Fajny „Napis”



Co można zrobić na cztery dni przed francuskimi wyborami, które mogą diametralnie zmienić wizję tego kraju? Można pójść do Teatru Ateneum na „Napis” czyli komedię Géralda Sibleyrasa. Jest w sam raz. Bo niewykluczone, że postaci z „Napisu” w Paryżu jest coraz mniej, jeśli wziąć pod rozwagę wyniki

pierwszej tury tych wyborów…


Elegancka kamienica z aspiracjami większymi, niż możliwości. Paryż. Ideały, komunały, idealizacje. Tak żyły rodziny Choley i Bouvier. Statecznie, elegancko i w takt mainstreamowych haseł. Ale nagle do ich drzwi puka Herve Lebrun. W kwestii banalnej: Oto w windzie pojawił się napis. Mówiąc oględnie niespecjalnie miły panu Lebrun, który do kamienicy sprowadził się z małżonką ledwie dwa tygodnie wcześniej. Wokół napisu rośnie piramida domysłów. Czy Lebrun ma coś za uszami? Dlaczego sam napisu nie usunie? Kim jest ów nowy lokator, który szturmem wdziera się w stateczne, zunifikowane plastikowe życie francuskiego mieszczaństwa? 


To jest zabawnie napisane i świetnie zagrane. Grzegorz Damięcki w roli pana Choley - kabotyna, wychowanego na współczesnych podręcznikach „psychologii życia” jest po prostu uroczy. Znakomicie partneruje mu Emilia Komarnicka Klynstra w roli pani Choley. Oboje stanowią inteligentny portret liberalnych Francuzów, konsumujących życie, udając że rozumieją jego głębię. Gdyby można było zamówić głos Krzysztofa Tyńca we wszystkich radiowych serwisach, megafonach kolejowych, anonsach w metrze, komunikatach kryzysowych i innych dźwiękach, jakie wydaje w moją stronę paszczą tego świata - biorę w ciemno. Znakomicie Krzysztof Tyniec opanował sztukę mówienia, artykułowania. Interpretacji tekstu. Na dodatek świetnie odnajduje się w roli pana Bouvier, sześćdziesięciolatka wyraźnie pozującego na cień arystokracji. A pani Bouvier? Czyli Marzena Trybała? Bez jej energii, humoru i znakomitego odczytania roli pani Bouvier ten „Napis” byłby tylko napisem… Jej urocze komunały, którymi, co skonstatowałem z przerażeniem, karmią nas media, politycy i prounijni spin doktorzy. Zdania niedokończone. „Przecież Europa…”, „Ależ tolerancja…”, „Bo równość…”. Znacie? Ja znam. I dlatego świetnie się na tym spektaklu bawiłem. Pozostają państwo Lebrun. W roli Herve - Bartłomiej Nowosielski. Świetnie zbudował swoją postać. Rośnie wraz z kolejnymi scenami. Ewoluuje aż do finału, o którym za chwilę. I jego partnerka, czyli z wdziękiem i świetną naturalnością zagrana przez uroczą Paulinę Gałązkę pani Lebrun. Równo, dynamicznie i przekonująco. Ten spektakl to znakomity tekst i świetna praca Aktorów. Oczywiście prowadzonych przez Reżysera, czyli Artura Tyszkiewicza. 


I scena finałowa. Zapoznawczy wieczorek w mieszkaniu państwa Lebrun, który pozostałym mieszkańcom nakłada się na dzielnicowe, mainstreamowe Święto Chleba. Zaczyna się niewinnie, choć pod skórą wiadomo, że maski tej europejskości, równości, tolerancji i innych haseł wykrzykiwanych w takt Ody do Radości zaczynają odklejać się od twarzy mieszkańców paryskiej kamienicy. Jest tak, jak lubię. Jak moim zdaniem powinno być w każdej dobrej komedii. Widz nie może wyjść z teatru jedynie z rozdziawioną od śmiechu paszczą. Ma prawo do wartości dodanej. Do refleksji. I tu ją dostaje. Kończy się czas zdań niedokończonych, które przyjmuje się dlatego, bo wszyscy w nie z jakichś powodów bezkrytycznie wierzą. Król tych komunałów jest zwyczajnie nagi. Pojawiają się pytania o to, co jest po przecinku. Pytania o realne znaczenie haseł, przyjmowanych tępo jako aksjomaty. Ów finał dźwiga na plecach Herve Lebrun. Oblewa ten swoisty test zdań niedokończonych. Szukając prawdy zostaje sam w pustym mieszkaniu, gdy paryską dzielnica maszeruje od piekarni do piekarni w takt Święta Chleba. Jest tej komedii postacią tragiczną. Ale czy przegraną? Ja rozumiem go doskonale.Też domagam się, aby mówić do mnie pełnymi zdaniami. Nie zgadzam się na dyktat półzdań i marsz półgłówków. Oby takich Herve Lebrunów było wokół nas coraz więcej…


Reasumując, czyli skacząc z pieca na łeb: Nie należę do wielkich miłośników komedii w teatrze. Bo zazwyczaj są głupie, płaskie i płytkie. Żerują na zmęczeniu i lenistwie widzów. Ale to nie jest reguła. Pięknym, kolejnym w tym sezonie wyjątkiem jest „Napis” koniecznie do obejrzenia na Scenie 20 Teatru Ateneum. 


OBSADA


Grzegorz Damięcki

Paulina Gałązka

Emilia Komarnicka - Klynstra

Bartłomiej Nowosielski

Marzena Trybała

Krzysztof Tyniec

ze specjalnym udziałem Marka Lewandowskiego


TWÓRCY 


Autor tekstu Gerald Sibleyras

Przekład Barbara Grzegorzewska

Reżyseria Artur Tyszkiewicz

Scenografia Jagna Janicka

Kostiumy Anna Adamek

Reżyseria światła Katarzyna Łuszczyk

Projekcje Joanna Zemanek, Ignacy Ciunelis

Asystent reżysera Bartłomiej Nowosielski

Suflerka Joanna Trzcińska

Inspicjent Wojciech Gratkowski





Komentarze

Popularne posty