Pyszne to "Toffi"!

Mam swoją definicję teatru, który podlega dziennikarskiej ocenie. Jeśli ktoś organizuje widowisko biletowane - niezależnie od tego czy na scenie są amatorzy, dzieci, kosmici, czy też cyrk pchełek - można o nim pisać sprawiedliwie. Także krytycznie. A dzisiaj krytycznie nie będzie. Bo projekt, który pokazano w warszawskim Teatrze Ochoty to teatr z najprawdziwszego zdarzenia.


Skąd wziął się ten wstęp i moje obawy? Ano wynikały z faktu, że Toffi, tak nazywa się spektakl w reżyserii Natalii Sołtysik, to efekt rekrutacji konkursowej „Polowanie na Młode Motyle”. Na scenie tylko jedna zawodowa aktorka, Agnieszka Roszkowska. Pozostali - młodzi. Bardzo młodzi. I co? I jestem pod wielkim wrażeniem pracy, jaką wykonali. Ich wspaniałego zaangażowania, talentu. Możliwości. Także a może przed wszystkim pracy tych, którzy ich odnaleźli, oszlifowali, dali wiarę w swoje siły. Jeśli tak ma wyglądać teatr młodzieżowy, bo za taki chce Ochota uchodzić, to można się tylko cieszyć. Nie ujmując ani miligrama Pani Agnieszce napiszę, że gdy oglądałem „Toffi” w ogóle nie zauważałem dysproporcji. To zapewne także Jej zasługa - potrafi stworzyć dookoła siebie atmosferę, w której nie czuć tremy czy onieśmielenia. Wrócę do tego jeszcze. 


Rzecz dzieje się współcześnie w Anglii. Mała miejscowość. Przemocowy ojciec-policjant terroryzuje swoją partnerkę i córkę z poprzedniego związku. Pierwsza - Kelly Anne ucieka, namawiając drugą do tego samego kroku. Allison, czyli córka, postanawia dać ojcu szansę. Myli się. Pobita, porzucona w domu podejmuje decyzję. Pakuje do szkolnego plecaka rzeczy osobiste i zostawia dom ojca. 


Zaczyna się doskonale wyreżyserowany, bardzo plastyczny ciąg zdarzeń. Jestem pod wrażeniem tego spektaklu. Tu wszystko jest pokazane, zaklęte w ludzki gest i ruch. Morskie fale, które wchodzą na piasek i zmywają z niego napisy. Uliczny strach dziewczynki, która decydując się na dramatyczny krok nagle staje w obliczu pustki samotności. Dezintegracji jej dotychczasowego świata, systemu wartości jakim by nie był. Bardzo mocna scena agresji i obrony, w której główną rolę grają rekwizyty -  ciężkie, brzęczące jak łańcuchy, klucze do śrub. 


Przeskoczyłem do przodu, zapewne podświadomie chcąc uniknąć sceny ojcowskiej przemocy wobec córki. Ale i ona jest znakomicie przemyślana. Działająca na wyobraźnię, a zarazem nie przerysowana. Nie epatująca widzów niepotrzebnie drastycznością. Dzięki temu efekt jest dokładnie taki, jak być powinien. Wiemy o koszmarze przemocy, a nie mamy poczucia, że uczyniono z niego efekciarską zabawkę. Poznajemy Allison w zasadzie tuż przed decyzją o pozostawieniu domu rodzinnego. Domyślamy się okropnych rzeczy, jakich tam musiała doświadczać. Jednak Twórcy nie zmuszają nas do ich celebrowania. Pozostawiając je wyobraźni widzów dają jeszcze jeden sygnał: Skoro umiemy je sobie tak szybko wyobrazić, jak przerażająco powszechne musiały się stać we współczesnym świecie. 


Allison po ucieczce szuka Kelly Anne. Szuka spokoju i bezpieczeństwa. W tym samym czasie poszukiwania takie prowadzi i Kelly Anne. Obie trafiają na pomocne ręce. Dziewczynka spotyka Marlę, dziwną kobietę, która zmienia jej imię na Toffi a była partnerka przemocowego policjanta znajduje wsparcie i ochronę w rękach urzędniczki opieki społecznej. To kolejny, arcyważny wydźwięk „Toffi”. Spektakl jest adresowany do młodzieży. Myślę - najlepiej licealnej. Pokazuje im, że nie są w sytuacjach bez wyjścia. Świat nie jest piekłem bezdusznie znieczulonych ślepców. Można i trzeba szukać pomocy, gdy się jej potrzebuje. Tu nie ma często obrazowanej w „dorosłych” widowiskach beznadziei człowieka potrzebującego. Jest jego strach, nieufność. Jest głód i ból. Ale są także pokazane rozwiązania. 


