Co za lot, Wasze Wysokości
Namawiali, aby oderwać się od wszystkiego co dookoła. Zrobiłem to. Przeżyłem niebywały spektakl w Komunie Warszawa. Mówią: to jest o ludzkiej dumie. O kiju w sami wiecie gdzie, który nie pozwala wam po prostu być tymi kim jesteście w środku swoich nawyków i zachowań. Boicie się szukać siebie? To zajrzyjcie na Your Majesty. Sporo tam znajdziecie.
Performerzy. Ich ruchy, zachowania mimiczne. Słowa. To składa się na nastrój spektaklu. Powoduje, że każdy Widz przeżywa go na swój sposób. Może nie odczuć tego od razu, Może wrócić do Your Majesty w myślach po godzinie. Po dwóch. Następnego dnia. Ale wraca. To nie jest płytka, bazująca na modzie i entuzjazmie jarmarczna śpiewogra. Tu jest interakcja postaci. Tu się dziej życie. Katarzyna Sikora dokonuje hipnotycznych cudów. Marcin Miętus, diaboliczny w swoich scenicznych zachowaniach to obserwuje, to rezonuje, to przejmuje władzę nad tym, co na scenie. A potem na nią wkracza postać trzecia. Jacek Sotomski, niosąc kolejne wartości, możliwości i zachowania. Wszystko tu jest wykorzystane do cna. Jeśli gdziekolwiek pozostaje margines niedopowiedzenia, to jest on umiejętnie stworzony i pozostawiony dla strumienia własnych przemyśleń każdego odbiorcy.
Oni są jak wirujące kamienie. Powodują że ten spektakl ma tyle odniesień ilu widzów go właśnie ogląda i odczuwa. I każdy robi to na swój własny, unikatowy sposób. Nie ma jednego słusznego odbioru. Nie ma lepszych i gorszych. Przed nami prawdziwa, czysta sztuka. Cieszymy się z tego, że możemy ją postrzegać każdy tak, jak chce.
Sztuka performatywna jest trudna. Często ocierając się o kicz - wroga nadmiernych uproszczeń - trzeba umieć przygotować i wyartykułować idee budujące spektakl w sposób możliwy do przyswojenia przez widza. Tym razem dostajemy wspaniały, soczysty, pełen emocji performance. Oglądając go cofnąłem się do lat, które uważam za najczarniejsze w moim życiu. Starłem je jak smołę. Zajrzałem w siebie na poziomie, o którym nie myślałem że jest możliwy w tak krótkim czasie, bo przecież Your Majesty to ledwie godzinne wydarzenie. Tak. To jest takie proste. Nie udawajmy bytów skomplikowanych na tyle, że tylko wielogodzinne sesje terapeutyczne czy sążniste lektury ksiąg mogą nam pomóc w ich rozsupłaniu. Jesteśmy czującymi i przyjmującymi wiedzę wrażliwymi istotami. Wystarczy po prostu się na ten spektakl otworzyć. Wyłączyć myślenie. Odczuwać samemu dla siebie. To jest po prostu genialna godzina.
Piszą o tym: To jest o zależnościach. Nieumiejętności mówienia tego, co się chce powiedzieć. To jest dla tych, dla tych, dla których powiedziano: que sera sera. Nie. To jest dla każdego. Scena w czerwonym reflektorze zabiera nas z życia. Poprzedzające ją sytuacje - przygotowują do podróży. Na ile jesteśmy sobą w swoich granicach? Na ile pozwalamy im wyrażać własne intymne pragnienia? Siedziałem urzeczony tym, co potrafią przedstawić dwa perfekcyjnie przygotowane ludzkie ciała.
A potem trójkąt myśli i zależności. Pojawia się, dla mnie było to zaskoczeniem, trzeci element sceniczny.I to jak się pojawia! Ten spektakl byłby zbyt czytelny, uproszczony, gdyby Jacek nie wszedł na scenę i nie zaczęłaby się rozgrywka trojga wzajemnie bezkonfliktowych bytów. Bezkonfliktowych? No właśnie. Na ile słowo „proszę” jest stemplem który nakładamy na nasze oczekiwania wobec otoczenia, aby w opakowaniu prośby schować żądanie? Nadal podkreślam: Tu nie ma jednej ścieżki analizy. Jednego „co autor miał na myśli”. Jest cudowne poczucie oderwania się od codzienności. Niezależnie, czy na spektakl przyszło się samemu, z bieżącym partnerem, wujem albo rodzicami. Tu można być wyłącznie samym dla siebie. Oni nie narzucają swojej wizji. Poruszają się jak lekko jak duchy. Ledwie naszkicowane. Wspaniale się rozwijające. Rosnące wraz z wyobraźnią widzów. To jest doskonała podróż do środka każdego z nas. Nie wiedziałem, że można aż tak.
Nie będę analizować scenicznych zachowań Artystów. To wspaniali performerzy a, uczciwie mówiąc, balet nie jest tym, czym na codzień się interesuję. Nic to. Oni wyszli poza granice hermetycznego baletowego performance dla snobów i wtajemniczonych. Pokazali spektakl, który zadowoli każdego. Warunek jest jeden - trzeba w to wejść uczciwie. Odkładając myślenie w kategoriach: „Co na to powie Grażka?”. Po prostu - usiąść i oddać się Im jak pilotom samolotu. Warto.
Koncepcja i choreografia: Katarzyna Sikora, Marcin Miętus
Performans: Katarzyna Sikora, Marcin Miętus, Jacek Sotomski
Muzyka: Jacek Sotomski
Światło i przestrzeń: Aleksandr Prowaliński
Współpraca dramaturgiczna: Maria Stokłosa
Konsultacja kostiumów: Maja Skrzypek
foto Filip Preis



Komentarze
Prześlij komentarz