2030 po raz ostatni...
Wszystko kiedyś się kończy. Spektakle znikają z teatralnych repertuarów, pozostawiając po sobie oprawione w ramki plakaty które kiedyś cieszyły oko przechodniów i zamieniały ich w widzów. Lubię te ostatnie spektakle. Ma się wtedy poczucie czegoś wyjątkowego. Wzruszenie ogarnia aktorów, pojawiają się reżyserowie. Jest teatralne święto, zielony spektakl. W TR Warszawa właśnie tak było, bo ostatni raz zagrano „2030” w reżyserii Michała Buszewicza.
To znakomita okazja do nostalgicznej refleksji. Przecież „2030” jest właśnie o przemijaniu. Dorastaniu, nieuchronności upływu czasu. O tym, jak gdy dojrzewamy zmieniając się, zmieniają się nasze życiowe priorytety. Czy jesteśmy w stanie utrzymać dawne przyjaźnie? Te najważniejsze, na śmierć i życie z klasy maturalnej? Pieczętowane psem na ławce w Skaryszaku, albo oparciem głowy o głowę w letniej nadwiślańskiej nocy. Wtedy, gdy wszystko jest idealne, nawet temperatura powietrza. Czy będą realizować się nastoletnie marzenia? „2030” był/jest spektaklem przepięknym. Pokoleniowym, można powiedzieć. Tak. To nie jest nadużycie. Pokolenie może mieć kilka swoich spektakli. Oczywiście nic nie zagraża „Hamletowi” Jana Englerta, który bez wątpienia jest ikoną pokolenia obecnych 18-25 latków. Ale Buszewicz i grupa bardzo młodych Artystów mówiła że sceny TR Warszawa rzeczy interesujące. I mówiła je językiem do obecnych nastolatków znakomicie trafiającym.
Wypełnili szczelnie widownię. Poza nimi było ledwie kilkoro widzów w wieku, proszę litościwie się nie śmiać, trzydzieści plus. Wpatrzeni w scenę. Doskonale rozumiejący dylematy bohaterów. Zasłuchani. Kilka razy wybuchający krótkim, porozumiewawczym śmiechem. Bo wreszcie ktoś mówił do nich o ich sprawach ich językiem. Zbudowała się nie nić a lina, łącząca widzów z aktorami. Rzadko doświadczane w teatrze aż takie przeżycie. Zazwyczaj jest jakaś ściema. Zgred wyobraża sobie, ze umie w młodzież. Wychodzi chała i wieje sztucznością. Tu klocek klinknął o inny klocek. Powstał spektakl dla określonej grupy widzów. Tych, do których teatr, mam wrażenie, rzadko - za rzadko mówi aż tak osobistym przekazem.
Bardzo młodzi ludzie. Tak można tych aktorów określić. Kim będą w świecie, w który właśnie wkraczają? Jakie są ich lęki, radości? Co zostanie z tego w nurcie upływającego czasu? Czy zbudowany w Ogrodzie Saskim szałas przez Tymona i kolegów jest budowlą wieczną tak, jak zakładali? Wiatr rozwiewa trawę, mech schnie i rozpada się w pył. Ale wciąż jest drzewo, o które szałas się opierał i jest linka, na której umocowali jego dach. Wciąż się to wszystko pamięta. Tylko ten kuzyn, który z dziecka stał się wyrostkiem już ie chce przyjść do Saskiego i odbudować to, co czas postanowił zagarnąć. Jest i pies, który dziwnym zbiegiem okoliczności zaczął uczulać wszystkich domowników i pewnego dnia sam postanowił odejść. Wraca w marzeniach, które mieszają się ze wspomnieniami. Jest Kosmos. W skafandrze, odporna na zmiany atmosferyczne krucha dziewczynka, której nigdy nie udało się powiedzieć swojego zdania - rysuje na niebie gimnastyczną wstążką swój list rozbitka w butelce. Czy ktoś kiedyś nie chciał rzucić wszystkim o wszystko i po prostu krzyknąć: KURWA MAĆ? Właśnie to pisze na niebie ta dziewczynka. Takie są ich historie. te, które opowiadają a Buszewicz zbiera, pieczołowicie składa i podaje w formie teatralnej.
A potem siadają na brzegu sceny, jak na murku przed szkołą. Jest już ów rok 2030. Mówią o tym, w których miejscach swoich życiowych podróży są. Jak sobie siebie wyobrażają. Dla nich pięć lat to epoka. Jedna czwarta obecnego czasu, jaki spędzili na Ziemi. Marzą i konfrontują te marzenia z rzeczywistością. Nadal trzymają się razem. Dbają o to, choć widzą się rzadko, dziwią ich nowe oblicza, nieuchronny znak czasu. Starzeją się, bo już nie dorastają. Weszli w ten wiek, kiedy człowiek może się tylko starzeć.
Powstał przepiękny, wzruszający i delikatny spektakl. Buszewiczowi udało się znaleźć ścieżkę dostępu do tego pokolenia. Zrobił z nich zespół znakomitych aktorów. Szkoda, że „2030” przechodzi do historii. ale doskonale to rozumiem. Przecież czas płynie. Musi. A my musimy iść dalej, każdy własną ścieżką. Inaczej byliby w swoich rolach coraz bardziej nieprawdziwi. Zamieniliby się w karykatury maturzystów. Dzidzie - pierniki rozpaczliwie starające się zatrzymać mijające dni. Słusznie, że „2030” odejdzie razem z nimi. Zmiana aktorów w tym przypadku w ogóle nie wchodziłaby w grę. Byłaby zbrodniczym nadużyciem zaufania.
A potem były kwiaty, owacja na stojąco. Dyrektorka TR Warszawa, Anna Rochowska, obdarowała wszystkich Twórców spektaklu wyjątkowym prezentem: Każdy dostał kalendarz na… rok 2030. Piękny gest i piękne zakończenie przygody na warszawskiej scenie. Czas na następne takie projekty.
Obsada
Dima Aleksiejew
Tymoteusz Bereza
Maja Dębniak
Maria Godlewska
Ada Grodzka
Malwina Lasowy-Cibor
Antonina Marcyniak
Tetiana Nestroina
Aleksandra Radkowska
Małgorzata Sobieraj
Kacper Zakrzewski
Marek Zieliński
Twórcy i Twórczynie
scenariusz, dramaturgia i reżyseria: Michał Buszewicz
scenografia/kostiumy/wideo: Michał Dobrucki
muzyka: Aleksandra Gryka
choreografia: Katarzyna Sikora
reżyser światła: Jędrzej Jęcikowski
pedagog teatru: Michał Domański, Piotr Piotrowicz
asystentura dramaturgiczna: Marta Szlasa-Rokicka
asystent reżysera: Wojciech Sobolewski
inspicjent: Piotr Piotrowicz
kierowniczka produkcji: Aleksandra Szklarczyk
asystentka kostiumografa: Maria Godlewska
W scenariuszu wykorzystano wiersz Marka Zielińskiego.



Komentarze
Prześlij komentarz