Warszawska Pustka Teatralna
W weekend skończyły się 44 Warszawskie Spotkania Teatralne. Należę do tych, którzy koniec odebrali z ulgą. Nie było to, moim zdaniem, udane wydarzenie. Widziałem pięć spektakli, o kolejnych donosili mi Życzliwi. Wyobraźnia podpowiada mi, iak powstały. Oczywiście to kompletna fikcja. Ale - skoro im wolno na scenie, to mi też na elektronicznym papierze.
A zatem: Siedzieli sobie Twórcy i myśleli. Jak tu zrobić sztukę, która zburzy mury, będzie krzykiem pokolenia i zapadnie w pamięć nawet tych widzów, którzy zasną. I nagle jeden mówi - Ja mam! Weźmiemy transpłciowego faceta, zrobimy z niego folksdojcza który zakapował teściową i zamkniemy w polskim obozie pracy. Potem będzie śpiewanie że folksdojczom było zimno. Ok! Super! Masz łeb! Bierzemy, podniósł się powszechny szept podziwu. A ja - odzywa się niepewnie drugi twórca - mam dziewczynkę, której tata powiedział że jak za długo będzie kucać robiąc kupę, to jej kret wejdzie do pupy! Mało, mało - rozległy się pogardliwe głosy - Pomysł z kupą fajny, ale jeszcze coś trzeba. To ma być przecież Wielki Przegląd! No jacha! - Twórca pacnął się w głowę. To dokładam jeszcze to, że zanim dostała tego zatwardzenia, to się pomodliła do Boga żeby zamiast jej króliczka zabrał do siebie braciszka. I braciszek się utopił. Ooooo taaaa! teraz jest balans - wszyscy byli zachwyceni. A my - odezwali się inni Twórcy - weźmiemy Rumunię Ceaușescu. Pokażemy jak tam było fatalnie z aborcjami. Potem dołożymy polski okrągły stół i udowodnimy, że był po to aby fanatyczni faceci mogli zakazać aborcji. Tak!!! Krzyknęli zgodnie wszyscy. Pokażcie, jak dobrze było w PRL i jak popsuła to Solidarność. I, dodali ci pierwsi, potem pokażemy że jak ktoś przyjeżdża do nas z innego kraju to musi stosować polskie prawo! Nie!!! Oniemiała z oburzenia wielka grupa Twórców! - Przecież to nielegalne! Jeszcze my! - wyrwały się dwie zabawne, hoże dziewoje. Usmarujemy się farbami i będziemy kręcić się po scenie. Możemy nawet na golasa! Świetnie, pozostali Twórcy klasnęli w ręce, do tego weźmiemy kilka przedstawień studenciaków. Studenciaki zawsze dobrze wypadają. Będzie można dopisać sobie działalność wielopokoleniową. Może ktoś dorzuci się z hajsem!
Powyższe to oczywiście fikcja, która powstała w mojej głowie dla zabicia nudy w czasie oglądania tych scenicznych potworków i odpędzenia konstatacji, że czas na 44 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych to w dużej mierze czas stracony. Poza spektaklami studenckimi - mam na myśli obejrzane „Pracę z aktorem” i „Społeczne Spa” - dostałem jarmarcznego poziomu, płytkie widowiska. Postaci żadne, zagrane od niechcenia. Dobór sztuk? Chyba za pomocą rzutu monetą.
Poruszano natomiast ważne tematy. Aborcja, strata dziecka, eutanazja, przemoc w rodzinie i inne. Co z tego, skoro przedstawiano je w sposób na tyle płytki, że momentami nawet nie chciało się zaklaskać. Na dodatek pokazane historie były tak wykręcone, że miałem wrażenie oglądania sztuk o dziejach świata równoległego. Okrągły stół jako symbol męskiego, antyaborcyjnego szowinizmu? Kadisz śpiewany folksdojczom? To było głupie. Po prostu.
Odnoszę wrażenie, po tym przeglądzie że to, co kiedyś było offem dzisiaj nie wiadomo dlaczego jest mainstreamem. A offem stały się mądre, realistyczne, logicznie napisane i dobrze zagrane spektakle. Przecież świat jest zły, pokręcony, oparty o reguły i na dodatek zmaskulinizowany. O ile lepiej jest żyć w entropii. I o ile łatwiej ją pokazywać. Nie trzeba dbać ani o gusta, ani o wrażliwość ani o jakość tworzonych spektakli.
Z perspektywy czasu mam do siebie pretensję. Spodziewałem się czegoś takiego i miałem sobie te Warszawskie Spotkania Teatralne odpuścić. Nie wiem dlaczego zmieniłem zdanie.



Komentarze
Prześlij komentarz