Matka nie wyszła
Nie można dobrze zagrać sztuki bez rozumienia tekstu. Oczywiście, człowiek choć z powierzchownym wykształceniem, rozumie znaczenie słów. Ba. Niekiedy doznawszy olśnienia ustala też sens zdań, które owe słowa tworzą. To za mało. stanowczo za mało na to, aby odnaleźć się w sztuce teatralnej. „Wejść” w postaci. Oddać ich myśli. I tak właśnie jest w Teatrze Ateneum, gdzie zamiast „Matki” Witkacego dostajemy bal drewnianych manekinów.
Dla porządku: Witkacy napisał to jako: „Matka. Niesmaczna sztuka w dwóch aktach z epilogiem”, a nie kadłubkowaty, jednoaktowy ogryzek ogryzka, który wytrzymuje smętne 75 minut w Ateneum. Od tego należy zacząć. A teraz kontekst. 1924 rok był dla niego intensywny. Polemiki w pismach teatralnych, zwłaszcza ta najważniejsza - z Karolem Irzykowskim - kończą się marnie. Podsumować dobrze może je zdanie z tekstu Irzykowskiego, który do dyskusji wykorzystywał łamy „Sceny Polskiej” (teksty Witkacego w tej dyskusji drukował „Ekran i Scena”): Tu zaczyna się Pańska mistyka formy, która dla nas jest mistyfikacją. Psychicznie, mimo wystaw malarskich, odczytów i wykładów, prac nad „Wścieklicą” - nienajlepiej. W lutym pisze: Czekam na najgorsze tj. ból fizyczny, ślepotę, pożar i zidiocenie. W październiku nie jest lepiej: jest b. źle. (Czynsz domu podniesiony 2 x razy), gości brak. Głód. Nędza. Robaki. Śmierć. Jest uzależniony finansowo od Marii Witkiewiczowej. Matki interesy idą jednak fatalnie. Beznadzieja, mur, wyrzuty sumienia z powodu bycia intelektualnie przerośniętym pasożytem - narastają. I wtedy powstaje ten tekst. Jak to z Jego dramatami często bywało. Szybko, niczym trzask migawki, stuk iglicy o spłonkę. 28 listopada 1924 roku pisze w liście do żony: „Skomponowałem w wagonie, jadąc do Jaworskich pod Warszawę, potworny dramat CF (Czysta Forma) pt. Matka. O ile się uda, będzie wprost cudownie.”.
„Matkę” napisał człowiek upadający. Dręczony wyrzutami sumienia i przekonaniem o własnej nadprzeciętnej umysłowości. Jest ta sztuka Jego krzykiem rozpaczy wobec świata, samego siebie i bliskich. Jest spojrzeniem w przepaść. I dlatego właśnie to tekst genialny. Niezmiernie trudny, bo napisany w okolicznościach zgoła depresyjnych. Wymagający wielkiej wrażliwości i uwagi od tych, co chcieliby mierzyć się z nim na scenie.
W Ateneum nie ma nic z „Matki” Witkacego. Gdybym chciał być tylko złośliwy, moja recenzja wyglądałaby tak: Premiera „Matki” Świetna scenografia i zabiegi techniczne, znakomita muzyka, kostiumy. Amen. I koniec. Na scenie, moim zdaniem, nie ma ani jednego aktora, który rozumie wewnętrzny dramat Witkacego. Jest w stanie przetrawić kontekst słów, które przyszło mu wypowiadać. Podobnie rzecz ma się, to także moje zdanie, z osobą siedzącą za pulpitem reżyserskim. Miałem wrażenie - wpatrując się w postaci na scenie Ateneum, że są to ludzie zupełnie ze sobą nie powiązani. Wykrzykujący, wygłaszający swoje frazy w pustkę gdzieś nad głowami publiczności. Nie ma między nimi interakcji. Nie ma napięcia. Jeśli tak Zespol rozumie Czystą Formę, to moim zdaniem działa powierzchownie. Nie ma żadnej wyraźnej koncepcji reżyserskiej. Bez niej nie można zabierać się za sztuki Witkacego.
On ma w Polsce łatkę. Nie znoszę jej i jeśli kto chce wyprowadzić mnie z równowagi wystarczy, że powie: Witkacy? To wariat i narkoman z Zakopanego, bez sensu, ładu i składu. Tak rozumują ci, którzy wypełnieni są szarym puchem codzienności, jak przepocone poduchy w podrzędnym, powiatowym hoteliku o marnej proweniencji. Pozbawieni możliwości wejścia w świat mistyczny teatru, obszytego lampasem metafizyki. Ludzie, których strach przed innością świata i jego nieuchronną katastrofą spycha do funkcjonowania w półprzezroczystych bańkach. Mam nieodparte wrażenie, że tacy właśnie ludzie zabrali się za „Matkę” w Ateneum.
Premiera była 12 kwietnia. Ja obejrzałem spektakl dzień po. Bez skojarzeń z wczesnym poronieniem, proszę. Publiczność chwilę poklaskała. Aktorzy trzy razy się ukłonili. Rozeszliśmy się. Bez większych emocji. Szkoda. Bo na ten wieczór, jako miłośnik dzieł Witkacego, czekałem od kilku miesięcy…



Komentarze
Prześlij komentarz