Dom przerażający
W Teatrze Telewizji „Dzień listopadowy”. Opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego. Dlaczego pokazano to w paśmie teatralnym? Można dyskutować. Mamy tu plenery, realia. Nie ma sceny i dekoracji teatralnej. Jedno jest bezdyskusyjne. Tegoroczna adaptacja to widowisko wartościowe. Nie przepadam za telewizją w teatrze i teatrem w telewizji, ale odłożywszy na bok obejrzałem ten film prawdziwą przyjemnością. Nowelę filmową w zasadzie.
Olaf Lubaszenko na taką rolę chyba czekał. Jego Karol, złamany życiem i traumami rodzinnymi właściciel gospodarstwa agroturystycznego, urzeka wielowątkowością. W zasadzie gdyby Lubaszenko zabrał postać Karola, poszedł z nią do teatru i pokazał jako monodram - widzowie tkwiliby w hipnozie milczenia. To jest świetnie zagrane. Przemyślane. Prawdziwe. Przerażająco smutny człowiek, który żyjąc z przyzwyczajenia każdego dnia przekonuje się o bezmiarze własnych porażek. A zarazem byt ludzki, podejmujący próbę zmierzenia się ze swoimi traumami. Wyzwolenia? Na to jest pewnie za późno. Ale przynajmniej opowiedzenia o nich. Rozliczenia.
W mazurskim gospodarstwie agroturystycznym są jeszcze dwie osoby. Hanka (Julia Kijowska) i Kazik (Bartosz Gelner). Ich los, więź, jej gwałtowny upadek - to kolejne ciosy paradoksalnie zadawane Karolowi. Czy kocha Hankę? Cierpi widząc jej związek z Kazikiem? Nienawidzi tego ostatniego za wszystko. Za bycie żywym w domu, w którym trwanie na granicy śmierci należy do standardu. Karol trzyma się owego domu jak umierający żołnierz strzępka popękanej tarczy. Dom jego ojca. Kogoś, kto porzucając go w dzieciństwie zasiał w jego sercu ziarno wstydu. Piętno gorszego, odtrąconego. Dziecka, którego ojciec ponad miłość rodzicielską wybrał alkohol. Dlaczego zatem tak kurczowo trzyma się ojcowskiego domu? Czy zagubione w mazurskiej puszczy drewniane siedlisko to jego grób za życia? Azyl przed światem, który powoli zamienia się w sarkofag? Świetnie jest te pytania wyszukiwać w gestach, mimice, niedopowiedzeniach i pejzażowych ujęciach plenerowych, jakich sporo w „Dniu listopadowym” Kidawy-Błońskiego.
Do wybuchu potrzebny jest zapalnik. Impuls. W napięty świat trojga ludzi wkracza Ewa. Matka Karola. Pewna siebie, przebojowa, skupiona na sobie. Ona stanie się katalizatorem wszelkich reakcji jakie zajdą w ciągu feralnego listopadowego dnia. Dnia karolowych urodzin. Ewa Wiśniewska znakomita w roli niosącej ślad piękna, przemijającej teatralnej i filmowej gwiazdy. A zarazem człowieka okrutnego, patrzącego na świat okularem własnej korzyści. Nawet przyjazd jej bohaterki do syna nie jest jedynie wyrazem matczynej tęsknoty i chęci powinszowania jubilatowi. W „Dniu listopadowym” nic nie dzieje się przypadkowo i nic nie jest wolne od prób uzyskania korzyści kosztem innych. Przerażające studium chciwości, kłamstwa i ludzkiej bezwzględności. Przerażające a zarazem doskonałe. Bo ta nowela filmowa zapada głęboko w pamięć i przez swoją wielowątkowość na bardzo długo zajmuje myśli.
Karol nie może w tej rozgrywce odnieść zwycięstwa. Jego sukcesem jest samotność. W ostatniej chwili życia, na krotki moment osiąga przynajmniej spokój. Znika napięcie wraz z opuszczającymi dom postaciami. Ale ten nagły brak zależności, brak emocji okazuje się dla głównego bohatera barierą nie do pokonania. Odchodzi nie dotknąwszy nawet tortu. Tego najpiękniejszego symbolu urodzin. Nie pomyśli życzenia, nie zadba o jego spełnienie zdmuchując świeczki. Los przewrotnie zdmuchnął świeczkę jego życia.
„Dzień listopadowy” jest naszpikowany symbolami. Każdy rekwizyt ma tu swoje znaczenie i analizować je można w nieskończoność. Tranzystorowe radio, które wydawać by się mogło, spełnia swoją rolę i dokonuje żywota w pierwszej scenie noweli, powraca niespodziewanie w jej połowie i okazuje się niezmiernie ważnym elementem fabularnej układanki. Wyszczerbiony kubek, w którym Karol podaje matce kawę staje się zarzewiem próby sił dwóch biegunowo różnych osobowości. Mądrze to zostało zaplanowane, przemyślane i dostarczone nam, widzom.
Podkreślam jeszcze raz: To nowela filmowa. Nie teatr. I w pewnym sensie mam żal do twórców „Dnia listopadowego”. Zapewne można było pokusić się o bardziej „teatralne” ujęcie tej historii. Ale z drugiej strony efekt ich rozgrzesza. Widowisko kompletne od początku do końca.
Autor
Jarosław Iwaszkiewicz
Adaptacja
Alicja Reglewicz
Reżyseria
Jan Kidawa-Błoński
Scenografia
Joanna Białousz
Kostiumy
Krzysztof Łoszewski
Zdjęcia
Łukasz Gutt
Obsada
Ewa Wiśniewska
Olaf Lubaszenko
Julia Kijowska
Bartosz Gelner


Komentarze
Prześlij komentarz