Ucieczka, czyli perełka
„Uciekinierki”. Czy to się Państwu od razu nie kojarzy z szukaniem schronienia przed wojną, dyskusjami o legalności i nielegalności ludzi, śmiercią i cierpieniem? Z przerażeniem zobaczyłem w jakim jesteśmy jako ludzie miejscu, bo czytając sam tytuł spektaklu Teatru Ateneum takie mnie czarne opadły myśli. A jest zupełnie ale to zupełnie inaczej.
To wspaniałe błyskotliwy, wartki i ciepły spektakl o dwóch kobietach. Uciekają przed codziennością. Tak. Ten teatr to po prostu normalność, odpoczynek i wesoła przygoda. Dlatego tak znakomicie się „Uciekinierki” ogląda. Bo one są z tego dobrego, bezpiecznego świata, który jeszcze mamy i który możemy ocalić. Możemy się też nim delektować. Cieszyć.
Na pustej drodze pod drogowskazem pokazującym kierunek Paryż spotykają się dwie kobiety. Jedna jest matką i panią domu. Jej córka właśnie skończyła osiemnaście lat. Zatem stoi na progu dorosłości. A jej matka, czyli Margot chce wreszcie narodzić się jako wolna, korzystająca z radości świata kobieta. Obok niej Claude. Powiedzmy kobieta mająca sporo starszego syna a co za tym idzie znacznie większy bagaż doświadczeń. Natomiast nie mniejszy, żeby nie powiedzieć większy nawet - apetyt na życie. Ucieka z domu spokojnej starości. Chcę przygody.
I ta przygoda dzieje się na naszych oczach. Urocza jest wielka ucieczka dwóch zupełnie różnych osobowości. A jednak im dłużej ze soba przebywających tym bardziej wzajemnie się potrzebujących. Spektakl składa się z ośmiu odsłon - przygód jakie spotykają panie na swojej drodze. Zaczyna się niewinnie, potem jest zabawnie, mądrze, wzruszająco, śmiesznie i… na końcu po prostu tak ciepło i tak miło, że aż się chce wstać i oklaskiwać ten spektakl na stojąco.
W roli Claude fenomenalna Magdalena Zawadzka. Mistrzyni absolutna, urzekająca wdziękiem, sposobem poruszania się, dykcją. Ale czy tym samym zawłaszcza scenę i bezapelacyjnie błyszczy jedynie słusznym światłem? Nie. Bo Margot, czyli Sylwia Zmitrowicz jest równie wspaniała. Jej dążąca do wolności kobieta - gospodyni jest zabawna ale i pełna mądrego przesłania. Nie można poświęcić się w całości i złożyć w ofierze wartościom cudzym. Margot zmienia się. W ostatniej scenie jej radość życia popycha obie panie do kolejnej przygody. Ale ta dzieje się już poza sceną. Jest ich wspólną przyszłością. Mamy teatralną ucztę. Koncert aktorstwa dwóch wspaniałych Artystek. Nic zatem dziwnego, że „Uciekinierki” przerywane są oklaskami i salwami śmiechu. To jedna z najlepszych komedii, jakie kiedykolwiek miałem okazję obejrzeć.
Ogromna tu zasługa Autorów - Pierre Palmade i Christophe Duthuron napisali komediową perełkę. Te dialogi są leciuteńkie. Zabawne i skrzące się puentami, humorem sytuacyjnym, okolicznościowym. Każdym. Oczywiście wielka ty zasługa Autorki przekładu na język polski, czyli Barbary Grzegorzewskiej. Literacki fajerwerk.
Bardzo trudne zadanie stało przed scenografem. Osiem dynamicznych scen, każda inna, każda wymagająca całkowitej zmiany wszystkiego. A czasu - jak na lekarstwo, bo między nimi ledwie kilkadziesiąt sekund. Świetnie rozwiązała to Katarzyna Adamczyk. Jej scenografia jest sugestywna, funkcjonalna i czytelna. Pozostało to wszystko złożyć w całość i wyreżyserować, co brawurowo zrobił Wojciech Adamczyk.
Kto nie widział „Uciekinierek” na Scenie 20 Teatru Ateneum, ten ma coś do błyskawicznego nadrobienia. Spektakl bawi, daje do myślenia, wzrusza. Na szczęście są jeszcze takie sztuki. Jeszcze nie zapomnieliśmy o tym, że mamy prawo do oddechu, odpoczynku i… przygody. Kto żyw - do Ateneum!
OBSADA
TWÓRCY
autorzy Pierre Palmade & Christophe Duthuron
przekład Barbara Grzegorzewska
reżyseria Wojciech Adamczyk
scenografia Katarzyna Adamczyk



Komentarze
Prześlij komentarz