Ważne kim jesteś

Mam wrażenie, że „23 i pół godziny” to jeden z najlepszych spektakli jaki miałem okazję oglądać w ostatnich latach na scenie warszawskiego Teatru Współczesnego. Jarosław Tumidajski stworzył całkiem przyzwoicie trzymający w napięciu dramat psychologiczny. A w zasadzie przeniósł na scenę bardzo dobrze napisany dramat pióra Carey Crim. 


W szalonym świecie współczesnym oskarżenie i idące za nim konsekwencje zaczynają przypominać erę Związku Radzieckiego w latach przed i tuż powojennych. Wtedy życie warte było jeden niestosowny żart. Dziś? Choćby pomówienie, szantaż, czy zwyczajne oszczerstwo. Wtedy sprawa była prosta - władza odbierała życie. Dziś jest inaczej. Odbierane jest prawo do życia. A sądem jest każdy. Wydaje wyrok na podstawie poszlak czerpanych z mediów, półsłówek. Własnej obserwacji. 


Procesem poszlakowym kończy się błyskotliwa kariera charyzmatycznego nauczyciela, Toma Hodgesa (Szymon Mysłakowski). Świętowanie sukcesu szkolnego przedstawienia przerywa wiadomość od dyrektorki szkoły, w której pracuje. Jedna z uczennic oskarża go o molestowanie. Od tej chwili wszystko w jego życiu rozpada się w gruz. Przegrywa i zostaje skazany na kilka lat więzienia. Czy rozpada się naprawdę wszystko? Czy tylko jego to dotyczy?


Tom wiódł szczęśliwe życie u boku Leigh (Katarzyna Dąbrowska) i syna Nicholasa (Maciej Bisiorek, ale mogą Państwo w tej roli zobaczyć także Jana Scardinę). Gdy wybucha skandal oni zostają poszkodowani równie mocno, jak Tom. A może bardziej? Przecież jego wina, choć stwierdzona na podstawie poszlak, jest niepewna ale potencjalnie możliwa. Ich - wykluczona. Leigh trwa przy mężu. Rozpaczliwie wierzy w prawdziwość jego słów. W niewinność człowieka, którego pokochała jeszcze jako nastolatka. Nicholas jest w znacznie trudniejszej sytuacji. Mierzy się z oskarżeniem ojca o czyn, który dotyka prawie jego rówieśnicę. 


Na próbę wystawiona jest nie tylko więź rodzinna. Trzeszczy także najbliższa przyjaźń Hodgesów. Małżeństwo Wagnerów, czyli przyjaciele od zawsze, stają w sytuacji najważniejszej próby swojego zaufania i szlachetności. Jayne (Monika Pikuła) ma wątpliwości. Czy uzasadnione i na czym je opiera? Okaże się w trakcie spektaklu. Bruce (Szymon Roszak) wydaje się niezachwiany w swoim zaufaniu i współczuciu wobec Toma. Powstaje świetny, trzymający w napięciu spektakl. Całość trwa prawie dwie godziny. Bez przerwy. I tego upływu czasu w ogóle się nie czuje. Choć, jako dawny dziennikarz newsowy nie mogę nie napisać, że jakieś dziesięć minut bym tu i ówdzie podciął. Ale to moje zdanie. Widownia milczała w bezruchu. Diabelnie wciągają te „23 i pół godziny”. 


To nie jest prosta historia oparta o model „winien i ma”. Dostajemy w dynamicznym wydaniu i nienadmiernie pogmatwanej formie studium emocji targających ludźmi, którzy z różnych perspektyw patrzą na przestępstwo. Bo molestowanie to tylko tło. Można wymienić je na dowolne oskarżenie i dowolny, przegrany, proces poszlakowy. Otrzymamy identyczną sytuację. Upadku człowieka, który pociąga za soba w przepaść wszystkich uczestników swojego życia. Przyjaźń, miłość, więź rodzinna, życiowe pasje. Każdy z aspektów tragedii jest na scenie Współczesnego doskonale pokazany. Wina nie ma znaczenia. Liczy się czas po odbyciu zasądzonej kary. Bo powrotu do tego co było przed wyrokiem - nie ma. 


Spektakl dający do myślenia. Przerażający konsekwencjami czynów, które mogą być błahostkami. Czymś, na co nie zwracamy uwagi. Stanowiący zarazem świetny punkt do dyskusji o oszalałym świecie, który w imię bezpieczeństwa i chronienia wszystkich przed wszystkimi doprowadza ludzi do zachowań nieracjonalnych. Zmusza do zimnej rezerwy w imię ostrożności. Lęku przed pomówieniem o łamanie granic prywatności, a w konsekwencji oskarżenia o czyny znacznie poważniejsze. Gdzie my się znaleźliśmy, w jakim jesteśmy momencie rozwoju cywilizacji, skoro przytulenie kogoś z problemem emocjonalnym może skończyć się oskarżeniem o molestowanie? W którym momencie popełniliśmy błąd,  jeżeli nauczycielka chcąc pocieszyć przestraszonego ośmioletniego ucznia musi prosić inną osobę dorosłą aby w tym uczestniczyła, obawiając się podobnego zarzutu? 


