Ciężki dom
Odkurzam spektakle, które mi umykały. Z tym miałem pecha. Kiedy chciałem, nie miałem czasu. Potem miałem czas, a przedstawienie odwołano. Ale co się odwlecze… to lepiej smakuje. Wreszcie trafiłem do warszawskiego Teatru Powszechnego na „Co gryzie Gilberta Grape’a” w reżyserii Karoliny Kowalczyk.
Film na podstawie powieści Petera Hedgesa, do którego on sam zresztą napisał scenariusz, eksponował wątek uczucia Gilberta do tajemniczej Becky, która pojawiła się przypadkiem w miasteczku Endora. Karolina Kowalczyk z tego wątku rezygnuje. Skupia się na relacjach rodzinnych, łączących czworo rodzeństwa i matkę. Uzyskuje dzięki temu bardzo ciekawy efekt. Nie wiem nawet, czy nie ciekawszy od literackiego i filmowego pierwowzoru. Znikła, w pewnym sensie można tak napisać, zmienna zaciemniająca. Pozostało czyste, nieskażone zewnętrznymi okolicznościami, piekło. Zamknięte w trzeszczącym, przegniłym domu, który grożąc zawaleniem jest równie poraniony, jak każdy z Grape’ów. Znikła Becky, która była dla Gilberta rodzajem odskoczni.
Znowu zacznę od scenografii. Często mi się to zdarza. Ale jestem zdania, że ona w teatrze jest najważniejsza. Nawet najbardziej uboga w środki, pozornie nieobecna - jest machiną uruchamiającą u widzów wyobraźnię. To dzięki pracom plastyków, zabudowujących przestrzenie sceniczne, wchodzimy w świat bohaterów spektakli. Podróżujemy wraz z nimi przez ścieżki fabuły. W przedstawieniu Teatru Powszechnego dom, stanowiący miejsce akcji, wymyślił Bartłomiej Dominik Bonawentura Kruk. W punkt. Ten drewniany stelaż, na którym opierają się oddzielone schodami platformy. Wiszące w rogach sceny, kołyszące się belki - tak. Wchodzimy do środka domu. A tam? Co czeka nas w mateczniku Grape’ów?
Ich świat krąży wokół rodzinnych tragedii. Te ich kształtują, scalają. Tworzą więź, która trzyma rodzinę pod jednym dachem jak swoisty mit założycielski. Samobójstwo ojca który powiesił się na jednej z belek, wspierających grożące zawaleniem pod ciężarem matki pierwsze piętro. I Arnie (Daniel Krajewski). Ten, który jest jednocześnie spoiwem i materiałem wybuchowym, zdolnym rwać wszystko, co łączy pozostałą trójkę rodzeństwa. Niepełnosprawny intelektualnie Arnie.
Gilbert (Andrzej Kłak) miota się w stworzonym przez siebie systemie wartości. Stara się chronić rodzinną więź za wszelką cenę. Ale jego pomysł na świat nie jest sprawiedliwy. Nie jest oparty o stabilne reguły. Chwieje się wraz z kolejnymi zwrotami akcji. Wreszcie pęka. W przejmującej scenie przemocy Gilberta wobec Arniego wyraża się cała ludzka bezradność. Braku sił, brak sprawiedliwości i brak spokoju. Bo jak pogodzić się z losem? Jak przestać myśleć o tym co czeka niepełnosprawnego, niezdolnego do samodzielności brata? Jak odszukać w tej zależności swoje miejsce. Gilbert niesie na barkach ciężar odpowiedzialności za siebie, rodzeństwo, matkę. A także za śmierć ojca. Bo i z tym wydarzeniem łączy się epizod z jego życia. Karolinie Kowalskiej udało się wypreparować, oczyścić i świetnie pokazać istotę dramatu Gilberta. Splot okoliczności, które stworzyły ściany jego więzienia. Tak. Ta wersja „Co gryzie…” przemawia do mnie znacznie lepiej, niż filmowa.
Życie w matni poczucia winy. Stałe, codzienne udawanie i odgrywanie ról, mających budować fikcję poczucia bezpieczeństwa. Stabilności i beztroski na potrzeby jednej, pokrzywdzonej przez los osoby. Koszt? Troje rodzeństwa spychające swoje życiowe sprawy na margines. Centrum wypełnia opieka. Rodzina Grape’ów toczy swoją egzystencję niczym wielki, kaleczący ostrymi załamaniami, ciężki kamień. Prawie nie ma w tym spektaklu uśmiechu. Jest siła, która rodzi się niewiadomo skąd. Siła rodziny dotkniętej tragedią.
Czy Grape’owie wygrywają? W finale tracą cały swój dobytek. Dom płonie. Znakomitym zwieńczeniem spektaklu jest wyprawa Matki (doskonała rola Michała Jarmickiego) na posterunek policji aby uwolnić Arniego. I dalszy jej ciąg. Matka podejmująca decyzję o unicestwieniu gniazda rodzinnego. Płonie. Czy w tym ogniu giną wszelkie zła, które gromadziły się wokół Graoe’ów? Następuje symboliczne oczyszczenie i wyzwolenie z fatum domostwa, w którym popełnił samobójstwo ojciec czworga rodzeństwa? Pozostajemy z tymi pytaniami we własnych głowach. Grape’owie siadają na pomoście obok płonących ścian. Silni. Piekielnie silni swoją jednością. Poniosą ją w świat. Ona poniekąd staje się ich wyzwoleniem. Mając siebie nawzajem - mają przecież wszystko.
„Co gryzie Gilberta Grape’a” w reżyserii Karoliny Kowalczyk na Małej Scenie warszawskiego Teatru Powszechnego. Spektakl wieloznaczny, wielowątkowy. Wart uwagi w każdej swojej minucie.
obsada
Aleksandra Bożek
Michał Jarmicki
Andrzej Kłak
Daniel Krajewski
Natalia Lange
twórcy
reżyseria – Karolina Kowalczyk
adaptacja – Natalia Królak i Karolina Kowalczyk
dramaturgia – Natalia Królak
scenografia i kostiumy – Bartłomiej Dominik Bonawentura Kruk
rzeźby – Julia Tymańska
muzyka – Jakub Buchner
superwizja procesu – Izabela Fornalik
warsztat nt. godności osób z niepełnosprawnościami – Katarzyna Żeglicka
konsultacje ds. grubancypacji – Natalia Skoczylas
feedback ze strony Akademii Teatralnej – Wojciech Ziemilski
inspicjentka - Sandra Milošević
głosy z offu – Barbara Wysocka (prezenterka wiadomości), Mateusz Łasowski (policjant)


Komentarze
Prześlij komentarz