Świat, który boląc fascynuje
Tu nie ma spójnej linii czasu, wyraźnego miejsca akcji. Przeskakujemy, jak impulsy elektryczne, w głowie Piotra Kuryluka - głównego bohatera „Feluniego” w reżyserii Ewy Platt na scenie Teatru Żydowskiego. Głowie, która zapada się w otchłań narastającej choroby psychicznej. Wciągając na jej orbitę dwie najbliższe mu osoby - siostrę i matkę. To spektakl o odchodzeniu, godności i miłości. Ta ostatnia jest ukryta w najsubtelniejszy sposób.
Zazdroszczę Ewie Platt jej świata. Jest opancerzony brutalnością, pozornym brakiem czułości. Grubiaństwem i bezdusznością. Aktorzy, wcielając się w postaci jej przedstawień, stają się strażnikami tego świata. A on kryje się głęboko, rozwija pod ochronnymi skorupami. Jest delikatny, wrażliwy. Trudny do uchwycenia, bo bardzo subtelny. W „Felunim” trzeba uważnie obserwować interakcje między postaciami na scenie, aby znaleźć klucz do tego świata. Jeśli się go znajdzie - spektakl oczarowuje. Jeśli nie - zostaje się w chropawej warstwie wierzchniej.
Zmienia się dominanta, aktorzy po kolei pełnią jej rolę na scenie. Mija-Matka (Ernestyna Winnicka) pogrążając się w cieniu demencji i zapomnienia wydobywa na światło cienie dawnych sytuacji. Wspomina chaotycznie, pozornie bez logiki. Skacze po zdarzeniach minionych, mieszając je z teraźniejszymi. Traci siły i przywództwo w rodzinnym trójkącie. Wspaniale pokazany jest ten proces. Odarty z romantycznego patosu sztafety pokoleń, a zarazem godny. Pełen oddania i zrozumienia. Miłości? Tak, ale bardziej zmęczenia tym, co nadchodzi powoli, zbyt wolno a zarazem postępuje nieuchronnie. Bo przecież Mija zaczyna taniec w objęciach śmierci. Dominującą rolę przejmuje od niej Ewa (Małgorzata Trybalska) i jej „rządy” w trójkącie są pokoleniowo inne. Znika nadopiekuńczość, matczyne ciepło. Pojawia się współczesność. Motywacyjne wsparcie, partnerski dialog. Może zależność? Nadal pozostaje nić, łącząca rodzeństwo. Nadal ona-Kangur, jak nazywał siostrę w dzieciństwie - stanowi dla brata bezpieczną przystań. Piotr (Jerzy Walczak) mija na naszych oczach. Pożera go postępująca choroba. Jego dziecinnie piękna osobowość zaczyna szarzeć, jak mur zamykającej scenę ściany. Prośba o Eutanazję. Na tym murze pojawia się Piotra wołanie do świata. Układ przypadkowych linii nakreślonych węglem, które symbolizować mają najprostsze i najcenniejsze wspomnienie - dom, spokój. Normalność. Tą, która już nie jest mu dana. Pogłębia się choroba, zatraca więź z rzeczywistością. Piotr trafia do zakładu zamkniętego, a Jerzy Walczak serwuje aktorski popis. Zmienia postaci jedną za drugą. Jest ordynatorem szpitala, opiekunką, lekarką. Teraz on dominuje na scenie. Pokazać cierpienie człowieka zamkniętego w klatce własnych myśli - pozornie zadanie znane teatrowi od wieków i proste. Pozornie. Bo potrzeba wielkiej wrażliwości i delikatności, aby się w takiej roli odnaleźć. Walczak fascynuje. Przykuwa uwagę. Aż do wzruszająco wstrząsającej finałowej recytacji. Wiersz Juliana Tuwima, który nabiera tu niesamowitego, zupełnie innego niż potoczne jego odczytanie, znaczenia. Słoń Trąbalski staje się postacią na wskroś tragiczną. Jak tracący pamięć, znikający w szarości demencji człowiek.
Znakomicie oddana jest pajęczyna relacji łączących troje ludzi - matkę, córkę i syna. Emocji, budowanych na bazie wspólnych, wieloletnich przeżyć Polaków? Niemców? Żydów? Ślązaków? Ludzi. Arcy ciekawych ludzi. "Feluni" mówi do nas ponad czasowo, ponadnarodowo. Mówi językiem najprostszym i zarazem najtrudniejszym. Cierpienia, miłości, znużenia i zmęczenia. Takim, jakim mówi się wtedy, gdy zaczyna brakować nadziei.
Pisałem już o głęboko ukrytym świecie Ewy Platt. Ona czaruje nadając, pozornie na wskroś poznanym artefaktom, nowych znaczeń. Umieszcza je w nim. Wyciąga nowy blask. Jej teatr to moim zdaniem najciekawsze zjawisko ostatnich lat na polskich scenach. „Feluni” w Teatrze Żydowskim. Dla widzów uważnych, wrażliwych i umiejących zaglądać pod skorupę. Dla szukających teatru najwyższego intelektualnie poziomu.
P. S. Mój wywiad z Ewą Platt jest dostępny na Youtube i Spotify w kanałach TeatrVaria Wywiad. Link na głównej stronie bloga w menu.
Twórcy
Reżyseria, Scenariusz, Reżyseria światła
EWA PLATT
Scenografia, Kostiumy, Reżyseria światła
KAJETAN KARKUCIŃSKI
Muzyka
KAMIL BIAŁASZEK
Inspicjentka
MONIKA SOSZKA
Obsada
ERNESTYNA WINNICKA
MAŁGORZATA TRYBALSKA
JERZY WALCZAK
Komentarze
Prześlij komentarz