Trudna jak okręt pod pełnymi żaglami

„Clean Girl” - monodram Zuzanny Radek w reżyserii Ewy Platt - powraca na scenę Teatru Collegium Nobilium. W marcu można go będzie także zobaczyć na łódzkim festiwalu Teatropolis. Czy warto?


To jest spektakl dla bardzo specyficznej grupy widzów. Platt, mimo przecież dopiero co ukończonych studiów, ma swój specyficzny język i jej dzieła są ze sobą w pewnym sensie powiązane. Delikatność, wrażliwość i wszystko to, co w człowieku stanowi o jego unikatowości, zostaje zmięte i rzucone jak szmata na śmietnik współczesnego społeczeństwa, którym rządzi brutalna, jurna, przemocowa hucpa. Walczy. Próbuje przetrwać na kloacznym bagnie świata. Przegrywa, stając się potworem równie strasznym, jak te z którymi walczyła. To się dzieje na naszych oczach w „Clean Girl”. 


Wanda, bohaterka grana przez Zuzannę Radek, szuka odpowiedzi na proste, naiwne pytania dorastającej dziewczynki. Pytania o budzącą się w niej kobiecość. Nie znajdując odpowiedzi w swoim otoczeniu, sięga po narzędzia cyfrowej cywilizacji. Trafia na ohydę nie mającą sobie równych. Bezwzględnie wykorzystującą wszystko i wszystkich do zaspokojenia instynktów najniższych. Wiem, że tacy ludzie istnieją. Ale dlaczego tak jest? Nie umiem odpowiedzieć. Dlaczego istnieją mężowie, którzy onanizują się na wideo czatach używając do swoich podniet czternastoletnich dziewczynek? Po co świat nosi ludzki szlam, którego zaspokojeniem jest brutalny gwałt bezbronnej kobiety? Źle nasz gatunek został zaprojektowany. Źle ewoluuje. „Clean Girl” tego oczywiście nie wyczyści. Ale mówi o brutalności pełnym, czystym głosem. I bardzo dobrze. Cieszę się, że jest teatr nie chowający głowy w piasek milczenia. Platt ma swoją spójną wizję świata. Nie znaczy to że świat w jej wizji jest spójny. Jest połamany, rozbity jak lustro w którym się przegląda. Zakrwawiony, oblany ludzkimi odchodami. Podły. Spójna jest tylko jego wizja. 


Zaczyna się od mocnego dźwięku. Muzyka tłumi głos Zuzanny Radek. Utrudnia odbiór pierwszych minut monodramu. Jest jak głos dziecka, które mimo dorosłości pozostało dzieckiem. Głos rozpaczy i depresji, próbujący przebić się przez kakofonię potworności otoczenia. Ta kakofonia zaczyna się krystalizować. Staje się brutalnym, wulgarnym, bestialsko ohydnym, rapowanym tekstem. Aktorka wygłasza go po chwili raz jeszcze. Już mocno i wyraźnie. Dochodzi do nas podły sens tego słowotwórstwa. Przeraża, że ktoś takie teksty pisze, wykonuje. Uznaje za możliwe do wyśpiewania publicznie. 


Reżyserująca Ewa Platt zbudowała to wspaniale a Zuzanna Radek równie wspaniale ten zamysł przeniosła na scenę. Jej bohaterka trwa poza czasem. Od siedmiu tygodni nie zmienia nic w swoim otoczeniu. Jej życie składa się jedynie z aktów fizjologii i przyjmowania pokarmu. Powoli, minuta po minucie, poznajemy przyczynę. Spektakl składa się z mnóstwa zachodzących na siebie, pieczołowicie poskładanych trybów. Jest skomplikowanym, pięknym i zarazem brutalnym mechanizmem. Zatruwa myśli. Zasmuca. Ale robi to w sposób absolutnie uprawniony. Przemyślany. Na bagno współczesności dwie wspaniałe Kobiety - Artystki rzucają piękno, delikatność, wrażliwość. Wszystko, co powinno podlegać najściślejszej ochronie, jako najważniejsze ludzkie wartości. Zostają zbrukane, poniżone. Dziecinne marzenia w konfrontacji z życiem. Taka jest „Clean Girl”. 


