Mądra dziewczynka z parku

W Teatrze Lalka „Dziewczynka z parku”. Spektakl w reżyserii Kingi Pazik pokazano w ramach Festiwalu Nowe Epifanie. A walorem pokazów było tłumaczenie go na Polski Język Migowy. Brawa wielkie i na samym początku. O ile teatr dla dorosłych często sięga po pętlę indukcyjną oraz inne formy przekładania tekstu na język niesłyszących, o tyle w teatrze dla dzieci się z tym nie spotkałem. 


Zacznę właśnie od tego. Bo dzięki tłumaczeniu widowisko zyskało zupełnie nowy wymiar, walor integracyjny. Maluchy słyszące, które do tej pory nie miały kontaktu z językiem migowym zobaczyły na czym to polega. Oswoiły się z szybkimi ruchami rąk u pewnej części widzów i nauczyły czegoś nowego. Obok mnie siedziała dziewczynka słysząca, zapewne uczennica jednej z klas integracyjnych. Znała podstawowe znaki migowe, z dumą je prezentowała. Szkoda, że Jej mama w tym czasie wybrała konwersację messengerową. Smutno to wyglądało. Ale to jest zjawisko powszechne: Robimy coś, co potem irytuje nas we własnych dzieciach i nie zdajemy sobie sprawy, skąd nawyk się u nich wziął. 


Wróćmy do spektaklu. Tekst Barbary Kosmowskiej dotyka sprawy bardzo trudnej. Dlatego jest ważny i dlatego ważny jest spektakl stworzony na jego podstawie. Z wielkim wyczuciem, delikatnością i uwagą przeniosła go Kinga Pazik do teatru. Śmierć rodzica. Pozostaje pęknięty dom, głęboka rana. I dwoje ludzi. Dorosły i dziecko. Proszę pamiętać, że „Dziewczynka z  parku” to opowieść dla siedmio - dziesięciolatków. 


W mojej klasie taki wypadek się zdarzył. Pamiętam go do dziś i często wracam myślami. Tata Pawła wstał jak zwykle rano. Jak zwykle usiedli we troje do śniadania. Potem tata poszedł do łazienki. Wyszedł z niej blady. Upadł. Nic nie można było zrobić. A potem Paweł przyszedł do szkoły. Niezręczność wisiała w powietrzu. Nie wiedzieliśmy jak z nim rozmawiać. Czego unikać. O czym mówić. Dorośli nie pomagali. Wszystko, co proponowali wiało sztucznością. 


Podobnie ma się sprawa z Andzią, czyli tytułową Dziewczynką z parku. Jej tata umierał dłużej. Szykował ją na dzień, w którym przestaną się widywać. Ale czy przestaną być razem? Tata powierzył Andzi pewną tajemnicę. I ona daje dziecku siłę. Bo przecież tata wie, co mówi. Jeśli mówi - to tak jest. 


To bardzo ważne przesłanie tak książki jak spektaklu. Śmierć rodzica, jeśli nie jest nagła, wymaga mądrego rozłożenia na czynniki pierwsze. Dziecko boi się utraty stabilności życiowej. Odejście rodzica, bo śmierć przedstawia mu się jako „odejście” kojarzy się z bezpowrotną stratą. Wielka to rola i bodaj najtrudniejsza dla umierającego rodzica - zabezpieczyć własne dziecko. Tata Andzi jest faunistą, razem z córką eksplorowali park niedaleko ich domu. Tajemnica to kowalik. Malutki, wesoły ptaszek. Andzia dostaje od ojca przekaz: ja nie „odejdę” będę. Tylko niewidzialny. A zobaczysz mnie w tym małym szarym kowaliku. Będę jak on śpiewał i zapraszał Cię do zabawy. Dziecko wierzy. I ta wiara pozwala zbudować na nowo stabilność. Uratować emocje. 


To nie dzieci stwarzają problemy i pielęgnują rany. Dzieci są znakomitymi obserwatorami a zarazem ufnymi słuchaczami. Wystarczy kilka słów, kilka dni aby zasiać w ich świecie ziarno niepokoju. A od ziarna już tylko krok do wielkiego strachu. Smutku. Andzia obserwuje swoją mamę. Widzi jak dorosła kobieta boryka się ze stratą. Próbuje zaszyć to, co rozerwane. Trudne to sprawy. Ale bardzo ważne aby je zobaczyć. Na dodatek, jak już napisałem, pokazane jest to w formie tak wyważonej i subtelnej, że nie widziałem żadnego malucha któremu pociekłaby łezka z oka. Słuchają i oglądają z zainteresowaniem. Zapewne potem, w domu, warto z nimi spokojnie porozmawiać aby nie zostali sami z wyciąganiem wniosków po spektaklowych. Ale to już rola rodziców. Oby sobie z tym poradzili. 


W szkolnym życiu Andzi pojawia się jeszcze ktoś. To Jeremiasz. Chłopiec powtarzający klasę, bo choroba zatrzymała go na pół roku w szpitalu. Zaprzyjaźniają się ze soba. Cierpienie Jeremiasza i Cierpienie Andzi okazują się wzajemnie znosić. Dziewczynka coraz częściej się uśmiecha, jej nowy kolega taktownie choć z ciekawością wchodzi w jej parkowy świat. A mama? Dostaje pracę i podejmuje ważną dla Andzi decyzję. Samochód taty, który miał być sprzedany, co sprawiało dziewczynce przykrość - pozostaje w rodzinie. 


Happy End nieszczęśliwej historii. A zarazem bardzo mądry spektakl o wspomnieniach. O tym, że hodowanie ich i wieczne rozpamiętywanie czyni z nas zamkniętych na przyszłość niewolników przeszłości. Smutne cienie dni dawnych, które nie umieją wyzwolić się z klatki rozpamiętywania. „Dziewczynka z parku” nie umyka przed wspominaniem. Pamięć taty jest ważna i silnie w spektaklu zaznaczona. Jednak wszystko ma swoje miejsce, proporcje. Życie dziecka nie może być obarczone wiecznym piętnem rodzinnej tragedii. 


Przemijamy. Nie umkniemy wyrokowi czasu. Poszukiwanie nieśmiertelności nie daje żadnych rozsądnych rezultatów. Możemy jedynie spokojnie, z wyczuciem przygotować siebie i swoich bliskich na to, że przyjdzie moment w którym przy stole pojawi się puste miejsce. Ale czy na pewno wiemy, że umierający człowiek odchodzi? Może jest z nami nadal, tylko jego obecność ma inny wymiar? Warto pomyśleć, zobaczyć. Porozmawiać. „Dziewczynka z parku” i do przemyśleń i do oglądania a na pewno do rozmawiania z dzieckiem nadaje się wręcz znakomicie. 



Reżyseria: Kinga Pazik


Obsada:

Nikola Czerniecka
Beata Duda-Perzyna
Jakub Tofil






Komentarze

Popularne posty