Komentarze
Prześlij komentarz