Mała dziewczynka o dużych marzeniach
“Educating Rita” pióra Willy’ego Russela zazwyczaj tłumaczona jest jako “Edukacja Rity”. Teatr 6 Piętro, miał w repertuarze, premiera w 2011 roku, spektakl Macieja Wojtyszki - „Edukacja Rity”. Zapewne dlatego, dla odróżnienia, ten ma tytuł „Edukując Ritę”. Wyszło nawet bardziej w zgodzie z oryginałem. Ale czy warto wejść na 6 Piętro Pałacu Kultury, aby rozważać kwestie lingwistyczne? Wejść - bardzo warto. Z zupełnie jednak innych powodów.
To jest po prostu bardzo dobry spektakl. Reżyserujący go Eugeniusz Korin pokazuje „Ritę” jako wielopoziomowy esej o przemianach i niemożnościach akceptacji zmian. Rita, urocza, błyskotliwa, choć zupełnie niewyedukowana fryzjerka trafia na indywidualne zajęcia z literatury do Franka. Zmęczonego życiem profesora, humanisty, niespełnionego poety. Ona chce wiedzieć wszystko. On wie prawie wszystko i zna ciężar wiedzy. Ciężar, który niszczy postrzeganie świata emocjami, odczuwanie go sercem. W zamian dając do jego analizy definicje, narzędzia i reguły. To pierwszy poziom zmiany, jaka w Ricie zachodzi. Z logicznie myślącej, wybierającej rozwiązania proste, chłonnej wiedzy dziewczyny, ewoluuje w stronę naładowanej wiadomościami wyedukowanej filolog.
Wszystko ma swoją cenę i konsekwencje. Nowa Rita przestaje odnajdować się w swoim dotychczasowym środowisku. Jej bliscy, nastawieni na proste życie i takie rozrywki stają się coraz bardziej obce, a ona obca im. Zrywa małżeństwo, odchodzi od męża, który oczekiwał żony-matki. Na to Rita nie ma już czasu i ochoty. Żyje pełnią nowego życia. Poznaje nowych znajomych, toczy coraz bardziej wysublimowane i fachowe dysputy literackie. Zmienia sposób mówienia, ubierania się. Rusza poznawać świat. Kim jest? Czy nowa Rita jest prawdziwa? Lawiruje i umiejętnie unika popadania w snobizm, choć się o niego ociera. Jest inteligentna. A to w połączeniu z wiedzą daje piorunujący efekt.
W tym wszystkim Frank. Uroczy, choć pełen wad profesor, który prowadzi swoją uczennicę przez świat największych dzieł literatury światowej. Otwiera go przed nią jak skarbiec. Pokazuje najcenniejsze w nim klejnoty i uwalnia ich blask. Ale i ostrzega. Wie, że w świecie krytyki literackiej jest szaro. Paradoksalnie ściany i sufit tego świata wcale nie są od siebie odległe. Chce Rity świeżej, radosnej i prawdziwej. Jej przemiana, choć przez niego stymulowana, nie sprawia mu od pewnego momentu przyjemności. Frank jest ojcem, który nie umie wypuścić do samodzielnego lotu swojego potomka-następcy. Gdy dostrzega, że jego rola jest już skończona - popada w depresję. Wymykającą się spod jego skrzydeł Rita uzmysławia mu przemijanie. Niedoskonałość. W pewnym sensie miejsce w trybach wielkiej maszyny, jaką jest wymiana pokoleń. Stara się walczyć, bronić swoich coraz bardziej kruchych pozycji. Przegrywa, bo przegrać musi. Jak każdy mentor, który nie dopatrzy chwili, gdy powinien cofnąć pomocne dłonie. Dać swojemu uczniowi kontynuować lot na własnych skrzydłach i według własnych zasad.
