Przyjemny powiew „Wstydu”

Teatr ma wiele twarzy. I to w nim tak piękne. Jest jak diament, który świeci setkami odcieni. Nie wszystkie są dla każdego i nie każdy musi je lubić. Ja nie przepadam na przykład za komediową, a w zasadzie farsową twarzą teatru. Śmiech zazwyczaj przechodzi w rechot a dialog w bełkot. Czuję się wtedy zażenowany. Nie zawsze na szczęście tak się dzieje. W Teatrze Współczesnym grana po wielokroć, a jednocześnie wciąż warta zobaczenia komedia „Wstyd”. Omijałem ją do tej pory. Niesłusznie. 


To przyjemność dla oka i ucha. Dialogi błyskotliwe, pełne humoru tak sytuacyjnego, jak tego zwyczajnie dobrego, bliskiego i wręcz stanowiącego polską codzienność. Uwielbiam taką lekkość. Gdy uśmiech sam przemienia się w śmiech i na tym przestaje, bo ucho zaciekawione już szuka kolejnych bon motów. „Wstyd” nie pędzi. Jest dynamicznie, ale zarazem bez zbędnych fajerwerków krzyku, czy przerysowań. Nawet uderzenia w stół, których nie unika Tadeusz - świetna rola Mariusza Jakusa - nie podrzucają widzów w nerwowym podskoku wywołanym nadmiernym hukiem. Znakomita przemiana Wandy - równie doskonała Agnieszka Suchora - z kostycznej, zimnej hetery w bezczelną i bezwzględną szantażystkę. Wspaniała Iza Kuna, która znakomicie wypada w rolach eleganckich, pięknych i zdystansowanych dam, a taką Jej tu powierzono. No i Jacek Braciak, przezabawny w roli Andrzeja -  ojca pana młodego. 


Reżyserujący Wojciech Malajkat zaproponował „Wstyd” w formie jednego aktu ale z wyraźnym rozgraniczeniem kolejnych scen. Ich granice wyznacza gasnące do zupełnej ciemności światło. Wyszło to bardzo, moim zdaniem, dobrze. Dostajemy spójny, dynamiczny spektakl który nie jest ani za długi, ani za krótki. Dość powiedzieć - 80 minut w sam raz. Świetnie została zaprojektowana i wykonana scenografia. W świat zaplecza sali weselnej ze smakiem i znawstwem przenosi nas Wojciech Stefaniak. To się bardzo przyjemnie ogląda. 


A o czym jest? Ano o wstydzie. Co ten wstyd oznacza, kto i czego wstydzić się powinien. Można powiedzieć: Kto nie ma nic godnego wstydu na sumieniu, niech pierwszy rzuci kamień. Bohaterowie „Wstydu” mają. Na różnych płaszczyznach, różnego ciężaru gatunkowego. To jest bardzo mądrze i błyskotliwie napisane przez Marka Modzelewskiego. 


„Wstyd” nie ma, moim zdaniem, wielkich pretensji metafizyczno-filozoficznych. Nie jest sztuką, którą analizuje się przez kilka dni i nicuje na wszelkie sposoby. I nie musi taką być. Jest w nim refleksja na temat moralności, postrzegania kwestii sprawiedliwości, czy różnic wynikających z pozycji społecznej. Nie zmienia jednak to faktu, że widzowi jest proponowana lekka, zabawna komedia o ludzkich przywarach. Świetna, mimo lat na scenie nie blaknąca, propozycja na udany teatralny wieczor. Warto :)


Twórcy


Autor
Marek Modzelewski

Reżyseria
Wojciech Malajkat 

Scenografia
Wojciech Stefaniak 

Konsultacja ruchu scenicznego
Bartosz Sieniawski, Krzysztof Sieniawski, Janusz Sieniawski 

Obsada


Małgorzata
Iza Kuna 

Wanda

Agnieszka Suchora

Andrzej
Jacek Braciak 

Tadeusz

Mariusz Jakus







Komentarze

Popularne posty