Wanda, bohaterka monodramu, zakłada ochronny pancerz nieczułości. Niszczy kolejne uczucia i krzywdzi z zimnym wyrachowaniem wszystko, co okazuje jej miłość. Pozbawiona emocji, z wrażliwością maszyny, w hotelowym pokoju oddaje się przeżywającemu swój pierwszy raz chłopakowi. Beznamiętnie wsłuchuje się w płynący z radia przebój Wilków. Taką stworzyła ją rzeczywistość. Taka powstała po okresie współczesnego dojrzewania nastolatki. Oglądamy misterny, koronkowy teatr o wrażliwości i emocjach najdelikatniejszych. O brutalności świata. Czy kontr płciowy? Przeciwstawiający sobie stereotyp złego jurnego samca i delikatnego dziewczęcia? Nie. To jest teatr wszechstronny. Pokazujący różne odsłony ludzkiej natury. Podłej ludzkiej natury. A "Baśka" powraca. Wyśpiewana dziko, głośno i świdrująco głowę - otwiera jeszcze jeden wątek "Clean Girl". Czym różni się ohyda rapowego wierszydła, ociekającego brutalnością i wulgarnym seksizmem od piosenki Gawlińskiego? Językiem? Tylko. Bo nie przesłaniem. 


Platt wybiera tematy trudne. Interesuje ją ludzka tragedia. Nie w skali makro. Umie wejść w ducha tragedii osobistej. Stworzyć z niej wielki spektakl. Trzeba do tego uwagi, wrażliwości i specyficznej odporności - może wynikającej z doświadczeń życiowych, nie wiem. Ale to jest artystka, która zupełnie nie przystaje do wizji świeżo upieczonej reżyserki tuż po studiach. Robi rzeczy dojrzałe, wstrząsające i  dokładnie przemyślane. Torturuje widzów ich własnymi skrzętnie skrywanymi ciemnymi stronami osobowości. Tu nie ma hipokryzji. Kawa na ławę. Tak samo było w genialnych „Zbombardowanych”. Tak próbowała mówić w „Przełamując fale”, które mi osobiście ne przypadły do gustu. Ale „Clean Girl” to teatr wyjątkowy. 


Jest w moim pisaniu chaos. Bo i w tym monodramie jest go sporo. Słusznie. O takich emocjach i tak intymnych doznaniach nie można mówić uporządkowanym językiem teatralnego szkiełka i oka. To jest teatr nowego pokolenia. Teatr stanowiący jego krzyk. Jego odreagowanie. Może terapię, mającą zabliźnić rany i zagoić myśli? Świetna, przerażająca ale mądra i bardzo ważna sztuka. 


Zuzanna Radek tworzy postać Wandy z dojrzałością aktorki o wielkim scenicznym doświadczeniu. Przyciąga uwagę, chwyta za myśli i trzyma widzów w transie nie pozwalającym oderwać oczu od tego, co na scenie. Bezbłędna w ruchach. Przytłaczająca spojrzeniem, kapitalnie wyrazista. A śpiew? Zuzanna Radek należy do tych Aktorek, które nie potrzebują akompaniamentu instrumentów muzycznych. Jej głos jest tak pełny brzmień, że śpiewając a capella stwarza wrażenie słuchania co najmniej zespołu rockowego. 


Miałem w trakcie spektaklu sam zetknięcie z ohydą współczesnego świata. Siedzący obok mnie barbarzyńca żeńskiego rodzaju najpierw zablokował miejsce przed sobą, kładąc tam torbę aby nikt mu nie zasłaniał, czym spowodował jedno puste miejsce tuż przed Aktorką. Domyślacie się Państwo, jak daje do myślenia pełna widownia i nagle jedno puste miejsce tuż przed nią. A po kilku minutach rozdzwonił się temu barbarzyńcy telefon. Dzwonek świdrował uszy, przeszkadzał. Wybijał z rytmu spektaklu. Patrzyłem przestraszony, czy Zuzanna Radek nie zdekoncentruje się. Nie straci tej misternie budowanej postaci. Na szczęście okazała się znakomicie przygotowaną Aktorką. A barbarzyńcy przypadkiem zaklętemu w ciało kobiety życzę, aby wszelkie bóstwa, bogowie i losy zapisali w swoich bazach danych to, co zrobiła. I aby w odpowiednim momencie znalazł się dla niej wystarczająco wypełniony smołą kocioł. Sami wiecie gdzie. Na wieki. 


„Clean Girl”. Wspaniały, przejmujący spektakl. Taki, który nie wyjdzie nigdy z pamięci. Ewie Platt i Zuzannie Radek składam wielkie ukłony szacunku i

podziękowania. I trzymam kciuki za Teatropolis. 


Reżyseria
Ewa Platt

Wykonanie
Zuzanna Radek

Opieka Artystyczna
Bartosz Porczyk

Scenografia
Zuzanna Radek
Ewa Platt





Komentarze

Popularne posty