Dzień trzynasty - Okruchy, czyli... varia

Dwanaście dni. Oczywiście, jak Państwo się zapewne domyślają, nie słyszałem wszystkich pianistów i nie śledziłem wszystkich sesji. Byłem jednak na prawie wszystkich. W foyer, na internetowych forach, toczyły się w czasie eliminacji XIX Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina różne dyskusje. Ciekawe, a nie było czasu się do nich odnieść. Ponieważ wciąż czekamy na decyzję Jury, proponuje poświęcić im kilka chwil uwagi. 


Tematem pierwszym i już omówionym były występy „pod flagą neutralną”, nie będę do tego wracać, mam wrażenie że ta dyskusja nie ma sensu. Polityka versus sztuka jest jak czarna skarpetka, która zaplątała się w białym praniu. Farbując - zamienia biel w szarość. Pozostawmy Konkurs wolnym od szarości. 


Drugim, często powracającym, była supremacja pianistów chińskich. Przyjechało ich ponad sześćdziesięciu, a dodając do nich artystów z Chińskiego Tajpej, przeszło siedemdziesięciu. Podniosły się głosy o tym, że liczba uczestników z każdego państwa powinna być ograniczona. Proponowano kilka rozwiązań. Pierwszym był limit dla każdego kraju. Jak go jednak przyznawać? Moim zdaniem Konkurs Chopinowski to nie zawody bobslejowe, tylko wielkie święto artystyczne, ponad przynależnościami narodowymi. Stworzenie takiego limitu w drastyczny sposób wpłynęłoby na poziom chopinowskich zmagań. I - jeśli limit nie odnosiłby się do liczebności populacji - byłby z gruntu nieuczciwy. Jeśli natomiast by się do niej odnosił - w jeszcze większym stopniu promowałby Chińczyków. Moim zdaniem dobrze jest jak jest. Trzeba cieszyć się tym, że na świecie jest tylu znakomitych pianistów, bez zaglądania im w paszporty. 


Kwestia trzecia, połączona z poprzednią to pomysł na krajowe pre-eliminacje, które miałyby wyłaniać, zapewne określone limitem miejsc, narodowe teamy. Jestem przeciwnikiem tego pomysłu. Konkurs Chopinowski to nie Konkurs Eurowizji, a porównanie Leonory Armellini, która w filmie „Pianoforte” mówi o tym, że Konkurs jest jak Igrzyska Olimpijskie, choć obrazowe, ma swoje wady. Święto muzyki Chopina to dni refleksji. Wspaniałych, często nowatorskich interpretacji. Nie ma, moim zdaniem, większego znaczenia czy zwycięzcą zostaje pianista z Polski, Chin, czy spod „flagi neutralnej”. Ważne, aby laury zbierały najpiękniejsze interpretacje i ich twórcy. Nieważne skąd przyjechali. 


Zagadnienie czwarte, czyli wybór i dobór instrumentów. Uczestnicy eliminacji mogli wybierać pomiędzy dwoma fortepianami, firm Yamaha oraz Steinway and Sons. Oczywiście, w konkursie głównym wybór będzie zapewne znacznie większy. Mnie na przykład brakowało pięknego, głębokiego dźwięku instrumentów firmy Fazioli, które doskonale zapamiętałem z ostatniego Konkursu. Ale to eliminacje. Uczestnicy zostali potraktowani sprawiedliwie. Moim zdaniem alternatywny wybór był zupełnie wystarczający. 


Pojawił się także arcyciekawy głos o tym, że współczesne fortepiany brzmią zupełnie inaczej od tych, których miał możliwość dotykać Fryderyk Chopin, co powoduje że dzisiaj gra się w zasadzie zupełnie co innego, niż w Jego czasach. Słusznie. Myślę, że podobnie jak ja - śledzili Państwo zmagania Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych, którego druga edycja miała miejsce w 2023 roku. Dla mnie dźwięk instrumentów z tamtego Konkursu był absolutnie wspaniałą podróżą w czasie i bezcennym doświadczeniem. Przypomnę, że w tamtym konkursie tryumfował Eric Guo, w tegorocznych eliminacjach często wskazywany jako potencjalny kandydat do październikowego finału. Czy jednak nie warto pozostawić sytuacji taką, jaką jest? XIX Konkurs rządzi się swoimi prawami, jest przeglądem najnowszych trendów interpretacyjnych muzyki Chopina. Już zakończone właśnie eliminacje pokazały, że te trendy się zmieniają. Kilkoro pianistów grało w sposób nowatorski, zapewne dyskusyjny. Ale sztuka potrzebuje rozwoju. I to świetnie, że kolejne pokolenia wnoszą do świata Fryderyka Chopina swoje myśli, wartości i swój sposób grania. Dlatego tak potrzebny jest, moim zdaniem, konkurs na instrumentach historycznych i bardzo cenię pomysł jego organizacji. Stanowi wartościowy punt odniesienia i porównania. Swoisty kontrapunkt.


Jest jeszcze jedna kwestia, kolorowa, pachnąca i kusząca, a byłbym o niej zapomniał. Wspominana w foyer eliminacji, przewinęła się na forum Miłośników  Chopina za sprawą cytatu, zaczerpniętego od niezapomnianego

Mistrza - Jerzego Waldorffa: „Wyszedłszy z audytorium filharmonii, musiałem jeszcze przejść przez foyer zamienione – zgodnie z zaleceniami III RP handlowej – na targowisko przeróżnych towarów, opatrzonych monogramami Fryderyka. Były tam pierniczki, czekoladki, butelki z różnymi trunkami, koszulki. Brakowało jeno z podobiznami Frycka nocniczków, co przy użyciu grałyby Etiudę Rewolucyjną, gwoli popędzenia siusiających.”. O tempora, o mores! A może: Signum temporis? Dyskusja o stoisku sprzedającym gadżety nie jest nowa, trwa, co widać po cytacie, od lat. Tegoroczne suweniry prezentowały się wspaniale i okazale. Oczywiście część z nich można traktować z przymrużeniem oka. Mnie na przykład ubawiły „Chopin’s favourite gingerbreads”.  Czy jadał pierniczki? - nie wiem, ale podejrzewam że mogły się one znacząco różnić od współczesnych. Odłóżmy jednak żarty. Każda wielka impreza musi mieć otoczkę mainstreamową. Moim zdaniem zamykanie Chopina w elitarnej klatce, dostępnej jedynie dla wąskiego grona akolitów, nie służy niczemu dobremu. To piękna postać i piękna muzyka, przyciągająca do Warszawy przedstawicieli różnych narodów i generacji. Każdy z nich chciałby wynieść coś na pamiątkę. Dlatego stoisko mnie nie raziło, może bawiło, ale w znaczeniu miłym. To, co na nim prezentowano, przykuwało wzrok i węch jakością i starannością wykonania. Pięknie prezentowały się chopinowskie filiżanki, cukiernicza galanteria od Wierzynka, czy rozsnuwające po foyer leśne zapachy - wody kolońskie. Bardzo ucieszyła mnie dbałość o najmłodszych melomanów i półka z przeznaczonymi dla nich książkami,  a także puzzlami i chopinowskim Monopoly. Przyznam, że sam się złamałem i przedostatniego dnia kupiłem flakonik jednego z zapachów. Taki, który najmniej kojarzył mi się z szyszką do kąpieli. Ot - będzie mi przypominać te eliminacje i swoim zapachem umili czas oczekiwania na październik. 


A teraz? Teraz w skupieniu czekajmy na werdykt Jury…





 


Komentarze

Popularne posty