W tyglu przemian „Edukując Ritę” stawia też ważne dla mnie pytanie: Na ile naukowe podejście do literatury jest dla niej zabójcze, a na ile porządkujące? Krytyka literacka, ujęta w ramy definicji i narzędzi, zmuszona do formułowania za ich pomocą obiektywnych ocen, jest jak tygrys pozbawiony pazurów. Pamiętam swoje wojny studenckie męki na filologii, gdy miałem napisać recenzję wewnętrzną na potrzeby wydawnictwa. Rozpaczałem , katowałem się i nudziłem. Uciekłem, gdzie pieprz rośnie z tego obiektywnego świata do dziennikarstwa. Wolnego zawodu, który moim zdaniem - jeśli weźmiemy na warsztat krytykę, felieton czy inne formy publicystyki - jest subiektywny. Pozwala a wręcz wymusza na piszącym konieczność wyrażenia swojej opinii. Uczciwej, sprawiedliwej, uargumentowanej. Ale własnej. Jakże wyglądałaby recenzja spektaklu teatralnego, gdyby piszący ją nie zawarł swoich ocen emocjonalnych, estetycznych, osobistych? Nie poparł ich zdaniami przekonującymi o słuszności płynącymi z głębi jego osobowości, światopoglądu, czy gustu? Byłaby rozprawką, sprawozdaniem. Ale jaka byłaby jej wartość dla Czytelnika? Przecież sami, gdy wychodzimy z teatru, zadajemy pierwsze najważniejsze pytanie osobie, z którą oglądaliśmy spektakl: Jak Ci się podobało? Nota bene jest to pytanie, którego boję się najbardziej…
Rita przyjmuje naukowe postrzeganie świata. Staje się ono dla niej synonimem wiedzy. Adaptuje się w kręgach akademickich. Chce analizy opartej o warsztat i narzędzie. Frank jest niczym adwokat Diabła - ucząc reguł, sam stara się zachować wolność humanisty-romantyka. Tekst Willy’ego Russela to także dyskusja o wolności sądów. Prawie każdego odbiorcy sztuki do wyrażenia subiektywnego zdania w oparciu o subiektywne doznania.
Ale wracając do „Rity” z 6 Piętra. Świetny tekst, znakomity pomysł reżyserski i bardzo dobra scenografia. To już mocne fundamenty, na których można zbudować spektakl. A Aktorzy? Zostawiłem Ich na koniec. Maria Dębska urocza, śliczna i znakomicie odnajdująca się w roli. Trudnej. Bo przecież istota spektaklu to zachodząca z lekcji na lekcję przemiana granej przez nią bohaterki. I Maria Dębska gra to świetnie. Jej Rita urzeka, bawi, wzrusza w pierwszym akcie. W drugim, gdy zaczyna zyskiwać przewagę nad nauczycielem w imię porzekadła o uczniu, który przerósł mistrza, jest momentami budzącą lęk. Niby cały czas obracamy się w świecie literatury, zadrukowanych kart papieru. Ale Rita staje się potworem. Intelektualną modliszką.
Wraz z jej rozwojem na scenie dokonuje się przemiana Franka. W tej roli Mirosław Baka. Czy trzeba coś dodawać? Mirosław Baka ze zblazowanego intelektualisty-lidera, przez dbającego o szczegóły nauczyciela l, dochodzi do stadium swojego upadku. Stacza się. Rita wysysa z niego wiedzę i pochłania myśli. Nieświadomie niszczy go, stając się obsesją i miłością. Baka zagrał to wprost fenomenalnie. Owacje na stojąco, jakie zakończyły wieczór w Teatrze 6 Pietro szczere i długie.
Reasumując, że użyję tego słowa ze słownika nowej, wyedukowanej Rity. Świetny tekst Russela trafił w godne ręce. I mamy znakomity spektakl do jak najszybszego obejrzenia. Zabawny, bo dialogi Rity z Frankiem napisane są z niebywałą lekkością. Miałem momentami wrażenie, że to nie „Edukacja” a kabaretowy stand up w bardzo dobrym stylu. Mądry, bo stanowiący wielopoziomowe rozważania na temat przemian i ich konsekwencji - emocjonalnych, środowiskowych i życiowych. Błyskotliwy - bo Twórcami na wszyskich poziomach są Artyści wyjątkowi. Nic, tylko oglądać!
Obsada:
Rita - Maria Dębska
Frank - Mirosław Baka
Twórcy:
Reżyseria - Eugeniusz Korin
Scenografia - Justyna Elminowska
Autor tekstu - Willy Russell
Przekład - Małgorzata Semil
Opracowanie tekstu - Eugeniusz Korin



Komentarze
Prześlij komentarz