Wyobraź sobie spektakl…

„Imagine” w reżyserii Krystiana Lupy na scenie Teatru Powszechnego (widowisko to koprodukcja warszawskiego Powszechnego i Powszechnego łódzkiego) to spektakl, który ma dwa oblicza. Przyznam, że szedłem z mieszanymi uczuciami. Hołduję zasadzie, że jeśli reżyser nie potrafi opowiedzieć historii w maksimum dwie godziny z jedną przerwą, to prawdopodobnie nie potrafi jej opowiedzieć wcale. I „Imagine” mojego zdania nie zmienił. Tak, wiem. Podnoszę rękę na sacrum. To przecież tekst i reżyseria Krystiana Lupy. Ale - pięć godzin i dwadzieścia minut???


Akt pierwszy jest genialny, moim zdaniem. Nie wyciąłbym z tych prawie stu pięćdziesięciu minut ani jednej kropki, przecinka, czy wykrzyknika. Ogląda się to znakomicie. Jest dynamiczne, czytelne i inteligentnie symboliczne. Antonin wzywa swoich dawnych znajomych, w młodości wyznawców poetyki Lennona na spotkanie. Są jak uczniowie, którzy rozpierzchli się po śmierci Chrystusa. Można ich zjazd u Antonina porównać z zebraniem apostołów ósmego dnia po ukrzyżowaniu. Czyli wtedy, gdy między nimi był niewierny Tomasz. Chrystus zstępując do nich pozwolił Tomaszowi dotknąć swoich ran i wygłosił słynne: Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli. Tu jest Lennon i komisyjne dotykanie otworów po kulach. Wiem. W chłodnym opisie trąci jarmarkiem, ale zaręczam, że jest zrobione ze smakiem i w rozsądny sposób. Lennonowscy apostołowie raczą się zamiast Eucharystii dropsami LSD. Po to, aby wrócił ich czas. Szukają odpowiedzi na postawione przez Antonina pytanie: Co s…, czyli co popsuli.? Dlaczego świat, który według wizji „Imagine” miał być miejscem miłości człowieka do człowieka żyjącego bez wojen i granic, jest tym czym jest. Gdzie zatracili siłę swoich ideałów? Znakomicie się to ogląda, postaci są wyraziste, dialog wartki. Mam wrażenie, że podobne pytania może postawić sobie każde pokolenie. Nasz ziemski byt to przecież cykl następujących po sobie stanów emocjonalnych. Wszyscy żeglowaliśmy do Kolchidy, wyrywaliśmy murom zęby krat, a potem kwiaty nam z koszul spadały. 


Doskonale jest to zagrane. Michał Czachor w roli Lucy świetny. Zdystansowany, gdy trzeba, domykający kolejne sytuacje tak, jak wymaga tego spektakl. Grzegorz Artman jako Antonin I i jego alter ego Antonin II - w tej roli Andrzej Kłak - zjawiskowi. Na tyle misjonarscy, na ile potrzeba i na tyle niepokojąco diaboliczni, aby mieć świadomość, że rozmawiamy o Lennonie a nie Chrystusie i o śmierci z roku 1980 a nie tej 1980 lat wcześniejszej. Dużo nagości. Moim zdaniem za dużo. Lubię w teatrze postawić sobie pytanie: Po co? I lubię, gdy jest na nie konkretna, logiczna odpowiedź. Tu jej nie znajdowałem i w pewnym sensie to mnie niepokoiło. Może budziło nieufność? Jednak znakomita, dynamicznie opowiedziana historia uśpiła moją czujność. Przed prawie pół godziny przerwy krążyłem, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, Tak mocne wrażenie zrobił na mnie pierwszy akt „Imagine”, z taką ciekawością czekałem na drugi. I…


Drugi akt to kompletna katastrofa. Zaczyna się jeszcze w miarę interesująco, kusi wizją brawurowego łączenia świata filmu i teatru oraz wyniesieniem Antonina na współczesną pustynię. Pozory. Spędzamy ponad dwie godziny, wsłuchując się w rozważania egzystencjalne na poziomie słynnej, radzieckiej piosenki pust' wsiegda budiet sołnce. To jest po prostu - moim zdaniem - bełkot, na dodatek nieaktualny. Oto w pewnym momencie Antonin wymienia władców współczesnego świata. Są nimi Trump, Putin i... Kaczyński! Skoro Lupa dostrzegł zmianę władzy w Białym Domu, to skąd u licha ten Kaczyński? O ile się orientuję od grudnia 2023 roku na czele polskiego rządu stoi Donald Tusk. I to on, razem ze swoją ekipą - co szczerze popieram - zamierza zwiększyć wydatki Ań obronność do poziomu 5 proc. PKB. Zresztą całe te dziecinne rozważania o tym, jak to zło opanowało świat i więzi ludzkość są kulawe. Szanowni Państwo Twórcy: To nie wszystkożerny Mięsostwór wymachuje bombą atomową. Wymachuje nią człowiek. Ludzie obracają się przeciwko ludziom. Nie jest tak, że człek bez skazy może stanąć, powiedzieć NIE i  szast-prast będzie świetnie. Naiwne to, podobnie jak piękny acz utopijny tekst "Imagine" Lennona. Komizmu sytuacyjnego dodaje fakt, że w marcu 2025 roku, gdy spektakl powraca na scenę warszawskiego Teatru Powszechnego, bombami atomowymi wymachują Emmanuel Macron i Andrzej Duda. To o nich obecnie rozpisują się media w kontekście parasola atomowego. 


