Poezja piękna jak życie
Widowisko, które postawiło mnie wobec pytania. Bo czy to JEST teatr, czy nie? Przecież dwoje aktorów i autorka po prostu recytują wiersze. Jaka jest odpowiedź? Nic bardziej uproszczonego i mylnego niż samo pytanie. To jak najbardziej jest kawał znakomitego teatru i znakomicie, że w Teatrze Telewizji znajduje się miejsce na widowiska oparte o poezję. A wszystko to dotyczy „Pewności” w reżyserii Błażeja Peszka, który na telewizyjną scenę przenosi wiersze Ewy Lipskiej.
Pozostając w sferze pytań: Czy to jest komunikacja? Listy słane ze świata samotnej nostalgii do uniwersum samotności pogodnej? Nie zgadzam się z tym, a tak spektakl anonsowano na stronie Teatru Telewizji. To raczej jednostronna korespondencja i jej analiza, komentarz i refleksja adresatki. Pisze Geldberg (Jan Peszek), czyli zaprzątnięty łapaniem chwil przemijających antykwariusz. Fantastycznie dokumentujący ziarenka piasku upadające w klepsydrze jego życia. „Nie mogę odpowiedzieć na pytanie kto odziedziczy ten świat. Historia milczy na ten temat…” - to zdanie uważam za najważniejsze. Za credo postaci Geldberga, który fantastycznie został zagrany i można napisać wyrecytowany przez Jana Peszka. Często półgłosem, w zamyśleniu. Odczekując w ciszy momenty zbierania myśli - tworzy Peszek nastrój dla swojego bohatera. Mówi o rzeczach ważnych językiem świetnej, obrazowej poezji. Zaskakują porównania i przenośnie stosowane przez Lipską. To doskonale napisane wiersze i można tylko zazdrościć Autorce tej wspaniałej iskry talentu. Zazdrościć oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu, ciesząc się że taka poezja powstała i można jej posłuchać. Bo słucha się przecież zupełnie inaczej, niż czyta.
Geldbergowe listy płyną do pani Schuman (Anna Polony). Ta otwiera je i obraca w palcach jak wielobarwne szkiełka. Błyszczą jej słowa kolejnym, pięknym światłem. Z wiersza na wiersz zaskakując trafnością obserwacji i lekkością dobranych słów. „Geldberg założył na siebie swój grób i zorientował się że grób się na nim nie dopina. Stwierdza z wyrazami głębokiego żalu że jeszcze nie czas na wieczny odpoczynek.”. Fantastyczne frazy, świetna interpretacja. Gdy raz podniesie się głowę, aby posłuchać - zastyga w bezruchu ze zdziwieniem konstatując, że to zarazem proste i trudne. Proste słowa zestawione w pozornie karkołomny układ środków artystycznych po chwili otwierają się w myślach. Jakby Lipska tworzyła nie wiersze a muszle perłopławów. W bezpiecznym zakątku wyobraźni uwalniają swoje klejnoty.
I tych dwoje zupełnie by wystarczyło. Pozostało w splocie listów i refleksji nad nimi. Niepotrzebnie, moim zdaniem reżyserujący widowisko Błażej Peszek włączył w nie Poetkę. Lipska jest znakomitym literatem. Ale nie jest aktorem. Nie umie tak jak Polony i Peszek interpretować utworów. Dla mnie - bądźmy szczerzy - zupełnie się w „Pewności” nie odnajdowała i nie uzasadniała. Mieszanie autora z aktorem, o ile ten pierwszy nie jest zarazem drugim - jest bez sensu. Piekarz upiecze chleb ale nie wyrzeźbi Apollina.
To jeden kamyk, który uwierał mnie, jakby dostał się do świetnie uszytego na mój rozmiar buta. Drugi, znacznie mniejszy, to czas. „Pewność” ma trzy kwadranse. Z jednej strony mało, jak na teatr. Z drugiej piekielnie dużo, biorąc miarę poezji. Lubię ją. Dużo czytam wierszy. Zawsze miałem je pod ręką. Jednak poezja wymaga smakowania. Czasu. To nie rzemieślnicza proza, gdzie można odwalać pańszczyznę kolejnych stron czasem przeskakując od akapitu do akapitu gdy pisarz postanowi nadmiernie uciec w opisy czy dygresje. W poezji waży każde słowo, każdy wers jest tu jak pociągnięcie pędzlem na obrazie. Dla mnie ostatnie dziesięć minut było nadmiarem. Czułem się jak człowiek, który wchodzi do galerii malarstwa. Przyszedł wiedząc czyje płótna tam zobaczy. Początkowo uważnie obserwuje kolejne dzieła. Pięć, sześć zamkniętych w ramach arcydzieł. Przy siódmym odczuwa pierwsze zmęczenie. Rozkojarzenie. A potem coraz szybciej przemierza sale galerii. Zatrzymuje się tu i tam na moment, gdy błyśnie mu coś przed oczami. Ale jest przesycony. Wychodzi z mętlikiem w głowie. Podobny mętlik poczułem właśnie na jakieś dziesięć minut przed końcem „Pewności”. Ale to przecież subiektywne. Może kwestia rozmiaru kapelusza?
Lipska pisze wspaniale. Soczyście i obrazowo. Jej postrzeganie świata to skojarzenie poetyki Sławomira Mrożka z posępnym, sentymentalnym ale genialnie ciosanym słowami nastrojem Zbigniewa Herberta. Czy Geldberg i Cogito pójdą razem tam, dokąd poszli tamci po złote runo nicości? Z przyjemnością się temu rozważaniu oddaję, pozostawiając Państwu resztę do przemyślenia. A potem odnalezienia w odmętach internetu poezji Ewy Lipskiej, no i oczywiście spektaklu. „Pewność” w reżyserii Błażeja Peszka do koniecznego, spokojnego obejrzenia w Teatrze Telewizji.
Reżyseria: Błażej Peszek
Autor sztuki: Ewa Lipska
Scenografia: Marek Braun
Kostiumy: Zofia de Ines
Muzyka: Michał Pepol
Zdjęcia: Joanna Kakitek
Wybór utworów i scenariusz telewizyjny: Ewa Lipska, Zbigniew Dzięgiel
Obsada
Ewa Lipska
Anna Polony
Jan Peszek
Michał Pepol


Komentarze
Prześlij komentarz