Alicja w Krainie Chemii
Czar nie jest miękki i bajkowo bezpieczny. Nie ma królika i postrzelonego zająca. Kapelusznik nie patrzy swoim przenikliwym okiem, widząc na wskroś Alicji. Jest kot ale nie znika. Siedzi zadumany w sztucznej sztywności gipsowego odlewu. To jest sceneria w której nowojorska Alicja rusza w podróż po swojej Krainie. Sceneria „Mojego roku relaksu i odpoczynku”.
Do Teatru Dramatycznego można już chodzić. Wrócił teatr, w którym ważna jest sztuka a nie psipsia i siusiak. Zasady, jak wiadomo, są po to aby je łamać. Idąc tam złamałem moje dwie jednocześnie. I nie żałuję. Pierwsza - jeśli reżyser nie potrafi opowiedzieć sztuki w dwie godziny z przerwą, to zapewne nie potrafi jej opowiedzieć wcale - pękła. Tu są prawie trzy i pół godziny. I w zasadzie dyskutowałbym, czy jest z czego rezygnować. Druga - kino w teatrze świadczy o chodzeniu na skróty - też złamana. Jest kino w teatrze. A nie razi. Nadmiernie nie razi, dodam. Bez niego też zapewne byłoby dobrze. Może nawet lepiej. Ale - taka jest konsekwentna i logiczna koncepcja reżyser spektaklu, Katarzyny Minkowskiej.
Przejmujący to teatr. Wciąga jak przepaść, z której nie chce się wyjść. Trwa jeszcze długo potem, gdy aktorzy po oklaskach schodzą ze sceny. Przejmująca jest depresja, której ani powodu, ani momentu początkowego zauważyć się nie da. Narratorka (fantastyczna Izabella Dudziak) pogrąża się w swojej nagle i nie nagle. To proces. Prostym wytłumaczeniem jej stanu jest śmierć rodziców. Ale czy jedynym? Dewaluują się jej wartości życiowe. Blakną marzenia. Miłość staje się mechaniczna i uzyskiwana emocjonalnymi szantażami. Grzęznąc szuka pomocy w przedsionku piekieł. Tak, jak wielu z nas na widowni. Zaczyna się od rozmowy z terapeutką. Potem pojawia się seria znanych w świecie neurasteników zaklęć. Pierwsze to: Abrakadabra, Xanax. Co jest dalej? No wiem, że wiecie…
Świat nie ma dla niej żadnej rozsądnej propozycji, poza starymi filmami na kasetach VHS. Zamyka się bańka, do której dostęp staje się coraz trudniejszy. Narratorka, czy „Obiekta” rusza w podróż. Odrealniona, nieczuła, zdystansowana. Szukając siebie staje się materiałem do szalonego artystycznego eksperymentu. O fabule jednak nie ma, moim zdaniem, sensu się rozwodzić. Znakomicie to napisane, świetnie przeniesione na scenę. Jest tyle ważnych wątków w tym „Roku…”.
Depresja to stan, w którym człowiek słyszy już tylko tykanie zegara odliczającego nieubłaganie upływający czas, który dzieli go od śmierci - od lat dźwięczy mi w uszach to zdanie. Jest esencją tego potwornego stanu. Kolejne dni, taktowane przebudzeniem i konstatacją że nie miało ono najmniejszego sensu. Kolejne wieczory taktowane zmuszaniem się do położenia w łóżku, w którym czeka się tylko na senną utratę świadomości. Taka jest rzeczywistość. A na zewnątrz? Może być różnie. Można to tuszować, udawać. Można w tym być akceptowanym przez otoczenie. Można przemykać się przez depresję niezauważonym. „Obiekta” idzie. Jak Alicja. Przez chaotyczną Krainę swojej choroby. I jest w tym ujmująco prawdziwa, a zarazem różnobarwna. Jak kostiumy, które zmienia w ciągu tych ponad trzech godzin. Jest to genialna rola. Po prostu genialna. I bez użycia kamery mogłaby nie wybrzmieć tak dobitnie. Fakt.
W drugim planie są - jak to w życiu satelity. Przyjaciółka - świetna Monika Frajczyk (Reva). chłopak-kochanek, wspomnienia rodziców. Praca. Bardzo dobra rola Agaty Różyckiej jako Natashy. Kto nie widział, jak tańczy - ten widział niewiele. Pod znakiem sceny tanecznej stoi drugi akt „Roku”. Dynamiczniejszy i moim zdaniem lepszy od i tak bardzo dobrego pierwszego. Jest w nim siła, jest ekspresja. TO się świetnie ogląda i znakomicie zapamiętuje.
A nad wszystkim panuje spokojny, beznamiętny często głos „Obiekty”, Narratorki. Prowadzi przez kolejne zakamarki swojego smutku. A prowadzi tak, że w zależności od osobistej wrażliwości - bywa, że śmiejemy się, albo uśmiechamy. Ja nie szukam w teatrze śmiechu. Na pewno nie rechotu. Tu kilka razy się uśmiechnąłem. Bo dialogi są ostre i błyskotliwe. Zaskakują specyficznym humorem.
Teatr Dramatyczny spełnił moje oczekiwania. I to drugi raz. Przecież niedawno widziałem tu równie znakomitą „Antygonę w Molenbeek”. Cieszę się. Brakowało mi tego teatru, pięknie usytuowanego tuż nad jedną z moich ulubionych nocnych knajp. A po „Mój rok relaksu i odpoczynku” na jednego wejść gdzieś warto. Znakomity teatr. Mi pozwolił odetchnąć. Nie jestem sam w swojej głowie…
TWÓRCY
reżyseria
Katarzyna Minkowska
adaptacja
Tomasz Walesiak, Katarzyna Minkowska
dramaturgia
Tomasz Walesiak
scenografia
Łukasz Mleczak, Katarzyna Minkowska
kostiumy
Jola Łobacz, Łukasz Mleczak
choreografia
Krystyna Lama Szydłowska
muzyka
Wojciech Frycz
multimedia
Agata Rucińska
operator
Janusz Szymański
realizacja kamery live
Janusz Szymański
światło
Paulina Góral, Monika Stolarska
asystentka reżyserki
Milena Trzcińska
koordynatorka scen intymnych
Krystyna Lama Szydłowska
inspicjent
Tomasz Karolak
suflerka
Emilia Bilińska
OBSADA
Izabella Dudziak (gościnnie) Narratorka
Monika Frajczyk (gościnnie) Reva
Marcin Wojciechowski Trevor
Anna Kłos Dr Tuttle
Katarzyna Herman Matka
Mariusz Drężek Ojciec
Konrad Szymański Ping Xi
Agata Różycka Natasha
Małgorzata Rożniatowska (gościnnie)
Marcin Sztabiński / Sebastian Skoczeń
Krystyna Lama Szydłowska (gościnnie)



Komentarze
Prześlij komentarz