Miałem wrażenie, że Krystian Lupa podpisał jakiś tajemniczy kontrakt i za sztukę ma płacone z metra. Pięć godzin i dwadzieścia minut to nie w kij dmuchał, zważywszy że foteliki w Powszechnym są wygodne, ale każdy mebel ma swoje ograniczenia. Sceny ostatnie „Imagine” pozostają kompletnie absurdalne. Mam na myśli opalanie się przez pięć minut topless aktorek z wyświetlonym nad głowami stoperem - jaki sens to ma poza dołożeniem pięciu minut do czasu spektaklu? Toż to Mount Everest banału i straty czasu. Do tego irytująco naiwna, irytująco długa oraz irytująco zbędna, moim zdaniem, scena w domu obłąkanych z fatalnym, infantylnym monologiem. Tak. Świat oszalał. Wiem. I co z tego? Przecież się nie powieszę. 


Kiedy dodamy, aby uzupełnić obraz drugiego aktu, to ze pojawiają się w nim kosmici, zabawna krzyżówka Napoleona z piratem Jackiem Sparrowem oraz seria bezsensownego ubierania i rozbierania do naga wszystkich aktorów, którzy łopoczą swoimi intymnymi częściami ciała - mamy ostateczną wizję scenicznego Waterloo. Krystian Lupa zaatakował i wpadł w wilcze doły. Intelektualne doły, moim zdaniem. Przez chwilę myślałem: Może Lupa pokazuje te bezeceństwa, aby uzmysłowić nam naiwność myślenia i groteskowość działania człowieka Zachodu Anno Domini 2022? OK, to mógłby być jakiś trop. Ale dlaczego w takim razie katuje tym biednych Widzów przez ponad dwie godziny?


Premiera „Imagine” miała miejsce 23 kwietnia 2022 roku. Dwa miesiące po napaści Rosji na Ukrainę. Mało czasu. bardzo mało. A mam wrażenie, że ów drugi akt miał być artystycznym krzykiem protestu przeciwko tej zbójeckiej wojnie. Może warto było poczekać? Przemyśleć? Minęły trzy lata. Całość brzmi teraz po prostu niepoważnie. Aktorzy starają się jak mogą. Z emfazą wygłaszają pompatyczno-metafizyczne frazy. Tworzą bicze z piasku, akty strzeliste, które rozlatują się jak domki z kart. Rozumiem, że Krystian Lupa, w słusznym uniesieniu, chwycił za pióro i rzucił na papier - jak serie z karabinu maszynowego - swoje zdania w obronie świętej wolności, braterstwa i zbrukanego człowieczeństwa. Nie mam mu tego za złe. Ale to, że jak już rzucił, to nie podniósł i nie przemyślał - już mam.


Reasumując: Pierwszy akt „Imagine” to sztuka najwyższej próby. Popis reżyserski, literacki, aktorski, scenograficzny. Popis pod każdym względem. I na tym poprzestanę. 


obsada

Karolina Adamczyk - Janis

Grzegorz Artman - Antonin 1

Michał Czachor - Lucy, ∞

Anna Ilczuk - Susan, 7

Andrzej Kłak - Antonin 2

Michał Lacheta (Teatr Powszechny w Łodzi) - Michael, John Lennon

Mateusz Łasowski - Mat

Karina Seweryn - Carin

Piotr Skiba (gościnnie) - AA

Ewa Skibińska - Marieliv

Julian Świeżewski - Tim

Marta Zięba (gościnnie) Patti, Antonina


twórczynie i twórcy

reżyseria – Krystian Lupa

scenariusz – Krystian Lupa & kreacja zbiorowa aktorów

scenografia – Krystian Lupa

muzyka – Bogumił Misala

kostiumy – Piotr Skiba

kierowniczka produkcji – Michalina Dement-Żemła/Karolina Pawłoś

wideo – Joanna Kakitek, Natan Berkowicz

asystent reżysera, współpraca dramaturgiczna – Dawid Kot

asystent reżysera – Jan Kamiński

współpraca kostiumograficzna - Aleksandra Harasimowicz

inspicjentka - Iza Stolarska






Komentarze

Popularne posty