Było „Wesele”

Na to „Wesele” biegłem jak na skrzydłach. Reżyseruje Maja Kleczewska, spektakl Teatru im. Juliusza Słowackiego z Krakowa. Przecież to ten sam „Słowak” i ta sama reżyserka, dzięki którym zobaczyłem jedno z najlepszych widowisk teatralnych, jakie kiedykolwiek widziałem. Wielkie „Dziady”, które stały się legendą od pierwszego praktycznie dnia na scenie.


Cóż. Nie ukryję tego, zatem napiszę od razu. Czuję niedosyt. Tekst Stanisława Wyspiańskiego jest równie genialny, wieloznaczny, przesycony symbolami, co mickiewiczowski. Ale tego na scenie nie dostrzegłem. Owszem. To jest bardzo dobry spektakl. Posuwamy się w takt kart zapisanych przez Autora, zachwycamy barwnym widowiskiem pierwszej części. Jednak nie ma tej magicznej, pozwalającej na swobodę myśli, podróży. Poza tym, skoro już wywalam szuflę dziegciu, nie rozumiem dlaczego spektakl Kleczewskiej trwa dwie godziny i czterdzieści minut bez przerwy? Skoro odchodzimy od trzyaktowej struktury utworu, jaką przyjął Wyspiański? Jest w „Weselu” z Krakowa wyraźną cezura. Można zrobić przerwę po oczepinach, a akt drugi zacząć od tańca Chochoła. 


I tu koniec narzekań. Część symboliczno-wizyjna wyszła znacznie lepiej. Chochoł w tym spektaklu jest genialny. Kaya Kołodziejczyk stworzyła kreację swoim tańcem. Pierwszy już jest poruszający. Wspaniały. Miałem w zanadrzu mnóstwo komplementów dla Artystki i Reżyserki za pomysł na tę scenę. Ale trzeba z tym poczekać na finał. Chochoł tańczący przed Jaśkiem. To jest dopiero fenomenalny moment. Sugestywne, transowe wręcz ruchy. Przerażająca krew i słoma, której jest dokładnie tyle, aby poczuć symbolikę tego Chochoła. 


Odkładam na bok standardowe zachwyty nad kostiumami, tańcem, kolorami i kolorytami. To oczywiście. Bez tych elementów „Wesele” przecież nie istnieje. Kolorowy świat odświętnej wsi, który wciąga szare krakowskie mieszczaństwo, a potem wypluwa skacowane w zimny i także szary poranek - to jeden z zamysłów Autora. Tu, w spektaklu Kleczewskiej, moim zdaniem, niewykorzystany. Ale czy to nie świadomy zabieg? Rozbudowanie sceny porannej zapewne spowodowałoby, że wszystko trwałoby co najmniej trzy godziny. 


Gdyby nie Juliusz Chrząstowski w roli Gospodarza, byłoby to zupełnie normalne „Wesele”. Takie, jakich zobaczyć było i można nadal w Polsce zapewne sporo. Na które można zabrać uczniów a potem katować ich rozprawkami na polskim. Chrząstowski stawia ten spektakl na nogi. Druga część inscenizacji, ta w której scenę powinny opanować duchy i wizje - należy wyłącznie do niego. Fantastycznie zagrał rozmowę z Wernyhorą, nota bene kompletnie nie rozumiem dlaczego jest kobietą i dlaczego śpiewa ukraińską dumkę. Tak. Wiem kim Wernyhora był. Ale po co takie fiku miku? Juliusz Chrząstowski jest w swojej postaci absolutnie genialny. Wyłowił z  Gospodarza wszystko, co się dało. Oportunizm, asekurantyzm, Polaka w każdym calu. Wielkie brawa i powiem, że owacja na stojąco po spektaklu w moim wykonaniu była skierowana w zasadzie tylko do jednego Aktora. Pozostali zrobili to, co do nich należało. Nie mam im za złe, że postaci które grali znajdowałem jako jednowymiarowe. Takie było zapewne reżyserskie założenie. Nie zabrzmiały mi w głowie także widma, które zaludniają drugą część „Wesela”. Były. Fakt. Prowadziły rozmowy z żyjącymi. Istotnie. Ale co z tego wynikło? Moim zdaniem niewiele. Za mało w każdym razie. Nawet talent Andrzeja Grabowskiego i jego Hetman, wprawdzie przykuwający uwagę, ale utonął w mgle weselnej. 


Mam jeszcze uwagę do Organizatorów 45 Warszawskich Spotkań Teatralnych. Już pierwszy spektakl, czyli „Dzieje grzechy” na Malej Scenie Teatru Dramatycznego wywołał niedosyt Widzów, zajmujących rzędy dalsze niż czwarty. Było podobno marnie słychać. Tu - siedziałem w ósmym - gdyby nie dobra znajomość dramatu Wyspiańskiego - nie miałbym szans na zrozumienie co dzieje się na scenie. Mówiąc oględnie akustyka to zbrodnia na „Weselu”.


Tym kryminalnym akcentem pozwolę sobie zakończyć.  


autor: Stanisław Wyspiański
reżyseria: Maja Kleczewska
dramaturgia: Grzegorz Niziołek
scenografia: Małgorzata Szczęśniak
kostiumy: Konrad Parol
choreografia: Kaya Kołodziejczyk
muzyka: Cezary Duchnowski
światła i multimedia: Wojciech Puś
współpraca scenograficzna: Marcin Chlanda
asystentka kostiumografa: Emilia Sarga
asystenci reżyserki: Ludmiła Dziasek, Łukasz Groszkiewicz, Piotr Sędkowski
inspicjent: Bartłomiej Oskarbski
producent: Bartosz Jelonek


obsada:

Mateusz Bieryt, Martyna Krzysztofik, Juliusz Chrząstowski (gościnnie), Marta Waldera, Dorota Godzic, Tomasz Augustynowicz, Wojciech Skibiński, Jerzy Światłoń, Antoni Sztaba/Adam Wietrzyński, Wojciech Dolatowski, Mateusz Janicki, Rafał Szumera, Tomasz Międzik, Sławomir Rokita, Karolina Kazoń/Agnieszka Judycka, Lidia Bogaczówna, Julia Latosińska/Agnieszka Kościelniak, Alina Szczegielniak, Marcin Kalisz, Natalia Strzelecka, Anna Tomaszewska/Marta Konarska, Karolina Kamińska, Daniel Malchar, Tadeusz Zięba, Dominika Bednarczyk/Agnieszka Przepiórska, Bożena Adamek, Kaya Kołodziejczyk, Adam Wietrzyński/Marcin Sianko, Krzysztof Głuchowski/Rafał Dziwisz, Andrzej Grabowski/Rafał Dziwisz, Tomasz Wysocki, Anna Syrbu, Antoni Milancej, Marta Konarska
statyści: Jonatan Maciejowski, Jakub Polaszek, Stanisław Saba, Michał Ślizgi, Jakub Woźniak






Komentarze

Popularne posty