Samo życie
Miałem zatytułować tę recenzję inaczej. Ale tytuł podsłuchałem w rozmowie dwóch wychodzących po spektaklu pań. Samo życie. Tak mówiły o „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” w reżyserii Iwony Kempy na Scenie 20 Teatru Ateneum.
Mój pomysł tytułu odnosił się do Aktorów. Myślałem o: „Festiwal kreacji”. Nie był jednak dobry. Za bardzo pretensjonalny. Za dużo zdradzający, zanim jeszcze kto czytać zacznie co kryje tekst. Ale jest to moim zdaniem najlepszy spektakl, jaki w ostatnich latach widziałem w Teatrze Ateneum. Najlepszy, najmądrzejszy, najbardziej wzruszający i najbardziej ludzki. No i świetnie zagrany.
Franek choruje. Traci powoli władzę nad swoim ciałem. Od niedawna porusza się na wózku. Franka i jego rodzinę poznajemy w dniu jego dwudziestych piątych urodzin. Rodzina. Gdyby w Polsce odsłonić ściany domów i zobaczyć, co kryją mieszkania. Co byśmy otrzymali? Zapewne taki właśnie splot uczuć, emocji i relacji, jaki jest w „Moim synu”. Pigułka wszelkich spraw. Destylat życia rodzinnego. Może nie w każdym domu są wszystkie elementy tego spektaklu, ale w każdym jest choć kawałek. Nie będę opisywać fabuły. To jest kwestia wrażliwości i uwagi każdego Widza. Spektakl jest bardzo osobisty. Trzeba go po prostu zobaczyć. W ciszy własnych myśli. I popatrzyć z boku. Wzruszyć się, czasem roześmiać. Czasem w duchu zaprotestować. Bo to jest rodzaj wiwisekcji. Dotyka relacji międzyludzkich na każdym etapie życia. Córki i syna z matką w wieku dorastania. Córki i ojca w wieku kobiecego przekwitania. Męża i żony w wieku odchodzenia. Męża i żony w wieku niekochania. To wszystko na scenie Teatru Ateneum jest. I jest po prostu porażająco, ludzko piękne.
Kreacje. Rzadko mam do czynienia ze spektaklem, w którym każda rola, nawet grany przez Jana Wieteskę epizod, są dokładnie takie jak potrzeba. Więcej. Są poruszająco prawdziwe. Wybrałem i opowiem o dwóch. Przede wszystkim Mia, czyli matka Franka. Najważniejsza rola w tym spektaklu. Spinająca wszystkie historie, wątki i ludzkie losy. Matka pełna smutków i trosk. Lęku i goryczy. Żalu, bo życie mijając przynosi coraz cięższe ciosy. Agata Kulesza. Tak. Tu jest właśnie Matką. Zasługująca na nagrody za wybitne aktorstwo rola. Zabawna zbieżność z tytułem ubiegłorocznej premiery, w której Kulesza też zagrała Matkę. Mnie wtedy nie przekonała, teraz porwała i rzuciła na kolana. Wspaniałe aktorstwo. Majstersztyk na scenie. I Rita. Jej siostra. Magdalena Schejbal czuje się w tej postaci jak ryba w wodzie. Zabawna, energiczna, doskonała. Niby ta Rita nie jest osobą pierwszego planu. Ale zbudowała ten spektakl na równi z Agatą Kuleszą. Pełna uroku, zabawna i taka jak wielu z nas. Rita. Świetna jest scena rozmowy dwóch sióstr i przełom, jaki się w nich dokonuje gdy obie dochodzą do ściany, mając już dość. Po prostu dość, po ludzku i zwyczajnie dość, demencji własnej matki.
W „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” nie ma słabego aktorstwa. Nie ma momentu przegadanego. Wyciąganego na siłę. Nie ma cienia sztuczności. Ale gdyby opisywać wszystkie postaci zapewne zdradziłbym za dużo z meandrów fabuły i może ujawnił tyle, że moje pisanie zamiast zachęcić do zobaczenia tego spektaklu odniosłoby skutek zupełnie odwrotny. Wiedzieliby Państwo za dużo i być może uznali, że skoro już wiecie, to co Was jeszcze może zaciekawić?
Kolejny, mocny element spektaklu. Scenografia Joanny Zemanek. Ascetyczna, oszczędna. Ciemne ściany. Otoczony krzesłami stół. Ale w mistrzowsko dopasowanym oświetleniu wypada to znakomicie. Spójny, przemyślany i funkcjonalny projekt na najwyższym poziomie. Świetna jest gra świateł już w pierwszej scenie spektaklu. A potem zmiany kolejnych sytuacji, krótkie chwile zapadającej ciemności. I dynamika. Ani chwili nie ma niepotrzebnej.
Reżyserująca Iwona Kempa kładzie na stół samo życie. Patrzcie, mówi. Pogmerajcie w tym. Porozciągajcie jak nitki wełny swetra utkanego z waszych wspomnień. Wszystko tu jest. Znajdziecie swoje sprawy i samych siebie. Świetny, wzruszający spektakl. Każda nitka jest inna. Można ją wyjąć, ułożyć przed soba. Zastanowić się nad jej przesłaniem. Mocne, wyraziste są wątki tekstu napisanego przez Ivana Martinicia i przetłumaczonego dzięki Gabrieli Abrasowicz.
Bywają owacje na stojąco i oklaski na stojąco. Często upraszczając mylę te pojęcia i tam, gdzie były oklaski na stojąco pisze o owacjach. W zasadzie pełna i prawdziwa owacja, jaką miałem frajdę zobaczyć w tym sezonie, była tylko w Rzeszowie gdy Teatr im Stefana Jaracza z Łodzi pokazał „Amadeusza”, a publiczność Festiwalu Arcydzieł oszalała. Teraz widziałem owację na stojąco po raz drugi. Zerwaliśmy się z miejsc po pierwszych, padających jak krople zwiastujące deszcz, oklaskach. I ulewa zalała scenę strugami braw i okrzyków aplauzu.
Już to napisałem. Moim zdaniem w Ateneum od lat nie było tak wspaniałego spektaklu jak „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” w reżyserii Iwony Kempy. Tyle.
OBSADA
Przemysław Bluszcz
Karolina Charkiewicz
Maria Ciunelis
Adam Cywka
Paulina Gałązka
Paweł Gasztold-Wierzbicki
Agata Kulesza
Janusz Łagodziński
Magdalena Schejbal
Jan Wieteska/Krystian Pesta
TWÓRCY
AUTOR TEKSTU Ivan Martinić
TŁUMACZENIE Gabriela Abrasowicz
REŻYSERIA I OPRACOWANIE MUZYCZNE Iwona Kempa
SCENOGRAFIA, KOSTIUMY I PROJEKCJE Joanna Zemanek
ASYSTENTKA REŻYSERA Paulina Staniaszek
SUFLERKA Joanna Trzcińska/Anna Żelazowska
INSPICJENT Wojciech Gratkowski/Agnieszka Hornowska/Jerzy Kacperski



Komentarze
Prześlij komentarz