Zabawny Bluszcz

Wiele lat temu szedłem ulicą Elektoralną w Warszawie. Przed budynkiem domu kultury zobaczyłem tablicę: „Belfer!” w roli tytułowej Wojciech Pszoniak”. Takiej okazji się nie przepuszcza. Widziałem ten spektakl. Zrobił na mnie wielkie wrażenie, pamiętam. A jego premiera była niewiele ponad dwadzieścia lat temu…


Z ciekawością poszedłem zobaczyć „Belfra!” jeszcze raz. Nie ma już na świecie Mistrza Wojciecha. Są inni aktorzy, w wielkim procesie wymiany pokoleń Los wskazał na Przemysława Bluszcza. On wziął się za tekst Jean Pierre’a Dopagne’a. I jest nowy „Belfer!” w Teatrze Ateneum. 


Mam wielki szacunek do Bluszcza. Bo to musi być bardzo trudne zadanie, zmierzyć się z monodramem po Pszoniaku. Stawić czoła porównaniom obu spektakli. A Przemysław Bluszcz wyszedł z tego znakomicie. Zaproponował po prostu swojego, zupełnie innego „Belfra!”. I moim zdaniem odniósł sukces. 


Fascynująca jest w teatrze wielorakość możliwości interpretowania tekstu. Zagrania tego samego, ale zupełnie inaczej. Monodram Pszoniaka trzymał w napięciu i przerażał. Był poważny. Wersja Bluszcza bawi. Tak. Bawi. Znak czasów? Z jednej strony zapewne tak. Z drugiej - kapitalny warsztat Aktora. Zaproponował coś spójnego, logicznego i konsekwentnego. I zamierzony efekt osiągnął. Mnie, co konstatuję zupełnie na marginesie tego bardzo udanego spektaklu, ów śmiech przeraża. Świadczy o zdziczeniu moim zdaniem naszych czasów. Jeśli umiemy bawić się historią nauczyciela, który doprowadzony do psychicznego załamania wyciąga pistolet maszynowy i zabija prawie całą klasę nastolatków-maturzystów, to co różni nas od Rzymian, których śmieszyły lwy, rozrywające ludzi na arenach? Tak. Tu omawiamy zdarzenie fikcyjne, tam było realne. A jednak…


Ale to nie ma nic wspólnego ze spektaklem. Jest świetny. Przemysław Bluszcz zagrał brawurowo. Panuje niepodzielnie na scenie i kreuje rolę belfra-psychopaty wyśmienicie. Czy taki nauczyciel jest współcześnie możliwy? Czy zniechęcony, wypalony zawodowo, poniżany człowiek, którego ambicje legły w gruzach w konfrontacji z tak zwaną trudną młodzieżą i postawą kolegów po fachu - to tylko fikcja? Po co mam odpowiadać na te pytania, skoro Państwo na pewno doskonale znacie odpowiedzi. Moja jest taka: Mam córkę. Gdy była w drugiej klasie liceum zdecydowała, że ma dość polskiej szkoły. Stanęła na głowie i bez korepetycji, bez lekcji angielskiego - to co proponowano w szkole było żenujące - zdała egzaminy i dostała się do liceum brytyjskiego. Takiego zupełnie brytyjskiego. To jest jej ogromny sukces, z którego jako ojciec jestem ogromnie dumny. Ale nie o to tu chodzi. Ona uciekła z polskiej szkoły z rozpaczy. Zdała sobie sprawę, że dalsze przebywanie pod kuratelą ludzi, których umiejętności edukacyjne były na poziomie sierżanta na placu musztry a program nauczania ocierał się o wiedzę przekazywaną jej babci, jest stratą najlepszych lat edukacji. Tak. Belfer jest jak najbardziej przerażająco realny. 


Śmiejemy się. Przemysław Bluszcz jest doprawdy uroczy w granej roli. Ale to śmiech przez łzy. Bawi nas belferski świat, w którym rządzi zblazowana młodzież, lekceważący swoją pracę nauczyciele. Bawi nas sposób o nich opowiedzenia. Z samych siebie się śmiejemy…  


Teatr Ateneum proponuje nową wersję belgijskiego monodramu. Bogatszą scenograficznie. Ciekawszą jeśli chodzi o grę światłem. Interesującą rozwiązaniami rekwizytów. Nie znaczy to, że można powiedzieć- oto „Belfer!” lepszy. Skąd. Jest inny. I ta inność jest najwspanialszym teatralnym doświadczeniem. Pozwala wracać wielokrotnie na te

same spektakle, odkrywać je na nowo. Cieszyć się innym ich odczytywaniem. Czy jest coś świetniejszego niż teatr?


Post Scriptum. Obok mnie siedziała belferka. Wiem, bo w trakcie spektaklu nie omieszkała tego powiedzieć. Tak. Powiedzieć. Kilka razy głośno komentowała to, co działo się na scenie. Z nią, a w zasadzie za nią siedział pan, zapewne mąż. Trzy razy „odpalał” smartfona. Za trzecim coś pani belferce pokazywał. Jeśli to jest poziom kultury nauczycieli naszych dzieci, to ja się cieszę. Cieszę, że moja córka już skończyła szkołę i nie musi się z tego typu osobnikami spotykać. Amen. 



OBSADA


Przemysław Bluszcz


Twórcy


Autor Jean Pierre Dopagne

Tłumaczenie Bogusława Frosztęga

Reżyseria i opracowanie muzyczne Jacek Bończyk 

Scenografia i światła Grzegorz Policiński 

Asystent reżysera Iwo Bluszcz

Suflerka Joanna Trzcińska/Anna Żelazowska

Inspicjent Wojciech Gratkowski/Jerzy Kasperski/Agnieszka Hornowska





Komentarze

Popularne posty