Mieszane uczucia w Drugiej Strefie

Wstydzę się za moje Miasto. Niby jest takie multikulturowe, takie ciekawe sztuki. Rozgadane i rozmemłane. A do Teatru Druga Strefa na monodram Pranaya Pawlickiego „Dit ben ik/Oto ja” dupska się mainstreamowi teatralnemu ruszyć nie chciało. No i niech szanowny mainstream teraz żałuje, bo kolejna odsłona cyklu „Polacy robią teatr” wypadła zupełnie nieźle. Nieźle. A dlaczego nie znakomicie? - zapytać może ów mainstreamowiec, który poza centrum Miasta nie wyściubia nosa. Zapraszam do czytania. Sami zobaczycie. 


Pranay Pawlicki to aktor-lalkarz. Skończył wrocławską PWST, czy też krakowską z oddziałem we Wrocławiu. siak by nie było ma arcyciekawe umiejętności i doświadczenia akademickie. Kilkukrotnie gorąco oklaskiwałem aktorów lalkarzy, którzy wcale nie wychodzą na sceny z krokodylem na patyku, ani nie epatują widzów kukiełkami krasnoludków. To są aktorzy o wielkiej sprawności fizycznej, znakomicie dykcyjnie, świetni interpretatorzy. I taki właśnie jest Pawlicki. 


Jego monodram, bo Pawlicki występuje sam i sam buduje nastrój spektaklu, to opowieść o losach czterdziestokilkuletniego  aktora-geja, który cztery lata temu podjął życiową decyzję. Przeniósł się do Amsterdamu i wziął ślub ze swoim partnerem. Tak. Pranay Pawlicki opowiada o sobie. I to czyni jego spektakl wyjątkowym. Nie do powtórzenia w takim wydaniu. Nikt, żaden aktor który wziąłby tekst „Oto ja” i spróbował go odtworzyć, nie zrobi tego tak prawdziwie i naturalnie jak Autor. 


To jest jak rollercoaster. Dynamiczne, opowiedziane z humorem, pięknie napisane po polsku. Znakomicie też zagrane. Z przyjemnością słuchałem Pawlickiego, który mówi po polsku tak czysto, jak czysta jest woda w górskim potoku. Idziemy z nim przez te cztery lata. Ślub, kolejne prace, przeżycia. Oglądamy je na fotografiach, które stanowią tło spektaklu. Przemyślenia i wspomnienia z czasów polskich. A nawet Polskich, bo Pranay Pawlicki wymienia pewien warszawski teatr klasyczny, w którym przez lata pracował. Nie wspomina go jednak najlepiej. 


I tu niestety kończy się, moim zdaniem słoik miodu, którym można Pawlickiego za „Oto ja” smarować. Zaczyna kubeł dziegciu. Bo w ostatnim kwadransie monodramu Autorowi-Aktorowi, mam wrażenie, kompletnie zabrakło pomysłu, jak to wszystko zakończyć. Sam się nad tym zastanawiałem w trakcie - historia Pranaya w Amsterdamie wciągnęła mnie po uszy. Przesympatyczna, lekka, miła. Czekałem, jak też będzie wyglądało jej zwieńczenie. Niestety - mnie kompletnie rozczarowało i zawiodło zupełnie. 


Jaki Bóg Tęczowych Baśni wszedł w głowę Pawlickiego i kazał Mu z tego świetnego monodramu na zakończenie  zrobić queerowy, jarmarczny pokaz na poziomie gejowskiej parady na plaży z piórami w tyłku i bieganiem z rurą od odkurzacza zamiast fiuta??? Po co? - nie rozumiem tego. 


Zakończenie - dobra, muszę je ujawnić, bo przecież nie mogę teraz przerwać - jest wyjęte z… z zupełnie innej poetyki i spektaklu. Niech tak zostanie. Pawlicki zaczyna krzyczeć. Rozbiera się i biega po scenie w czymś, co jest obcisłym kombinezonem z namalowanymi mięśniami supermana. Na dodatek kompletnie bez sensu zaczyna jakieś grube żarty nie wiadomo za bardzo z czego. Ze społeczeństwa, które przekracza granice rozsądku promując byle co? Z byle czego, które wykorzystując przekraczanie granic rozsądku przez społeczeństwo promuje samo siebie? Z przywar kulturowych kraju, z którego wyjechał? Miał w ręku sukces. Miał

w ręku uroczy monodram z piękną piosenką o Amsterdamie. Miał to na talerzu. Moim zdaniem rozbił się wchodząc do portu. Szkoda. 


Nie rozumiem tej idei. Mnie kompletnie nie interesuje, czy ktoś jest w związku męsko męskim, damsko damskim, damsko męskim. Interesują mnie historie. Ich sposób opowiedzenia. Interesuje mnie w teatrze sztuka. Taka historia na scenie Drugiej Strefy była. Pięknie się rozwijała. Kwitła. I nagle bęc. Trzeba było to spieprzyć bieganiem na golasa i wywlekaniem portretów papieża, Matki Boskiej i puszczaniem remasterowanej „Barki”. Jak się nie ma pomysłu na zakończenie, to nie należy robić go na siłę. I tyle. 


Zatem kończę. 


Dit ben ik/Oto ja 


autor i wykonawca: Pranay Pawlicki




Komentarze

Popularne posty