Monolog na trzydzieści osiem bilionów głosów plus jeden

Tylu aktorów zaprosił na scenę Teatru Komuny Warszawa  Wojtek Ziemilski. Z nimi wyreżyserował i zagrał „Monolog wewnętrzny”. Jeden z dziwniejszych spektakli, jakie widziałem, ale nie ma w tym zarzutu, jest konstatacja. Niedawno pastwiłem się nad monodramem Krystyny Jandy w Tetrze Telewizji. Zarzuciłem mu między innymi to, że scena jest pusta, nie ma grama rekwizytu (poza smętnie zapalanym petem) i wieje nudą. .Ziemilski idzie jeszcze dalej. Nie ma nawet owego papierosa. Jest on i… biliony aktorów drugoplanowych. 


Myślę, że na tym skończę budowanie napięcia. Czas na wyjaśnienia. Osiem lat temu twórca „monologu” zapadł na poważną chorobę jelitową. Jedną z przewlekłych, zapalnych i trudno poddających się leczeniu. Od niedawna jest nowy medykament. Kuracja na szczęście działa i choć, jak sam Ziemilski wspomina, obarczona jest skutkami ubocznymi, udało mu się jako tako opanować swoje ciało. O tym ciele właśnie jest rzecz. Widzowie na swoich miejscach znajdują słuchawki. W nich na uszach obserwują spektakl. Dzieje się na pustej scenie i w środku - prosto pisząc acz trywialnie - Aktora. Mikrofon umieszczony na jego brzuchu dostarcza nam dźwięków, które zaskakują. Mi przypomniały odgłosy kosmosu, zarejestrowane bodaj przez teleskop Hubble’a albo inne urządzenie. Odległe, niezrozumiałe dźwięki. Wołania o pomoc? Próby kontaktu? Może ostrzeżenia, czy groźby? Fantastyczna jest ta podróż w głąb samego siebie. Ale nie głupawa, mająca za wehikuł kozetkę jakiegoś hochsztaplera kołcza, który udając powagę zadaje serię pytań z aż do znudzenia przewidywalnymi odpowiedziami. Tu jest inaczej. Podróżujemy w głąb ludzkiego ciała i próbujemy skomunikować się z jego mieszkańcami. To wielka, skomplikowana cywilizacja, pozostająca w stanie ciągłej walki. Bakteria bakterii wilkiem, jak kojącym głosem opowiada Ziemilski. 


Wpadamy w trans. Szum niezrozumiałych, odległych dźwięków. Ów wspomniany już głos Aktora. Zaczyna się indywidualna podróż każdego z obserwatorów tego niebywałego spektaklu. Oto przed nami Planeta Człowiek. A na niej cywilizacja kilkudziesięciu do stu bilionów mieszkańców. Jak śmiesznie niewielka jest nasza populacja w porównaniu. Jak śmieszne niewielka z kolei jest powierzchnia, którą tamta zamieszkuje. Każdy z nas jest planetą. Nosi w sobie biliony istnień. Te biliony pomagają mu żyć, toczą go i prowadzą ku zagładzie. A wszystko to dzieje się jednocześnie. Czy nie tak samo jest z Ziemią? Czy i my nie jesteśmy jej bakterią, która powoli, beznamiętnie, drąży jej zasoby dla własnych korzyści. Zmierzając ku zagładzie tej zawieszonej w nieskończonej kosmicznej przestrzeni kulki. 


Kim jest człowiek, skoro nie potrafi porozumieć się sam ze sobą? Ziemilski podejmuje próbę takiej rozmowy. Wygląda to pozornie zabawnie. Mówić ludzkim głosem do ludzkiego jelita. A przecież nie znamy znaczenia głosów, które wprost z jego wnętrza trafiają do naszych uszu. Może to wnętrze za ich pomocą szuka z nami rozpaczliwego kontaktu? Chce porozumienia? Wojny? Jakie są nasze kompetencje komunikacyjne?. Myślami strzelamy w kosmos. Szukamy nowych technologii ku coraz większej potędze ludzkości. Ale nie umiemy zrozumieć sami siebie. Na prostym, fizjologicznym gruncie. Nigdy truizm o tym, że sami siebie nie rozumiemy nie zabrzmiał mi w głowie tak wyraziście. 


W tle ukazują się slajdy z kolejnymi tytułami naukowych artykułów. Wyświetlane za Aktorem w takt jego słów uzmysławiają: On nie opowiada wymyślonych na potrzeby teatru bujd. To, o czym mówi, opiera się na poważnych fundamentach. Zaczynamy dostrzegać, jak mało wiemy sami o sobie. A nauka wciąż szuka sposobu porozumienia. Zastanawiamy się, czy w kosmosie jesteśmy sami, czy potrafilibyśmy porozumieć się z ewentualnymi obcymi cywilizacjami. Taka cywilizacja nie jest oddalona o miliony świetlnych lat. Każdy ma ją w sobie. 


„Monolog wewnętrzny” to spektakl niebywały. Mam ostatnio przyjemność śledzenia wielu przedstawień na scenach Warszawy. Ale takiego nigdy nie widziałem. Nigdy nie wyszedłem z teatru z tyloma pytaniami, refleksjami i konstatacjami. Nagle wszystkie pozostałe zrobiły się błahe i podobne do samych siebie. We wszystkich dotychczas widzianych poruszamy sę w sferach niematerialnych: emocjonalnych, światopoglądowych, środowiskowych. Na grze emocji i sytuacji opierają się ich założenia. A tu jest fizjologia. I to powoduje, że moja szczęka opadła na podłogę teatralnej sali przy Emilii Plater 31. Proste pomysły są zazwyczaj genialne. „Monolog wewnętrzny” jest po prostu genialny. 


W teatrze dzisiejszym, moim zdaniem,  trwa wielkie poszukiwanie czegoś, co złapie widza za gardło, ściśnie i pozwoli wykrzyczeć mu w ucho: Zapamiętaj nas! Polecaj i zapamiętaj! Poszukiwanie często staje się rozpaczliwą obrazą intelektu, a jego droga kończy się na manowcach. Wojtek Ziemilski na pewno na manowcach nie wylądował. Jego poszukiwania to nie gra na emocjach, wrzask, czy terapia szokowa. To kameralna propozycja dla każdego: Naucz się rozmawiać z samym sobą. Jeśli nie zaakceptujesz siebie, nie uda ci się zaakceptować innych. Jesteś planetą w kosmosie ludzi. A ów kosmos osadzony jest na kolejnej planecie i w kolejnym kosmosie. Kto wie, gdzie to się wszystko zaczyna i gdzie kończy. Póki czas i póki można „Monolog wewnętrzny” zobaczyć - nie ma na co czekać. 


Tekst, reżyseria, wykonanie:  Wojtek Ziemilski
Research, współpraca dramaturgiczna: Jowita Mazurkiewicz
Research, devising, radość, wypieki: Sean Palmer
Dźwięk: Jacek Mazurkiewicz
Produkcja: Olga Kozińska

Konsultacje naukowe: prof. dr hab. n. med. Piotr Albrecht, dr Nicolas Gold
Podziękowania: Sodja Lotker, Lea Kukovičič, Janek Turkowski, Dorota Głażewska-Ziemilska, Paweł Ziemilski, Marcin Kosakowski, Michał Libera, Asa Horvitz, lekarki i lekarze Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA



Komentarze

Popularne posty