Impresje wieku pośredniego

Kiedy w chwilowym przypływie gotówki kupujesz air fryera i ekspres ciśnieniowy, parzący kawę na kilkadziesiąt sposobów bo nie chce ci się już jeść byle czego na mieście i zapijać tego kawą w pospiesznej sieciówce. Kiedy dochodzi do Ciebie, że ewentualna przygoda polegająca na wprowadzeniu do domu kolejnego kota nie jest już możliwa, bo kotom nie robi się takich rzeczy jak nagłe odchodzenie. Kiedy pytasz chata GPT co zrobić aby poprawić swoją atrakcyjność interpersonalną mając w podtekście inne pytanie - Co zrobić aby wyglądać młodo? 


To moje działania i przemyślenia. A dzielę się z nimi z Państwem pod wpływem „Małej Empirii” spektaklu na podstawie eseju Katarzyny Sobczuk, który w Teatrze Studio wyreżyserowała Anna Ilczuk. Na scenie Ewelina Żak i kontrabasista Radosław Łukaszewicz. Właśnie z Jego powodu nie mogę tego przedstawienia zakwalifikować do monodramów. Bez niego „Empiria” byłaby niekompletna. Zatem - duet aktorsko muzyczno wokalny.


Rzadko, mam wrażenie, spotyka się widowiska adresowane do pokolenia przejściowego. Jeszcze nie starcy, już na pewno nie młodość. Wiek średni? To określenie powoli staje się komplementem. Rozważania sceniczne w Studiu nie uwzględniają współcześnie królującego podejścia, że starości nie ma wcale a człowiek ma tyle lat na ile się czuje. I bardzo dobrze. Bo po co owijać w bawełnę? Starzejemy się. Nic na to poradzić nie można. Wie o tym 49 letnia bohaterka „Empirii”, zapewne odczuwa 47 letnia dyrektorka i 54 letni dyrektor. A o ich wieku dowiemy się na początku spektaklu. Poczujmy się bezpiecznie w świecie rówieśników. A jakie są nasze przygody?


Dorastające dziecko szykuje skrzydła do odlotu z domowego gniazda. Zostanie po nim pustka w sercu i pusty pokój. Zapewne ten przez kilka miesięcy będzie stać w niezmienionej formie. Symbol nadziei? Pamiątki? Muzeum samotności rodzica. A potem skrzętnie ten pokój zostaje zmieniony. W mini siłownię, gabinet, salonik telewizyjny. Cokolwiek. Byleby pamięć nie bolała. Niech oślepnie ta pustka. Znam to. Przerabiałem. Z uśmiechem dzisiejszego dystansu patrzyłem i słuchałem Eweliny Żak. Fajnie jest skonstatować, że nie jest się samym pośród ludzi. 


Mijają nasze słowa i wyrażenia. Kto dzisiaj mówi „proszę ciebie”,  „trotuar”, „wykręć do ciotki” czy „draka”? A czy oznaka młodości to używanie sformułowań „osoba aktorska” i „osoba widzowska”? (te ostatnie określenia, zupełnie prywatnie dodam, uważam za objaw wymagający interwencji terapeutycznej). Czy wraz z nimi mijamy? Obracamy się jak koło fortuny w centrum spraw już nie naszych i jeszcze nie naszych. Dziecku kasa blikiem, rodzicom zakupy. Przypomnieć o lekach ojcu, niech córka posprząta w domu. Wiek w którym rodzic nie jest jeszcze uroczym staruszkiem, ale nie jest już ukochanym przewodnikiem. Jest zgredem, który zawraca głowę i domaga się atencji. 


