Skomplikowany "Proces"
Teatr Telewizji, który ostatnio odradza się w TVP, przypomniał „Proces” Franza Kafki. Na antenie TVP Kultura. Tylko co współczesny wódz zrozumie ze spektaklu Teatru Telewizji z 1980 roku? Ale po kolei.
Akapit, którego nie może zabraknąć. Ile razy go czytałem. Nawet nie wiem, czy opisując fabułę „Procesu” używam słów i zdań własnych, czy bezwiednie zapożyczonych z wielu czytanych opisów i recenzji. Józef K. budzi się pewnego dnia we własnym łóżku. Ze zdziwieniem zauważa, że w jego uporządkowany świat wkradło się zaburzenie. A nawet kilka zaburzeń. Dookoła pojawiają się obcy ludzie. Dowiaduje się od nich, że został aresztowany. Nie wie za co, o co jest oskarżony i na jakim etapie jest jego śledztwo. Ma żyć normalnie. Czekać.
W powieści Kafki najgorsza jest niewiedza i oczekiwanie. Bohater brnąc w kolejne, absurdalne odsłony swojej „sprawy” zaczyna grać w grę, która początkowo jawiła mu się jako gruba pomyłka. Starcie bezbronnej jednostki z odhumanizowanym systemem. W tej walce człowiek, starający się trzymać logiki i zasad sprawiedliwości nie ma żadnych szans. System jest jak maszyna. Gdy raz wpadnie się w jej tryby, nie ma możliwości przerwania dance macabre. Kolejne sceny powieści są jak sploty sznura z pętli zaciskające się na szyi Józefa K. Oplatają, duszą, uniemożliwiają kolejne ruchy. W tym tkwi przerażający geniusz tego dzieła.
Bardzo trudno dziś ogląda się „Proces” w wersji telewizyjnej z 1980 roku. Moim zdaniem powieść Kafki kompletnie się nie nadaje do adaptowania na srebrny ekran. Sztuka w wersji telewizyjnej ma zbyt duże tempo. Widz gubi się w kafkowskim chaosie drobnych ale niezmiernie ważnych dla zrozumienia całości zdarzeń. Gdyby dzieło Kafki pokazać w świecie realnym na scenie, zapewne wymagałoby wielu skrótów. Może nawet w pewnym sensie odczytania na nowo? Inaczej widzowie pogubiliby się w nadmiarze informacji. To jest powieść. Genialna powieść, napisana przez umysł przeczuwający nadciągającą epokę zniewolenia. Czytając ją można zatrzymać się, cofnąć i ponownie analizować kolejne zdarzenia. Telewizja wyklucza taką możliwość. A nie wiem z jakiego powodu Agnieszka Holland i Laco Adamik spróbowali przenieść „Proces” w wersji niemal kompletnej. Na scenie pojawia się armia aktorów. Świetnych, bezsprzecznie. Ale jaki teatr i jaka realna scena mogłaby ich pomieścić? To nie do zrobienia.
