Popis Kobiety
Teatr to wspaniałe zjawisko. Jest jak podróż wartkim potokiem. Wpadając w kolejne wiry, mijając spokojne zakątki naraz napotyka się wielkie wodospady. Po sporym widowisku, jakim bez dyskusji jest ponadtrzygodzinny „Faust”, coś bardzo kameralnego. Osobistego. Pięknego jak broszka z kameą w babcinym pudełku skarbów. Teatr Studio. „Stara kobieta wysiaduje”.
To bardzo ważny dla mnie spektakl, bo Tadeusz Różewicz, obok Zbigniewa Herberta, moim zdaniem powiedział najwięcej w polskiej powojennej poezji. A Stara Kobieta, symbol wiedzy, przemijania, tęsknoty za spokojem i porządkiem czasów minionych jest mi bardzo bliska. Często wracam do Niej myślami i oczami, ciesząc je kolejnym i kolejnym czytaniem Różewicza. Jest też jakaś zbieżność między Nią a Panem Cogito. Oboje niepokojąco zdystansowani.
W Teatrze Studio „Starą kobietę” pokazano w Galerii, czyli teatralnym foyer. Niezły to pomysł. Bo tekst Różewicza nie powinien odbijać się od nadmiaru głow na widowni. Wpadać w zakamarki dekoracji i kulis. Zapewne zgubiłby się tam. Jest głosem osobistym, z głębi człowieczego umysłu i serca. Kameralnym i wymagającym skupienia. Bez kaszlu, szelestów i zbrodniczego dzwonka niewyłączonego telefonu u kogoś, kto za brak szacunku do teatru siedzi zapewne wieczność w Piekle.
Monodram zaczyna sie od filmu. Cofamy się do 1988 roku. Piotr Lachmann podgląda przygotowania do wystawienia „Starej kobiety”. Rozmawia aktorka - Irena Jun i Autor. Sam Tadeusz Różewicz. Słucha propozycji interpretowania tekstu. Oponuje, tłumaczy swoje zdanie. Ona poddaje pod ocenę własne pomysły. Dwoje artystów pochylonych nad dziełem. Podglądamy, jak rodzi się spektakl zanim jeszcze wejdzie w fazę prób na scenie. Nagranie kończy pytanie Różewicza, czy „Stara kobieta wysiaduje” będzie wystawiona w Studiu. Jun potwierdza. Machina czasu rusza. Mija trzydzieści sześć lat od tamtej rozmowy i tamtego wystawienia „Starej kobiety” To był przecież 1988 rok. Reflektor wyłania z półmroku Aktorkę. Irena Jun zaczyna swój monolog. Jest rok 2024.
Popis. Kolejny popis sztuki aktorskiej w wykonaniu kogoś z pokolenia, o którym niebawem będziemy już tylko opowiadać. Przekazywać dzieciom, że mieliśmy zaszczyt, przyjemność niebywałą, móc widzieć tych aktorów na scenie na żywo. Prosty, kawiarniany stolik. Zza niego, znad niego, obok niego - płyną słowa Różewicza. Obawy o kierunek, jaki obrał Świat. Wojny, katastrofy. Góry śmieci i ludzi, zgarnianie tego na coraz większe sterty. Zasypuje się nasz świat wszelkim banałem. Zmiętym, bezużytecznym blichtrem. Mija. Powszednieje jego pozornie atrakcyjna powierzchowność. A w tym wszystkim cudownie eteryczna, cudownie ekscentryczna i cudownie dystyngowana Dama. Wielka Dama Sceny.
Monolog wzmacniają dźwięki. Za ich brzmienie odpowiada Tadeusz Wielecki. Gra, a właściwie uruchamia kolejne elementy ludzkiej codzienności, zamieniając je w instrumenty. Garnki, miski, wiadra, pokrywki i metalowe uchwyty. Wszystko to, co rdzewiejąc na wysypiskach śmieci staje się wspomnieniem mijającego czasu. Jedynym konwencjonalnym
instrumentem muzycznym w kakofonii metalicznych trzasków jest stabilizujący, spinający je w ramy ilustracji dźwiękowej, kontrabas. Dźwięk wdziera się w monolog Ireny Jun jak codzienność wypełniona hałasem i pospiechem która atakuje gdy tylko otworzy się poranne okno - to realne i to cyfrowe. Dostarczające każdorazowo porcji informacyjnego zła. Hałas drażni uszy i niepokoi zmysły. Ona je koi.
Stara Kobieta jest jak wyrocznia. Patrząc w przeszłość mówi o teraźniejszości, zarazem ostrzegając przed zagrożeniami przyszłości. Gdyby ktoś nam współczesny usiadł w foyer Studia, nie znając historii tego tekstu i nie wiedząc kiedy powstał, nie uwierzyłby że „Stara kobieta wysiaduje” nie została napisana w 2022 roku. Gdy wojna zaczęła powoli skradać się do naszych progów, a świat skakał jak pajac po szczeblach drabiny szaleństwa. A przecież „Stara kobieta wysiaduje” powstała w 1968. Jest sumą doświadczeń Różewicza zebranych w zupełnie innych czasach, okolicznościach. Wychodzi się z tego spektaklu oszołomionym jego aktualnością. Z przerażającą konstatacją: Ludzie nie uczą się niczego. Koło historii jest doskonale skonstruowane i obraca się nieuchronnie.
Wspaniały, krótki, bo trwający pięćdziesiąt ledwie minut, pokaz aktorstwa próby najwyższej. Opartego o tekst genialny. Bo zupełnie nie wymagający zmian, czy adaptacji wraz z upływem czasu. To się będzie pojawiać często w drugiej części trwającego sezony teatralnego. Nie można przegapić. Trzeba koniecznie zobaczyć.
reżyseria: Irena Jun
autor sztuki: Tadeusz Różewicz
muzyka: Tadeusz Wielecki
video: Piotr Lachmann
kierowniczka produkcji: Ewa Grzebyk
inspicjentka: Maria Lejman-Kasz
Obsada:
Irena Jun
Tadeusz Wielecki
(fot. Sisi Cecylia)



Komentarze
Prześlij komentarz