Smutne? Nic bardziej mylnego! Wszystko zależy od formy. Sposobu podania. Ewelina Żak z „Małej Empirii” zrobiła delikatną, bardzo osobistą, pełną swady i humoru perełkę. Jej postać to kobieta tuż przed osiągnięciem półwiecza swojej ziemskiej przygody. Mieszają się w niej, jak w wielkim wrzącym kotle, emocje i pragnienia. Wspomnienia i marzenia. Czasem z kotła wyskakuje urocza, energią naładowana młoda trzpiotka. Po chwili syk kolejnej chmurki pary zamienia ją w refleksyjną, dojrzałą kobietę z tak zwanym doświadczeniem. Jest świetna. Po prostu świetna i znakomicie - zapewne wspólnie z reżyserującą „Empirię” Anną Ilczuk „wyczuwa” widownię. Powoli, konsekwentnie od początku ośmiela widzów, zachęca do może nie dialogu, ale na pewno czynnego uczestnictwa w spektaklu. Bezwiednie włączamy się w to. Podsuwamy kolejne słowa, które mieszkają już tylko w naszych zakamarkach pamięci. Aż do finału. Popisowego koncertu życzeń, w którym Ewelina Żak śpiewa frazy, zwrotki z piosenek których tytuły proponują widzowie. Śpiewa z taką swobodą, energią i radością że chciałoby się zobaczyć ją w recitalu wokalnym. Płyną dźwięki „Niech żyje bal”, „To nie ja byłam Ewą”, pojawia się „Biały Miś” i zapewne wiele wiele innych, które przecież zależą tylko od inwencji i pamięci widzów. A ci śpiewają razem z Eweliną Żak, ciesząc się własnymi wspomnieniami. Bo „Mała Empiria” uczy jak się z tymi wspomnieniami poukładać. Zrozumieć, że czas - podobno wielka zagadka fizyków - nie jest wrogiem ani przyjacielem. Jest czymś, na co wpływu nam nie dano. Czy jest zatem sens solić wspomnienia łzami za czymś utraconym? 


Przedstawiłem Państwu ledwie kilka elementów tego pięknego, ciepłego i bardzo kojąco działającego widowiska. Przejdźmy do kolejnych. Bo nie sposób pominąć roli, jaką ma w spektaklu Radosław Łukaszewicz. Jego kontrabas czyni cuda. Nie jest jedynie muzycznym tłem. Jest w rękach artysty pięknie brzmiącym głosem odzywającym się tam, gdzie aktorce potrzeba interlokutora. A zakończenie, czyli solowy popis Łukaszewicza w którym wyciska z poczciwego instrumentu własną, poszarpaną emocjami opowieść - świetny. Mam wręcz wrażenie, że Panie tworząc spektakl przesadziły. „Mała Empiria” moim zdaniem powinna się tym solowym popisem Łukaszewicza kończyć. 


Warto dostrzec i uważnie śledzić grę świateł. Malarnię - tak nazywa się mała scena Teatru Studio - zabudował ich blaskiem i barwami Artur Sienicki. To jest doskonała robota. Gdy Ewelina Żak potrzebuje - snop światła jest jej nieodłącznym towarzyszem. Kryje się też, co nieczęsto jest wykorzystywane w teatrach, za zasłoną kompletnej ciemności. Z niej płyną do nas kolejne frazy monologu. Koniec wieńczy dzieło jak wiadomo, a dzieło Sienickiego wieńczy wciągająca i wysmakowana gra światła i projekcji wideo, współgrająca z powyżej opisanym solo na kontrabasie. 


I mamy całość. Teatr Studio nie zawodzi. Po „Nieśmiałej Dżokejce” - bardzo moim zdaniem udanym monodramie Dominiki Ostałowskiej, kolejny kameralny spektakl. Wróżę mu sukces. W czasach, gdy jedyna radość to nadzieja że w pewnym wieku mamy szansę nie dożyć kolejnej wojny, „Mała Empiria” daje siedemdziesiąt minut oddechu, uśmiechu i świetnej zabawy.


P. S. Nie jestem jeszcze AŻ TAK stary. Do kotów mówię głosem spokojnym, acz bez infantylizowania. Dlaczego to symptom, że starość dopiero przede mną? Kto zobaczy „Empirię”, ten się dowie. 



AUTORKA TEKSTU

Katarzyna Sobczuk

ADAPTACJA I REŻYSERIA

Anna Ilczuk

MUZYKA

Maciej Zakrzewski

MUZYKA NA ŻYWO 

Radosław Łukaszewicz

SCENOGRAFIA I KOSTIUMY

Mateusz Stępniak

KONSULTACJA CHOREOGRAFICZNA

Wojciech Grudziński

ŚWIATŁO I VIDEO

Artur Sienicki

KIEROWNICZKA PRODUKCJI

Ewa Grzebyk

INSPICJENTKA 

Zuzanna Prusińska


OBSADA

Ewelina Żak 





Komentarze

Popularne posty