Nuda przychodzi z Wrocławia
Sztuka teatralna może być błyskotliwa, genialna, obrazoburcza. Różna. Ale jest bardzo źle, gdy jest zwyczajnie nudna. I nie jest to tym razem tylko moja opinia. Z „Niepokój przychodzi o zmierzchu” Wrocławskiego Teatru Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego, pokazanej w ramach Warszawskich Spotkań Teatralnych, w ciągu całego wieczoru ludzie wychodzili.
To jest najtrudniejsza decyzja, jaką może podjąć widz w teatrze. Wyjść w trakcie. Mi zdarzyło się w życiu dwukrotnie umykać, ale podczas przerwy między aktami. Wstać i wyjść, gdy coś dzieje się na scenie - nigdy. A tu wyszło aż ośmioro widzów. Tylu widziałem, chociaż za moimi plecami też kilkakrotnie strzeliły składające się fotele Ośmioro ludzi, którzy nie zdzierżyli. Ze sceny wiało zwyczajnie nudą.
Biorąc przekornie „Niepokój” w obronę napiszę: Przecież rzecz dzieje się w małej wiosce, w gospodarstwie hodującym krowy. Cóż może się tam dziać o zmierzchu? Nie są to raczej ludzie rozważający, czy spędzić wieczór na kolorowych od świateł bulwarach, wyskoczyć do kina, albo na mecz piłkarskiej Ligi Mistrzów. Wieczory w takich gospodarstwach są nudne. I ta nuda została świetnie pokazana. Aż za świetnie, zapewne powiedzieliby widzowie, którzy wyszli.
Trudno jednoznacznie określić, jaki to gatunek teatru. Pantomima? W pewnym sensie tak. W niej zresztą Aktorzy odnaleźli się najlepiej. Scena zaganiania bydła na rzeź, czy pantomimiczny „monolog” czerwonej kurtki - przyciągają uwagę. I tyle. Nie tworzą jeszcze równego poziomem i wciągającego przedstawienia. Może gdyby na pantomimie poprzestać, taka wartość by się wytworzyła? Ale niestety nie poprzestano.
Dialogi są najsłabszym elementem „Niepokoju”. Nadal z ludzkiej uczciwości napiszę: Jeśli był to świadomy zabieg Reżyser, czyli Małgorzaty Wdowik, chcącej beznamiętnymi, banalnymi i krótkimi wypowiedziami aktorów oddać nudę, a zarazem emocjonalną pustkę postaci - OK. Ale trzeba czymś taką pustkę zastąpić. Wypełnić. Sama, całkiem niezła scenografia niewiele mogła w tej kwestii zdziałać. Tego na scenie zabrakło. I widzowie jak już napisałem, nie podołali.
Oczywiście, spektakli na podobny temat jest mnóstwo. W tej chwili w Warszawie można zobaczyć choćby „Kiedy stopnieje śnieg” w TR Warszawa, czy „Koronację” w Collegium Nobilium. Dramaty rodzin, w których następuje krach emocji, wywołany tragedią śmierci bliskiej osoby. W „Niepokoju…” też. Wygląda to tak: dwunastoletnia córka hodowcy bydła, modli się do Boga aby zamiast królika zabrał jej brata. Bóg wysłuchuje i brat się topi. Rodzina zapada w traumę. Matka chce się zabić, ojciec ucieka od bliskości rodzinnej. Pozostają dzieci. Te próbują na swoje sposoby żyć. Niby banał, niby wielokrotnie pokazywane, ale cos w tym by być mogło. Niestety, moim zdaniem, jeśli jest, to jest za mało. Ze sceny wieje nudą niczym zimnym, lutowym wiatrem który świszcze między gospodarskimi zabudowaniami.
W zaplanowaniu i przedstawieniu postaci szukałbym porażki "Niepokoju". Ojciec jest zupełnie niewidoczny. Matka zostaje sprowadzona do roli niemal manekina z odkurzaczem, który mechanicznie powtarza, że nie chce żyć i jest złym rodzicem. Może tak miało być, aby wyłuskać na plan pierwszy perypetie dzieci? Moim zdaniem jeśli tak - to zabieg się nie udał. Powstał obraz niekompletny. Czułem niedosyt.
Nie w pełni jednak zgadzam się z widzami, którzy wyszli i z tymi, a i tacy byli, którzy przesiedzieli pospektaklowe oklaski z rękami na kolanach. „Niepokój przychodzi o zmierzchu” jest nudny. I to rzeczywiście bardzo niedobrze. Kilka natomiast scen, dwie już opisałem, jest zupełnie w porządku. Dodam tu próbę przywrócenia utopionego brata do życia przez wstrzymywanie powietrza. Jednak męczy i utrudnia skupienie się na treści spektaklu pomieszanie konwencji pantomimy, teatru dialogu i wyświetlanych na ścianie zdań-didaskaliów. Te ostatnie są jakimś poszukiwaniem recepty na sceniczną pustkę. Moim zdaniem nie ma na tej recepcie skutecznego lekarstwa. Mi kojarzyły się z czasami niemego kina i filmami Bustera Keatona. Nie mogłem się z tej pułapki wyzwolić.
TWÓRCY:
OBSADA:



Komentarze
Prześlij komentarz