4000 dni do przypomnienia
Matka, syn i ten/ta trzeci(a). Typowe. Trójkąt zwiastujący napięcia. A jednak można na tej bazie stworzyć interesujący spektakl, choć co tu kryć z intrygą naciągniętą jak za małe szpitalne prześcieradło. I co z tego? Skoro się to ogląda z uwagą i dostarcza materiału do zastanowienia? Wszystko jest w porządku. Mam na myśli „4000 dni” autorstwa Petera Quiltera, w reżyserii Wojciecha Malajkata. Nic nowego, bo Teatr Kwadrat ma to w repertuarze od ponad trzech lat. A owacje nadal na stojąco. W natłoku ostatnich premier - warto pamiętać, że nie wszystko co się świeci musi być nowe.
Tytułowe cztery tysiące dni to czas, jaki znikł z pamięci Michaela (Patryk Pietrzak). Młody mężczyzna upadł w pracy i stracił przytomność. Zapadł w śpiączkę. Spotykamy go w szpitalnej sali tuż przed przebudzeniem. Carol (Ewa Wencel) czuwa przy śpiącym synu. Jak to matka, starając się ochronić go swoją wiarą, że wszystko będzie dobrze. W tym momencie pojawia się Paul (Grzegorz Daukszewicz) i sytuacja gęstnieje. Paul to życiowy partner Michaela i wyraźnie nie faworyt Carol.
Zaczynają się zabawne, bo błyskotliwie napisane słowne przepychanki. W tego typu rolach Ewa Wencel jest zawsze uroczo znakomita. Ma na nie swoją receptę i ogląda się ją z przyjemnością. Równie dobrze tę szermierkę złośliwymi uwagami wytrzymuje Grzegorz Daukszewicz. A wszystko to nad pozostającym w śpiączce Michaelem. Podziwiam wewnętrzny spokój Patryka Pietrzaka leżącego w wymaganym rola bezruchu.
A dalej jest przebudzenie. I zmiana optyki. Matka i Paul toczą zupełnie już nie komediowy spór o los i miejsce w świecie, jakie zajmować powinien Michael. Malarz, pięknoduch i artysta, który pod wpływem korporacyjnie nastawionego Paula zmienił się w sformatowanego pracownika firmy ubezpieczeniowej. Przebudzenie Michaela dostarcza im okazji do przemyślenia lat ostatnich. Bo Michael budzi się nie pamiętając około czterech tysięcy dni swojego życia. Czyli - pamięta to, co wydarzyło się mniej więcej jedenaście lat wcześniej. Zatem z jego wspomnień Paul znikł całkowicie. I tu jest bitwa matki i partnera. Myślicie, że jej kanwą jest seksualna orientacja syna? Nic bardziej mylnego. To jest o wele głębsza refleksja nad niszczycielską siłą miłości. W jej imię, uważając własne działania za dobre dla partnera, częstokroć naruszamy niezbywalne prawo człowieka do bycia tym, kim być chce. Formatując się wzajemnie czynimy się nieszczęśliwymi. Trwamy w związkach kompromisu, takich w których tylko jedna strona może z pełną uczciwością powiedzieć, że jest szczęśliwa. Znakomity jest monolog Carol, gdy wykłada kawę na ławę i przedstawia swój punkt widzenia na kwestię związku jej syna. Równie ważna i bardzo dobra jest następująca niebawem riposta Paula. Gdy zrozumiał, ile błędów popełnił w imię źle pojętego interesu kochanej osoby.
Czy Michael przypomni sobie Paula? Jakie będą losy tej trójki, która w szpitalnej sali zrozumiała, że miłość to nie walka, której celem jest podporządkowanie silniejszej jednostce bardziej wrażliwych i delikatnych osobowości? Czy opuszczą szpital w zmienionych rolach życiowych a ich emocjonalny trójkąt zostanie rozerwany? Nie powiem! Bo to się świetnie ogląda i świetnie samemu dochodzi - razem z bohaterami „4000 dni” - do finału tego bardzo udanego spektaklu.
Warto podkreślić mistrzostwo realizacyjne i świetny pomysł reżyserski. Ten dziewięćdziesięciominutowy spektakl to ciąg często bardzo krótkich scen, wymagających może nie zmiany scenografii, ale znaczących modyfikacji pewnych jej elementów. Poruszenie na widowni wywołała szczególnie ta z żółtymi karteczkami. Jak oni to zrobili? - słyszałem zdziwione szepty za swoimi plecami. Rzeczywiście. Magia teatru i niesamowita precyzja jego Twórców. Kłaniam się Im z szacunkiem.
Teatr Kwadrat ma różne opinie. I różny jest jego repertuar. Moim zdaniem „4000 dni”, jak i pozostałe spektakle, które widziałem na Scenie Kameralnej Kwadratu są propozycjami dla widzów nie szukających w teatrze jedynie śmiechu i krzyku. To wysublimowane, podszyte humorem ale inteligentnie wrażliwym - obrazy życia. Pięknie się je ogląda i przyznam, że tę scenę bardzo lubię. Oby pozostała miejscem, w którym uśmiechamy się do oglądanych sytuacji i do samych siebie. Dlaczego to połączyłem? Zapraszam do obejrzenia „4000 dni”. Myślę, że każdy rodzic dorosłego dziecka znajdzie na to odpowiedź.
Aktorzy
Michael: Patryk Pietrzak
Paul: Grzegorz Daukszewicz
Carol: Ewa Wencel
Realizatorzy
Reżyser: Wojciech Malajkat
Przekład: Klaudyna Rozhin
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Marta Grudzińska
Komentarze
Prześlij komentarz