Wrócę na moment do poziomu warsztatowego „Toffi”. Zuzanna Polichnowska i Sky Wojciechowski stwarzają kręgosłup tego spektaklu. Ich postaci - narracja, ruch sceniczny, dialog - trzymają w napięciu, budują przestrzeń dla rozwoju wydarzeń. Bardzo dobrze wypada Anna Figat w roli Kelly Anne. Zagubiona, prawdziwa, wydawać by się mogło nad wiek aktorsko rozwinięta. Zwraca uwagę Bartosz Gers w roli Ojca. Zagrał przemocowego ,agresywnego człowieka tak sugestywnie że gdyby nie jego przemiły uśmiech przy oklaskach na końcu, bałbym się go spotkać. I ten jego świetnie przedstawiony monolog w czasie SMSowej rozmowy z córką. Dojrzały, mocny, nie zagrany „na emocjach” a wstrząsająco je w widzach budzący. Równie ważna i równie zaskakująca dojrzałym podejściem do roli Antonina Woźniak. Jej Lucy to uosobienie człowieka merkantylnego, opartego o pieniądz a zarazem podszytego dziecinnym stosunkiem do świata. A grając Panią z MOPSu przywraca wiarę w ludzi sprawiedliwych i dobrych. Gdy Allison przemienia się, na potrzeby Marli, w obsesyjnie szukaną przez nią Toffii w rolę dziewczynki wchodzi Zofia Perchuć. I to jest zmiana jak w lekkoatletycznej sztafecie pewnie zmierzającej po zwycięstwo. Równa, czytelna, wyrazista. Brawo. A na końcu wielki ukłon w kierunku Agnieszki Roszkowskiej, aktorki warszawskiego Teatru Dramatycznego. Jej doświadczenie, zdecydowanie i talent znakomicie wspierają cały Zespół. Prowadzi ich dyskretnie, nie narzuca swojego stylu. Uważnie dba, aby nikt nie zostawał w tyle, nie pędził na złamanie karku. Jej Marla to znacznie więcej, niż tylko jedna z postaci tego spektaklu. 


Mnie „Toffi” oczarowała wieloma aspektami. Aktorskimi, reżyserskim, adaptacją i doborem tekstu. Ale jako wiecznego marzyciela przede wszystkim wieloznaczną, kapitalną po prostu, scenografią. Anna Czarnota zabudowała boki sceny metalowymi regałami magazynowymi. Są na kółkach, zatem można je swobodnie przesuwać. Na nich kartonowe pudła z napisami. Kryją cząstki bohaterów „Toffi”. Kolejne ich rekwizyty, narzędzia w podróży przez świat. Komórki ludzkiej pamięci, w których przechowują się dobre, złe - lepsze, gorsze wspomnienia. Rozsypują się jak okruchy życia gdy nadchodzą trudne momenty. Stanowią bazę do odbudowania bezpieczeństwa i porządku świata, kiedy mija okres zawirowań. Papierowe pojemniki. Kostki naszych czynów i ich efektów. Zagrają swój wielki moment w scenie finałowej. Gdy szczęśliwym zakończeniem będzie bezpieczny dom Kelly Anne i Allison. Stworzą ścianę. Mur chroniący je od przeciwności losu. To zakończenie jest moim zdaniem jedną z lepiej wymyślonych finałowych scen spektaklu, jaką kiedykolwiek widziałem. Gdy następuje rozwiązanie, wiemy już że nic nikomu nie zagraża i można we względnym spokoju odbudować i budować swoje egzystencje, aktorzy zaczynają układać te pudła tuż przed oczami widzów pierwszego rzędu. Pudło za pudlem, pudło na pudle. Znikną za nimi. Po chwili uzupełniają mur przesuwanymi regałami. Są za nim schowani. Bezpieczni. Sugestywna, plastyczna, działająca kojąco na zmysły scena. Brawa. Wielkie brawa dla Twórców „Toffi”. 


To jest bardzo dobrze przemyślany, pod wieloma względami ważny edukacyjnie i estetycznie spektakl. Teatr Ochoty grywa go rano dla liceów, grywa wieczorem dla tych co rano w pracy. Moim zdaniem warszawskie szkoły mają na tacy położony solidny fundament pod lekcje wychowania obywatelskiego, rozwiązywania problemów i budowania swojego bezpieczeństwa wobec ewentualnych aktów przemocy. Nic tylko oglądać, a potem usiąść i spokojnie to sobie przegadać. 


Teatr pełną gębą. Jeszcze raz wielkie brawa dla Twórców i ukłony szacunku. Świetna robota! 


Sarah Crossan
𝘛𝘰𝘧𝘧𝘦𝘦
w tłumaczeniu Małgorzaty Glasenapp

reżyserka: Natalia Sołtysik
dramaturg: Jacek Niemiec (AST)
scenografka, kostiumografka: Anna Czarnota
pedagożka teatru: Iga Dzięgielewska
asystentka reżyserki: Maria Lewandowska
choreografka: Magdalena Przybysz
reżyseria światła: Zofia Krystman
autorka wizualizacji: Pola Pańczyk

charakteryzacja, make-up: Ali Kosoian-Kozbielska, Paula Gąsowska
realizatorzy światła: Witold Juralewicz, Zofia Krystman
realizatorzy dźwięku: Piotr Trojanowski, Mateusz Skoczek, Filip Kotowski
research i udźwiękowienie: Filip Kotowski
inspicjenci/montażyści: Marcin Chojnacki, Wiktor Korzeniewski, Piotr Piechowicz
garderobiane/rekwizytorki: Ilona Giżycka, Jolanta Sikorska
kierowniczki produkcji: Agnieszka Kołodyńska-Iglesias, Aleksandra Ślązak
autorka plakatu i programu: Sam Sara Małecka
autor zdjęć: Bartek Warzecha

obsada:
Anna Figat – Kelly Anne
Bartosz Gers – Ojciec
Zofia Perchuć – Toffi
Zuzanna Polichnowska – Allison 1, Peggy
Agnieszka Roszkowska – Marla
Sky Wojciechowski – Allison 2
Antonina Woźniak – Lucy, Pani z MOPS-u




Komentarze

Popularne posty