„23 i pół godziny” nie daje jasnej odpowiedzi na pytanie, czy Tom Hodges molestował uczennicę. Pokazuje mechanizm, jaki włącza społeczeństwo, gdy stanie wobec takiej sytuacji. Dostajemy garść poszlak, wniosków i impresji. Reszta należy do nas. Podobnie jak mieszkańcy małego amerykańskiego miasteczka, w którym osaczono fabułę spektaklu możemy sami, w zgodzie z własnym sumieniem, ocenić to co się stało. Obserwując jednocześnie konsekwencje sądowego wyroku. Sprawiedliwego? To też reżyserujący spektakl Jarosław Tumidajski pozostawia naszemu sumieniu. 


Znakomicie jest to zagrane. Świetnie „przeczytał” swoją postać Szymon Mysłakowski. Jego Tom Hodges jest w pierwszej scenie człowiekiem nie budzącym sympatii. Wycofanym, skupionym na sobie. W kolejnych powoli otwiera się skorupa, kryjąca jego emocje, pasje. Poznajemy, choć pobieżnie, świat Toma. Tym światem w dużej mierze jest Leigh. Kolejna bardzo dobra, a nawet więcej niż „bardzo dobra”, rola Katarzyny Dąbrowskiej. Niezachwiana w swojej wierze w męża trwa i walczy. Stara się ocalić tyle, ile zdoła unieść na własnych ramionach. Ile pozostało na pogorzelisku ich dawnego życia. Walczy, choć i ją dopada fatalne, tytułowe pół godziny. Z uwagą warto obserwować jak powierzoną sobie Jayne Wagner kreuje Monika Pikuła. Jest bohaterką dręcząco-niepokojącego drugiego planu. Wysuwa się na pierwszy, skupia uwagę. Staje się siłą napędową wydarzeń. Ma kilka twarzy. Od naiwnej lekko irytującej przyjaciółki domu do silnej kobiety walczącej o bezpieczeństwo dorastających córek. Moim zdaniem obie Panie w tym spektaklu wykonały świetną robotę. Czworokąt dorosłych uzupełnia Szymon Roszak i jego Bruce Wagner. Postać ważna ale stanowczo mniej tu było do zagrania, niż w wyżej opisanych rolach. Mimo tego Bruce, na wskroś dobry, lojalny i empatyczny przyjaciel udał się znakomicie. Podobnie jak Nicholas Maciejowi Bisiorkowi. Dorastający dobry chłopak, którego świat zawalił się wraz z oskarżeniem  i wyrokiem ojca. Odbudowuje go jak i gdzie się da. A możliwości wielu w jego sytuacji nie ma. Rówieśnicy go odrzucają, a w cieniu w który wpada czają się zagrożenia. Bisiorek bardzo dobrze tego fajnego, ciepłego i pełnego radości nastolatka zagrał. Także w chwilach, gdy odebrano mu wszystko, złamano i zniszczono. Ważna to rola. Z radością odnotowuję, że została solidnie wypracowana. 


Co stanie się z Tomem  Hodgesem, gdy wyjdzie z więzienia? Czy jego małżeństwo z Leigh przetrwa, a Nicholas odzyska stabilność emocji? Jak potoczą się losy przyjaźni Hodgesow z Wagnerami? Trzeba przekonać się samemu w warszawskim Teatrze Współczesnym. Jak już napisałem na początku, a na końcu powtórzę: Moim zdaniem jeden z lepszych spektakli, jakie w ostatnich latach miałem okazję oglądać na Mokotowskiej. 


Obsada


Tom Hodges - Szymon Mysłakowski 

Leigh Hodges - Katarzyna Dąbrowska

Nicholas Hodges - Maciej Bisiorek/Jan Scardina

Jayne Wagner - Monika Pikuła 

Bruce Wagner - Szymon Roszak


Twórcy


Autorka
Carey Crim 

Reżyseria, opracowanie muzyczne Jarosław Tumidajski 

Tłumaczenie Bogusława Plisz-Góral 

Scenografia Katarzyna Kornelia Kowalczyk 

Kostiumy Krystian Szymczak 

Reżyseria świateł Katarzyna Łuszczyk





Komentarze

Popularne posty