Mamy kolejny przyczynek do dyskusji, jakim powinien być telewizyjny teatr. Jak adaptować sztuki na potrzeby telewizji? Czy można przenieść przed kamery powieść, bez uprzedniego przekształcenia jej w spektakl i wystawienie a w realnym z krwi i kości teatrze? Moim zdaniem „Proces” jest w tej dyskusji przykładem znakomitym. Bo mimo niewątpliwych walorów aktorskich, świetnej scenografii i doskonałych świateł - nie ogląda się tego dobrze. Gmatwanina scen, zdarzeń, postaci, które w powieści są jak najbardziej uzasadnione - tu powodują, że to zwyczajnie męczy. A męcząc nudzi. Ja miałem skojarzenia z szulcowskim „Sanatorium pod Klepsydrą” genialnym filmem Wojciecha Hasa z 1973 roku. Filmem. Nie teatrem telewizji. Nota bene Bruno Szulc jest przecież autorem przekładu „Procesu”
Jak wobec tego „zrobić” współczesny teatr telewizji? Jakie wymagania stawia mu widz? Jakie ograniczenia ma do
pokonania, a jakie możliwości? Moim zdaniem nie można zamknąć oczu na ewolucję, jaką teatr przechodzi. Jest inny, niż trzydzieści lat temu. Znacznie bardziej oszczędny w środkach. Odsunął się zdecydowanie od dawnych telewizyjnych realizacji. Zaczynam skłaniać się ku teatrowi retransmitowanemu . Czyli rejestracji spektaklu na scenie teatralnej jeden do jednego i pokazaniu z jak najmniejszą ingerencją montażową. Takim spektaklem na pewno nie jest pokazana w TVP Kultura sztuka. Moim zdaniem bez rozstrzygnięcia tej kwestii i znalezienia współczesnego pomysłu na Teatr Telewizji, pewnej konwencji pokazywania sztuk - nic z tego nie będzie. Po chwilowej „modzie na teatr w domu” oglądalność zacznie spadać. Bo ta forma obcowania z teatrem może okazać się z perspektywy telewidzów nieatrakcyjna. Dla mnie już taką jest. Oczywiście, jako mieszkaniec Warszawy mam łatwo: Teatrów dookoła jest nadmiar. Bez wyjeżdżania z centrum miasta mogę bez wysiłku praktycznie dzień po dniu uczestniczyć w teatralnych wydarzeniach. Obawiam się jednak, że i ci WIdzowie, którzy mają trudniejszy dostęp do teatru na żywo też za jakiś czas znudzą się telewizyjnymi produkcjami. Bo albo - albo: Teatr z całym teatralnym
światem, albo Netflix.
Obejrzałem „Proces” z zainteresowaniem. Dla Romana Wilhelmiego. Dla wspomnianej już armii znakomitych aktorów teatralnych i filmowych z lat, które minęły i których nie da się przywrócić za pomocą pstryczka-elektryczka. Przecież od premiery telewizyjnej tej wersji „Procesu” minęły już czterdzieści cztery lata. Zmęczył mnie. Zmęczył nadmiarem słów, zdarzeń. Nadmiarem przemyśleń, które umykały mi bo akcja pędziła bez możliwości zatrzymania, spojrzenia z dystansu i ponownego w nią włączenia. To jest - powtarzam - genialna powieść. Ale aby z genialnej powieści zrobić świetny spektakl teatralny, trzeba dzisiaj włożyć w to znacznie więcej pracy, niż ta, jaką wiele lat temu wykonali Agnieszka Holland i Laco Adamik.
Autor: Franz Kafka
Adaptacja i reżyseria: Agnieszka Holland, Laco Adamik
Przekład: Bruno Schulz
Scenografia: Andrzej Przybył
Obsada: Roman Wilhelmi (Józef K.), Jerzy Przybylski (Mecenas Huld), Zbigniew Zapasiewicz (Block), Piotr Fronczewski (Titorelli), Olgierd Łukaszewicz (Ksiądz), Krystyna Wachelko-Zaleska (Lenni), Andrzej Szalawski (Wuj), Krzysztof Zaleski, Krzysztof Stroiński (Strażnicy), Jerzy Kryszak (Nadzorca), Halina Łabonarska (Praczka Lanz), Andrzej Mrowiec (Woźny Lanz), Andrzej Pieczyński (Student), Barbara Rachwalska (Pani Grubach), Marek Barbasiewicz (Wicedyrektor), Antoni Pszoniak (Fabrykant), Jacek Bursztynowicz (Siepacz), Jerzy Kozłowski, Stanisław Staniek (Oprawcy), Dorota Kawęcka (Urzędniczka), Adam Ferency (Informator), Mieczysław Milecki (Oskarżony), Lech Ordon (Sędzia Śledczy), Stanisław Gawlik (Dyrektor Kancelarii), Maciej Borniński (Kulawy), Teodor Gendera (Woźny Bankowy), Michał Bajor (Syn Woźnego), Henryk Czyż (Urzędnik Bankowy) i inni



Komentarze
Prześlij komentarz