Żółw i ślimak to to samo
To komedia. Ale Aktorzy w Teatrze „Druga Strefa” i reżyserujący „Szaleństwo we dwoje” Sylwester Biraga wydobyli z tekstu Ionesco nowe, osadzające go we współczesnym świecie, okoliczności. Można tylko cieszyć się, że jest teatr tak mądry, tak czujny i tak wspaniale potrafiący korelować sztukę z rzeczywistością.
Gdy w 1962 roku dzieło Eugene Ionesco wystawiano po raz pierwszy, nikomu nie śniło się o tak mocnym uderzeniu, jak inscenizacja Teatru Druga Strefa. Bo i tekst i kontekst tego spektaklu są tu poplątane ze sobą w niebywale współczesną całość. Można powiedzieć, że jest jak koniak, który aby ujrzeć światło dzienne w pełnym bukiecie swoich możliwości - musiał odczekać, aż świat oszaleje na tyle, aby do niego dojrzeć. Założenie jest takie: Po siedemnastu latach związku zaglądamy do życia pary kochanków, którzy kłócą się o wszystko. Ich niedorzeczne spory trwają niejako w oku cyklonu, czyli w środku toczącej się za oknami zajmowanego przez nich mieszkania wojny. Tyle.
A co, jeśli postać kobiecą zagrałaby Artystka pochodzenia rosyjsko-ukraińskiego, która po wybuchu wojny na Ukrainie trafiła do rosyjskiego aresztu a potem musiała opuścić Rosję? Co, jeżeli w postać męską wcieli się Artysta z Ukrainy, który ukończył w Polsce szkołę teatralną? Fascynujące jest tło tego spektaklu. Fascynujące spotkanie dwojga ludzi, których losy są zwierciadłem naszych paskudnych czasów. Trudno nie łączyć ich życia z postaciami, które przedstawiają na scenie Teatru Druga Strefa.
Zatem we wspomnianym oku cyklonu spotyka się dwoje będących ponad zupełnie realną wojną. Toczą swoją, sceniczną groteskową potyczkę o to, czy żółw i ślimak to ten sam gatunek. Spierają się o otwarte okno i zimno w mieszkaniu. Budują więź między sobą opartą na nieustannym konflikcie. Ciągłym obarczaniu się winą za jakość egzystencji. A w tle trwa wojna… Teatralna ale też realna wojna, która dotyka ich obojga nie tylko na scenie, ale również w rzeczywistości.
Walentyna Sizonenko tworzy postać kobiety pełnej emocji, sprzeczności i groteski. Świetna to rola i piękna jest jej bohaterka. Napełniona energią, kobiecym temperamentem. Jak tykająca bomba, która wybucha w chwilach konfliktu ze swoim partnerem. Vova Makowskyi wciela się w jej partnera-kochanka z całym męskim pierwiastkiem i przesłaniem. Konkretny, racjonalny, praktyczny - znakomicie kontrastuje ze swoją kobietą. Patrzymy na scenę, po której krążą dwa przeciwległe światy. Dwie planety, biegunowo różne. Pozornie w nieustannym konflikcie. A jednak…. Jednak podszyte wielkim, niesłabnącym uczuciem. Ich wojna jest piękna. Bo to wojna miłości z miłością o miłość. Jedyna akceptowalna odmiana wojny.
Świetnie wyreżyserowany i zagrany jest finał. Pięknie kończy się to „Szaleństwo we dwoje”, które moim zdaniem, nabiera dzisiaj zupełnie nowego znaczenia i wartości. Bardzo się cieszę, że miałem możliwość to przeżyć, poczuć i przemyśleć. Jeśli tworzyć spektakle w oparciu o relatywnie stare teksty, bo przecież sześćdziesiąt dwa lata od pierwszego wystawienia to kawał czasu i świat zmienił się diametralnie - to właśnie tak, jak zrobił to Teatr Druga Strefa. Kolejny, ultraciekawy wieczór. Na warszawskiej mapie kulturalnej scena przy Magazynowej świeci pięknym blaskiem.
Autor: Eugène Ionesco
Tłumaczenie: Jan Kott
Obsada: Vova Makovskyi, Walentyna Sizonenko
Reżyseria i scenografia: Sylwester Biraga
Plakat: Marek Maciejczyk
Fotosy: Viktoria Nekrasova, Andrei Nekrasov
Realizacja techniczna: Stanisław Czerwiński



Komentarze
Prześlij komentarz